Oskar już za granicą

Kiedy urodził się Oskar, jego rodzice – Krystyna i Andrzej Goldowie czuli, że świętują Boże Narodzenie. Po diagnozie postawionej w ósmym miesiącu życia syna razem z nim znaleźli się na drodze krzyżowej. Szli nią 11 lat.

Reklama

W którymś momencie Oskar ich wyprzedził. Chociaż nigdy nie zrobił ani jednego kroku, są przekonani, że wtedy zebrał wszystkie siły i wyruszył. – Jego serduszko biło coraz wolniej, aż wreszcie całkiem ucichło – pamiętają ze szczegółami. – Wtedy Oskar pobiegł… Skoro trafił tam pierwszy, to my pójdziemy spokojnie za nim.

Po porodzie nic nie zapowiadało takiego biegu wydarzeń. Jak wszystkie niemowlęta ssał mleko z butelki i ładnie przybierał na wadze. Na zdjęciach zachował się jego słodki uśmiech na okrągłej i rumianej jak jabłuszko buzi. Zostały po nim właśnie zdjęcia, tapczan z dwiema poduszeczkami pamiętającymi kształt jego głowy i chyba setka uśmiechniętych pluszaków. No i ich płacz i wielka miłość.

– Kiedy inni wybierali się w podróże, robili kariery, my robiliśmy karierę razem z naszym synkiem, docieraliśmy do najtajniejszych zakątków jego życia – mówi tata. A trzeba było się starać, bo Oskar w niczym im nie pomagał. Nie mówił, nie chodził, nie siadał, nie wyciągał do nich rączek. Nie mogli go nawet mocniej przytulić z powodu postępującej osteoporozy, która groziła złamaniem rączki czy nóżki. Na koniec, kiedy leżał w śpiączce, musieli mu zaklejać powieki. – Wyobraża sobie pani, żeby codziennie zamykać dziecku oczy – mówi, zamyślając się, Andrzej Golda. Ale zaraz dodaje: – Zawsze byłem i jestem z niego dumy. Wychodziłem z synem na ulicę, choć ludzie na nas patrzyli jak na wszystko, co nienaturalne. Kiedy się modliłem: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, to myślałem, żeby Oskar czuł się dobrze, bo był naszym chlebem powszednim. A kiedy wypowiadałem słowa: „Bądź wola Twoja”, pragnąłem, żeby Bóg pozwolił nam jeszcze jeden dzień być razem, we trójkę.

Mówi, że gdyby ktoś wymazał mu pamięć tamtych lat, natychmiast chciałby przeżyć wszystko od nowa: – To były dla nas najszczęśliwsze dni, bo był z nami Oskar.

Tłumaczy, że przysłał mi list, żebym opisując tę historię, zachowała pamięć o ich synu. – Boję się, że czas pozbawi mnie wspomnień – wyjaśnia, choć przez 11 lat życia Oskara do 9 czerwca tego roku zapisywał każdy dzień.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama