Muchy efekt „Misia”

Wpadki pięknej pani minister to żenująca gra z polskim sportem oraz z kibicami.

Reklama

Gdy pani poseł Joanna Mucha została powołana na ministra sportu, uważałam nominację za ciekawe posunięcie: młoda, piękna, przypuszczalnie kompetentna. I (punkt dodatkowy) będzie dobrze wyglądać w wiadomościach sportowych całej Europy. EURO za pasem, więc i przekaz medialny się liczy. Zagrała i babska solidarność: lepiej, żeby młoda kobieta, poza sportowymi układami, objęła stanowisko. A pojawiające się wraz z nominacją złośliwe komentarze pod adresem nowej minister uważałam za nie fair.
Ale dość szybko nastąpił szereg niekompetencji, które niektórzy nazywają „wpadkami pięknej pani minister”, a inni żenującą grą z polskim sportem oraz z kibicami.
Osobiście nieznajomość sportu rozumiem, a nawet się z Joanną Muchą solidaryzuję. Niemniej ja na radosną sportową niekompetencję mogę sobie pozwolić. Ministrem sportu nie jestem. A nawet słynną szczerość pani minister pt. „Nie znam się – uczę się”, też można uznać za uroczą. Ale tylko wtedy, gdy szczerością poraża stażystka w czwartoligowym klubie sportowym, typu klub „Tęcza” ze znanego filmu...

A już ostatni „mecz” na Stadionie Narodowym o Superpuchar („Kto wybierał drużyny?”), czyli w praktyce bieganie z uśmiechem na ustach i wywijanie zgrabnymi nogami też byłoby nawet zabawne... Szkoda, że zabrakło w tle pieśni pana Jarząbka... Tyle tylko, że wokół Stadionu – niedoróbki biegała z pięknym uśmiechem do złej gry minister polskiego rządu. Kilka miesięcy przed tak ważnym dla Polaków wydarzeniem...
Odzywa się więc nadal efekt „Misia”. I oczami wyobraźni widzę, jak minister przebrana w strój krakowski, krokiem tanecznym, wita w czerwcu europejskich sportowych notabli. Wokół organizacyjny falstart, tratujący się kibice, nadal remontowane schody na Narodowym. A pani minister zaprasza kibiców, notabli i piłkarzy do wspólnej polki galopki wokół stadionu. Pogonić, pogonić…
I uwaga, bo na zakończenie będą babskie muchy w nosie: według badań, kobieta w Polsce, żeby osiągnąć sukces zawodowy, musi wciąż udowadniać, że jest dobra, lepsza, najlepsza. W sumie to i dobrze. Kobieta potrafi, a bycie profesjonalistką jest powodem do dumy. Lecz oto proszę: wraz z minister Joanną nowe przyszło... Tendencja się utrzyma? Czy to raczej efekt „Misia”, tzn. Muchy...    
 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Kamil
    16.02.2012 14:45
    Uważam, że nieuczciwe jest zarzucanie minister sportu, że nie zna się na sporcie. Czy musi się znać? Może jeszcze powinna umieć grać w piłkę? Czy prezez KGHM potrafiłby pracować przy wydobyciu pod ziemią, lub czy minister transportu musi znać się na budowie wagonów towarowych?
  • Maciej1111111
    16.02.2012 15:33
    @Kamil: jeśli minister sportu nie wie że w Polsce nie ma III ligi hokeja, jeśli przyznaje publiczne pieniądze w wysokości 500 000 tysięcy złotych za nie oddanie stadionu na czas, to takie zachowanie świadczy samo o sobie. Nawet prezes KGHM ośmieszyłby się, gdyby pomylił kilof z wiertarką, lub nagrodził złego pracownika. Bardzo złe porównanie.
  • Bronak Kamarołski
    16.02.2012 18:03
    Mucha niby udowodniła, że jest najlepsza z najlepszych... hmmmm...
    Kompetencje Asi Muchy należy przedstawiać jako sztandarowy pokaz czym będą owocowały parytety dla kobiet w Sejmie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama