Małe kroki do Karolka

Gdy rodził się Karolek, Ania prosiła Boga, żeby choć cichutko zakwilił. To miał być znak, że przeżyje. Po sześciu latach słyszy, jak jej synek wypowiada pierwsze sylaby. Czasem układają się w słowo „mama”.

Reklama

Kiedy Ania i Zbyszek Kasprzykowie w 21. tygodniu planowanej ciąży szczęśliwi i zakochani szli na pierwsze USG, chcieli się tylko dowiedzieć, jaka będzie płeć ich dziecka. A usłyszeli, że maleństwo nie ma wytworzonego spoiwa wielkiego między dwoma półkulami mózgu. Na tym nie kończyła się lista złych wiadomości. Ich synek cierpiał na przepuklinę przeponową, tak że jelita i inne narządy uciskały płuca, które nie mogły prawidłowo się rozwinąć. Nie wiadomo było, czy po przyjściu na świat złapie pierwszy oddech. Nikt nie mógł przewidzieć, czy z czasem nie ujawnią się dodatkowe choroby. Później okazało się, że Karolek cierpi na głęboki niedosłuch. Ma też kłopoty z przełykaniem pokarmów i musi być dokarmiany dożołądkowo. Kiedy tamtego dnia wyszli od ginekologa, nogi same zaprowadziły ich do kościoła ss. sercanek w Krakowie. – Zaraz potem zaczęły się nasze pielgrzymki między zakonami klauzurowymi z prośbą o modlitwę – pamięta Ania. – Bardziej przeżywałem smutek żony – wspomina Zbyszek. – Przyjąłem straszną wiadomość, ale co miałem zrobić, uciec? To było moje dziecko. Od razu je pokochałem.

Kilka miesięcy po urodzeniu Karolka koleżanka zapytała Anię, jak myśli, dlaczego to właśnie jej urodziło się chore dziecko. – Do tamtego momentu nie zadawałam sobie takiego pytania – opowiada. – A dlaczego nie mnie? Nigdy nie wierzyłam w przesądy, że Bóg karze za grzechy chorobą. Nie wierzę w takiego Boga. Razem z Nim jesteśmy po jednej stronie barykady. Takie doświadczenia są po coś. Moc doskonali się w słabości.

W mieszkaniu Kasprzyków przy ul. Łobzowskiej, którą Ania reklamuje na internetowym blogu, kolorowo jak nigdzie na świecie. Całe ściany dwupokojowego mieszkania w obrazkach i wycinankach. Ania z dwuletnią Zosią na ręku częstuje nas specjalnie upieczoną tartą z gruszkami. Mąż Zbyszek z Karolkiem dołączają po powrocie z zajęć logopedycznych. Sam specjalnie skończył dwuletnie studia logopedyczne i w domu uczy syna mówić. Napisy na sprzętach: „stołek”, „drzwi” – to właśnie pomoce naukowe. Karolek podaje nam rączkę, uśmiecha się delikatnie na przywitanie i lekko pochyla główkę z burzą blond włosów.

Łobzowska, bliska krakowskiej starówki, to ich kultowa ulica. Tu się poznali. Ania była po pedagogice społeczno-opiekuńczej, Zbyszek po hungarystyce. Tu mieszkają do dziś, a Ania podczas spacerów fotografuje nie tylko Karolka i Zosię, ale i chodniki, drzewa, niebo nad Łobzowską. Pobrali się po trzech miesiącach znajomości, jakby chcieli nadrobić stracony bez siebie czas. – Kiedy na ślubie postawiliśmy Boga na pierwszym miejscu w naszym życiu, nie wiedzieliśmy, co ta decyzja przyniesie – mówi Ania. – Oczywiście dotąd był obecny, ale teraz zdecydowaliśmy się Nim żyć i mówić o tym głośno innym – podkreśla Zbyszek. – Jeśli wyznajemy, że Bóg jest dla nas najważniejszy, to On nie pozostaje na to głuchy. Realnie nam odpowiada.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama