Nie jest mi ciężko

Czy miałam dość? – Nie miałabym sumienia powiedzieć czegoś takiego – mówi Urszula Schütze.

Reklama

Lekarze mi powiedzieli, że jak będę cały czas z nim, jak będę chodzić do inkubatora i dotykać, to może coś będzie z dzieciątka. I tak chodziłam, dotykałam go – wspomina Urszula Schütze. Do dziś nie opuszcza swojego syna Patryka właściwie ani przez chwilę. Chyba, że na czas meczu KS Cisowa. Ale kiedy mecz się kończy, mama wraca do Patryka, żeby towarzyszyć mu w powrotnej drodze do domu. – Skrzyżowanie tu jest niebezpieczne, dużo samochodów z autostrady jedzie do Kędzierzyna – tłumaczy.

Autobus

– Jestem cały czas przy nim, bo się boję o tę zastawkę, którą ma w głowie. Muszę być przy nim, gdyby coś się działo – tłumaczy mi Urszula Schütze i pcha wózek, na którym siedzi Patryk. Kilkaset metrów dość wąskim chodnikiem do przystanku miejskiej komunikacji mama z synem pokonują w tempie, jak mi się przynajmniej wydaje, szybszym od zwykłego kroku marszowego. Z Cisowej dziewiątką dojeżdżają do centrum Kędzierzyna i tam przesiadka na jedynkę albo dwójkę – żeby dojechać do Zespołu Szkół Specjalnych im. Jana Brzechwy w Kłodnicy.

Dojazdy miejską komunikacją mają już dobrze przetrenowane, bo do przedszkola, podstawówki, a teraz do gimnazjum dojeżdżają już od 10 lat. – Proponowali mi, żeby wziąć indywidualny tok nauczania dla Patryka. Nauczyciele dojeżdżali by do domu. Ale nie chciałam tego, niech on będzie między ludźmi – mówi pani Urszula. Dwa razy w tygodniu dojeżdża z synem także do środowiskowego domu samopomocy „Promyczek” w Kędzierzynie – na zajęcia rehabilitacyjne. Czasem przesiadka w centrum miasta trwa dłużej, bo kiedy przyjedzie autobus z wysokim podwoziem, trzeba czekać na następny – niskopodwoziowy. – Ale to najwyżej pół godziny, nie ma żadnego problemu. Wszędzie jeździmy, tu czy nad morze. Na wózku, bo na wózku, ale dajemy radę – mówi pani Urszula.

Szkoła

W szkole Urszula Schütze spędza lekcje na ławeczce na korytarzu. Porozmawia z nauczycielami, którzy są pełni podziwu dla jej oddania synowi, z pielęgniarką, woźną, z innymi rodzicami. Albo rozwiązuje krzyżówki. Na przerwach pomaga synowi w przechodzeniu do innej pracowni. Patryk ma osłabione nogi. – Ale kiedyś z przystanku przyszliśmy do domu pieszo! – cieszy się Urszula Schütze. Chłopiec nie włada też lewą, sparaliżowaną ręką. Wszystkie czynności musi wykonywać prawą, co trochę utrudnia pracę szkolną, ale kiedy pokazuje mi swoje wypracowanie z języka polskiego, a ja pokazuję mu swoje notatki – śmiejemy się. Jak na współczesnego gimnazjalistę ma bardzo staranny charakter pisma. W ubiegłym roku jako jedyny w szkole otrzymał świadectwo z paskiem. Często reprezentuje szkołę w turniejach i olimpiadach wiedzy.– Kiedy był turniej o Janie Pawle II, w naszym zespole wiedziałem najwięcej – cieszy się Patryk. Na pytanie, który nauczyciel jest najbardziej wymagający znów się śmieje. – Nie mogę narzekać! – mówi. Pani Urszula o szkole: – Wszyscy go tu chwalą, więc jestem bardzo zadowolona – mówi.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama