Duszę towarzystwa zatrudnię

– Kiedy ludzie się dobrze bawią, to zapominają o dopalaczach. Do zabawy w miłej atmosferze alkohol nie jest potrzebny – mówi Szczepan Babiuch, wodzirej z Gdyni.

Reklama

Dariusz Dulaba: Mówi się, że już niedługo wodzirejów zastąpią didżeje i konferansjerzy. Zgodzi się Pan z tym?

Szczepan Babiuch: – Nie. I chyba nie szybko to nastąpi, skoro sami eksperci z branży rozrywkowej przyznają, że z roku na rok rośnie zainteresowanie imprezami z udziałem wodzirejów.

Niektórzy uważają, że to nie jest dobre zajęcie dla chrześcijanina.

– To zbyt surowa ocena. Nie boję się podejmować nowych wyzwań, a zająłem się tym, bo lubię prowadzić dobrą zabawę. I wcale mi to nie przeszkadza w zbliżaniu się do Boga. Przeciwnie, daje mi siłę i motywację do pracy. Pewnego razu zapytano Karola Wojtyłę, czy uchodzi, aby kardynał jeździł na nartach. Przyszły papież uśmiechnął się i odparł: „Co nie uchodzi kardynałowi, to źle jeździć na nartach!”. Biorę przykład z tej postawy i staram się być dobrym wodzirejem. Takim, który wie, jak porwać ludzi do zabawy, potrafi zapewnić właściwą oprawę, zabawę na wysokim poziomie i miłą atmosferę. Czego potrzeba? Ważne są elokwencja, kultura osobista, umiejętności organizacyjne, zdolności reżyserskie i odpowiedzialność. Dlatego podczas każdej imprezy staram się dać z siebie wszystko, koordynować i utrzymywać kontakt z innymi ekipami (np. muzykami, kuchnią). Dzięki temu mogę prowadzić prawie każdą uroczystość: wesele, bal, rocznicę, jubileusz, festyn, a także być konferansjerem podczas gali lub koncertu.

Ojciec Leon Knabit uważa, że dojrzała wiara nie skupia na sobie uwagi ani nie upomina się o swoje. Panu udaje się zachęcać i motywować ludzi. Jak Pan to robi?

– Najpierw zapraszam ludzi do siebie (np. parę młodą) i staram się poznać ich oczekiwania, jaki charakter ma mieć uroczystość. Niczego nie narzucam. Potem starannie opracowuję scenariusz (dobieram muzykę, gadżety, które mogę wykorzystać podczas np. konkursu tańca czy loterii fantowej) i rezerwuję czas na zabawę, biesiadę i rozmowę. Kiedy ludzie dobrze się bawią, to zapominają o dopalaczach. Pamiętam, jak prowadziłem kiedyś wesele, gdzie na 105 osób zakupiono 115 butelek wódki. Na drugi dzień okazało się, że pozostało nietkniętych 95 butelek. Bardzo ciekawe, że wypito zaledwie 20 sztuk, a zabawa była przednia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| ALKOHOL, ZABAWA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama