Przyszywani miłością

Od 2002 roku pomogli blisko 300 dzieciom, stając się ich „rodzeństwem” nie na mocy więzów krwi, lecz bezinteresownej dobroci.

Reklama

W przeddzień św. Mikołaja wyszli na ulice Nowego Sącza. – Czy to jakieś święto kościelne, a może akcja mikołajkowa? – pytali młodych wolontariuszy stowarzyszenia „Sursum corda” mieszkańcy miasta. Od roześmianych dziewcząt i chłopców dowiadywali się, czym się zajmują, że trwa Europejski Rok Wolontariatu, a wigilia św. Mikołaja była obchodzona jako Światowy Dzień Wolontariatu.

– Ludzie bardzo pozytywnie odbierają naszą pracę, która burzy stereotyp, że młodzież jest zła, nic jej się nie chce i we wszystkim liczy na dorosłych – opowiada Halina Rams, koordynator programu „Starszy brat, starsza siostra”, realizowanego w ramach działalności „Sursum corda”. W Nowym Sączu to niejedyna organizacja pożytku publicznego, która pomaga ludziom. Wolontariusze działają przy sądeckiej „Kanie”, „Sokole”, Towarzystwie Przyjaciół Zwierząt, a nawet Biurze Wystaw Artystycznych. – Każdy młody człowiek, który chce dobrze wykorzystać czas, może znaleźć wiele propozycji pomagania, również w zależności od swych uzdolnień i pragnień – podkreśla pani Halina.

99 procent

Stowarzyszenie „Sursum corda” zajmuje się wolontariatem opiekuńczo-wychowawczym. Przez młodych, przygotowanych przez specjalistów, dociera do konkretnych ludzi, którzy potrzebują pomocy. Do ich grona należą też dzieci. To dla nich w 2002 roku został stworzony przez Marcina Kałużnego program „Starszy brat, starsza siostra”. – Dzieci są zgłaszane przez szkoły podstawowe, ich pedagogów i wychowawców, ale przychodzą też rodzice, prosząc o starszego brata lub siostrę dla swych pociech – wyjaśnia pani Halina. Nie tylko dla tych, które mają problemy z nauką, lecz także dla opuszczonych przez jednego z rodziców lub samotnych i niezauważanych w pełnych rodzinach. W tym roku jest 27 takich par.

Starszym rodzeństwem są głównie uczniowie szkół średnich i studenci. Praca z dzieckiem w jego domu trwa minimum rok, ale zdarzają się też dłuższe okresy. – Bycie starszą siostrą czy bratem nie polega jedynie na pomocy dziecku w nauce. To także wspólne spędzanie wolnego  czasu, chodzenie do kina, na spacer, na basen… Jest wielu rodziców, którzy chociażby ze względu na pracę nie znajdują już wystarczająco dużo czasu dla syna czy córki, a dzieci potrzebują, by ktoś nimi się interesował i pomagał radzić sobie z codziennymi problemami – wyjaśnia pani Halina. Obecność wolontariusza to również szkoła dla rodziców, którzy mogą się od niego uczyć, że wychowanie nie sprowadza się do podniesionego głosu czy kary, lecz do rozmowy, bliskości, bycia oparciem i przewodnikiem. W grupie starszych sióstr i braci przeważają znacząco dziewczyny. – 99 procent – śmieje pani Halina. Wolontariuszki mają niejako „wdrukowaną” chęć niesienia pomocy, opiekowania się. Zdarzają się jednak i panowie, którzy chętnie podejmują obowiązek opiekuna i towarzysza dziecka.

Dzieci czekają

Anna jest już mężatką i spodziewa się dziecka. Mimo to jest nadal w programie. Wcześniej opiekowała się Władkiem, który dziś uczy się już w gimnazjum. Teraz jest starszą siostrą Marka, szóstoklasisty. Władek, Marek i ich siostra Laura cieszą się, że będę mieć jeszcze jedną siostrę, gdy Anna urodzi. – Praca z dziećmi jest splotem chwil, emocji o różnym zabarwieniu. Cieszą nas bardzo małe sukcesy dzieci, kiedy czegoś się nauczą, zostaną pochwalone przez nauczycieli w szkole. Również dzieciaki czerpią radość z przebywania z wolontariuszem, bo kino, spacer, bo znalazł się ktoś, kto ma dla nich czas. Niestety, program obejmuje tylko dzieci w wieku szkoły podstawowej. Potem trzeba się rozstać.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama