Stara miłość zerdzewieje

Zakochani zakładają kłódki ze swoimi imionami na mostku w Ogrodzie Saskim. – Mają nadzieję, że ich związek będzie trwał wiecznie – mówi o. Piotr Twardecki SJ.

Reklama

Florencja, Rzym, Kolonia, Praga, Wrocław… wiele miast dorobiło się mostków miłości. W popularnych miejscach spacerowych, tam gdzie mosty łączą dwie strony rzek, zakochani przypinają do balustrad kłódki z wygrawerowanymi inicjałami bądź imionami chłopaka i dziewczyny. Po zamknięciu kluczyk wyrzucają do wody. Symbolika jest łatwa do odgadnięcia: tej kłódki nikt już nie otworzy. Tak jak nikt nie przerwie ich dozgonnej miłości.

Kładka uczucia
Lublin też ma swój mostek miłości. Nie mieści się on jednak ani nad Bystrzycą, ani nad Czechówką czy Czerniejówką. To kładka nad oczkiem wodnym w Ogrodzie Saskim. Niedaleko w ciepłe dni pomieszkują łabędzie. Mostek przechodzi nad korytkiem, którym woda spływa do kolejnej sadzawki, położonej nieco niżej. A właściwie powinna spływać, bo od dłuższego czasu nie ma w nim wody. Przez miniony rok na balustradzie mostka pojawiło się już kilkanaście kłódek. Zawiesili je m.in. „Topas i Stella”, „Ewa i Andrzej” oraz „Agatka i JS”.

Są większe, mniejsze, kolorowe. Coraz częściej pordzewiałe. Nie wiadomo, czy związki ich właścicieli przetrwały do dziś, ale pozostawione przez nich w Ogrodzie Saskim metalowe przedmioty będą im długo przypominać, że chcieli, by tak było. Chyba jednak tylko im, bo mostek z kłódkami mało kto zauważa. Ale dostrzegła go studentka Basia, która podczas pierwszych opadów śniegu w Lublinie przyszła na spacer do parku. – Te kłódki to fajna sprawa. Zakochani robią różne rzeczy, żeby podkreślić, jak bardzo chcą być razem. Choć sama nie chciałabym zawieszać swojego imienia na mostku. Jestem zbyt nieśmiała – śmieje się. Inicjatywa nie podoba się Markowi, który zrobił sobie skróty przez ogród. – Nie widzę w tym nic romantycznego. Najpierw się „zakłódkują”, a potem się rozstają, i widok tego mostku budzi tylko gorzkie wspomnienia – mówi.

Modlitwa zamiast kłódki
Może jednak w nowym zwyczaju tkwi coś więcej niż tylko zabawa? Według duszpasterza akademickiego KUL o. Piotra Twardeckiego, do tematu można podejść dwojako. – Z jednej strony to zabobonne podejście do trwałości związku, którą ma zapewnić przypinanie kłódki. Z drugiej strony widać chęć odkrycia głębi nierozerwalności małżeństwa. Taki symbol może pomóc przejść przez trudy kryzysu związku – tłumaczy. Jego zdaniem, u młodych ludzi widać głód poczucia trwałości związku. Szczególnie dziś, gdy wielu ludzi zmienia partnerów jak rękawiczki.

– Moja kuzynka poznała Anglika, którego rodzice i dziadkowie się rozwiedli. Nigdy nie miał poczucia, że małżeństwo ma być czymś trwałym. Dla niego jest szalenie ważne, by zbudować związek, który przetrwa – opowiada jezuita. Sam jednak nie poleca wieszania kłódek na mostku w Ogrodzie Saskim ani nigdzie indziej. – To tylko gadżet. Lepsza jest wspólna modlitwa narzeczonych o to, by w rezygnacji z siebie umieli walczyć o trwałość swojego przyszłego małżeństwa – mówi o. Twardecki.
 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • dolores
    11.05.2012 08:32
    MIŁOŚĆ przezwycięża wszystko-AMOR OMNIA VINCIT,prawdziwą miłość - pięknie, w sugestywny sposób opisał Benedykt XVI w swojej Encyklice- "DEUS CARITAS EST" W &6 - "Miłość obejmuje całość egzystencji w każdym jej wymiarze, także W WYMIARZE CZASU!/.../miłość dąży do wieczności. Tak miłość jest "ekstazą", ale ekstazą nie w sensie upojenia,ale ekstazą jako droga, TRWAŁE WYCHODZENIE Z "JA" ZAMKNIĘTEGO W SAMYM SOBIE W KIERUNKU WYZWOLENIA "JA" W DZRZE Z SIEBIE/.../".
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama