Lekarstwo na splin

Uprawiają nordic walking, wyjeżdżają do operetki, malują obrazy i spotykają się z ciekawymi ludźmi. Bo w „trzecim wieku” nie trzeba siedzieć w domu.

Reklama

Chynów niegdyś był samodzielną wsią, dziś to północna dzielnica Zielonej Góry, oddalona kilka kilometrów od centrum miasta. Wyjazd tam dla osób starszych to niemal wyprawa, a propozycji dla seniorów jest tu jak na lekarstwo. Na szczęście przy parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w 2009 roku, z inicjatywy ks. Jana Radkiewicza, powstał Klub Seniora. Teraz opiekuje się nim nowy proboszcz ks. Wojciech Ratajewski. Kilkanaście pań spotyka się w drugą niedzielę miesiąca.

Czekamy na niedzielę

Klub postawił sobie trzy cele: ciekawe spędzanie czasu, wyjście z domu i integracja ze środowiskiem. – Zawsze czekamy na tę niedzielę. Brakowałoby czegoś, gdyby nie klub seniora – zapewnia Teresa Boniakowska. – Tutaj mamy coś dla ciała i dla ducha – dorzuca jej siostra Jadwiga. Seniorzy mieli m.in. spotkania z fryzjerką i kosmetyczką, z lekarzami na temat zdrowego trybu życia oraz z informatykiem o obsłudze komputera. – To wszystko prowadzili ludzie z naszego środowiska. Taką mamy zasadę – podkreśla prezes klubu Elżbieta Muszyńska.

Seniorzy nie siedzą tylko na miejscu. – W zeszłym roku z okazji dnia kobiet byłyśmy w zielonogórskiej bibliotece na wystawie torebek. Oglądałyśmy tam eksponaty nawet ze średniowiecza i z słuchałyśmy historii każdej torebki. Wszak kobieta i torebka są nierozłączne – śmieje się pani Ela. – A potem odwiedziłyśmy herbaciarnię – dodaje. Panie jeżdżą m.in. na koncerty do miasta, do skansenu w Ochli, a czasem wybierają się na dłuższe wycieczki, np. na operetkę do Poznania.

Szpachelka i obraz

Swoim talentem klub wspomaga Zdzisława Kalwa, która od 12 lat jest w sekcji Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Zielonej Górze. – Tym, co potrafię, chcę się podzielić z koleżankami. Na zajęciach jest tyle radości tworzenia i śmiechu – zapewnia pani Zdzisława. Uczy, jak malować szpachelką malarską. Dzięki niewielkim narzędziom, kojarzącym się z remontami, można rozprowadzać i mieszać farby na powierzchni obrazu. W ten sposób maluje m.in. Maria Łabędzka. – Zawsze coś artystycznego mi w duszy grało – mówi emerytowana księgowa. – Koleżanka pokazała, jakie cuda można robić szpachelką. Nie było trudno się nauczyć. Maluję krajobrazy, kwiaty, a ostatnio zrobiłam nawet portret mojej nieżyjącej mamy – dodaje. Talenty w klubie są różnorakie. Niedawno była wystawa prac seniorów. – Jedni malują, inni robią gobeliny, a jeszcze inni piszą wiersze – mówi Elżbieta Muszyńska, która zaprezentowała swój tomik.

Chcę wyjść z domu

Klub jest zarejestrowany przy lubuskim Urzędzie Marszałkowskim. Dzięki dotacjom udało się m.in. zorganizować spotkania i wyjazdy oraz wyremontować salkę. – Na ten rok nie dostaliśmy ani złotówki. Nie przeraża nas to jednak i działamy dalej – wyjaśnia Elżbieta Muszyńska. Seniorki  są przekonane, że taki klub powinien działać w każdej miejscowości.– Kiedy zapisuję nowych słuchaczy na Uniwersytet Trzeciego Wieku, pytam o powody przyjścia. Najczęściej pada odpowiedź: „Chcę wyjść z domu i znów znaleźć się miedzy ludźmi” – mówi Zdzisława Kalwa. – Podobnie jest i tu. Dzięki spotkaniom jest szansa na wyjście z domowych dresów, ładne ubranie się, podmalowanie oczek, zrobienie fryzury – dodaje z uśmiechem.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama