Kibol kibolowi nierówny

O kibicowaniu, działalności charytatywnej i patriotyzmie z Grzegorzem Ciszewskim i Wojciechem Brodą ze Stowarzyszenia Sympatyków Piłki Nożnej „Złota Siarka” rozmawiają Marta Woynarowska i Filip Materkowski.

Reklama

Marta Woynarowska: Jak odbieracie określenie „kibol”, którym zwłaszcza w ostatnich czasach często nazywa się kibiców piłki nożnej?

Grzegorz Ciszewski: – Wiedza społeczeństwa o środowisku kibiców jest dość nikła. Mało kto wie, że istnieją frakcje bardzo różniące się swoimi działaniami. Daje tu o sobie znać pewien stereotyp, który kibica, kibola, szalikowca, zadymiarza wrzuca do jednego worka. Co jest dla zdecydowanej większości kibiców bardzo krzywdzące. Ale my staramy się o tym nie myśleć, kto i w jaki sposób nas postrzega i ocenia.

Wojciech Broda: – Kibol to nikt inny, jak osoba nie tylko jeżdżąca, dopingująca swoją drużynę, ale zajmująca się również przygotowaniem oprawy meczu. Kibic natomiast to człowiek przychodzący na zawody tylko po to, by je obejrzeć. Kibol tym meczem żyje. Niestety w ostatnim czasie to pojęcie zostało zrównane z określeniem „chuligan”.

Marta Woynarowska: Czy podejmowane przez was akcje charytatywne, udział w wydarzeniach o charakterze patriotycznym to m.in. sposób na przełamanie tego, często negatywnego, obrazu polskiego kibica, jaki przedstawiają głównie media?

Grzegorz Ciszewski: – Zapewne w jakiejś mierze tak. Ale chcieliśmy uświadomić społeczeństwu, że w niepopularnym medialnie środowisku kibicowskim jest wiele bardzo wartościowych osób, wrażliwych na potrzeby innych, niewstydzących się swego autentycznego patriotyzmu. Pragnęliśmy również pokazać, że nie jesteśmy zamkniętym  klanem, ale ludźmi otwartymi, bynajmniej nie skupiającymi się tylko na piłce nożnej, na meczach. Mamy nadzieję, że to przełamie ów smutny i w dużej mierze nieprawdziwy i krzywdzący stereotyp.

Wojciech Broda: – Organizowane przez nas akcje zarówno charytatywne, jak i patriotyczne, wynikają z naszej wewnętrznej potrzeby, żeby np. pomóc innym. Zdaję sobie sprawę, że nawet gdybyśmy w ciągu roku przygotowali ich kilkanaście, to wystarczy jedno zajście, jak niedawno w Bydgoszczy, żeby ludzie i tak patrzyli na nas jak na bandytów. Uważam, że ludzie są zmanipulowani przez media. Dlatego robimy to głównie dla tych, którzy potrzebują pomocy i dla samych siebie.

Grzegorz Ciszewski: – Owszem, zaczęło się od chęci przełamania stereotypu, ale później nasze działania sięgnęły głębszych pokładów.

Filip Materkowski: Jak i kiedy zrodził się pomysł powołania stowarzyszenia skupiającego kibiców Klubu Sportowego „Siarka”?

Grzegorz Ciszewski: – Obaj z Wojtkiem jesteśmy związani z „Siarką” od kilkunastu lat. Ja nawet w tym roku będę obchodził „osiemnastkę”. Zostanę więc pełnoletnim kibolem. To tak żartem. Przechodziliśmy zatem przez różne etapy tych związków z klubem. Zaczynaliśmy od trampkarza w juniorach, czyli gry w grupach młodzieżowych „Siarki”, pomagania przy meczach, zwłaszcza w czasach największej świetności, kiedy nasi piłkarze grali w Ekstraklasie, później było już pełne kibicowanie. Ja nawet przez pewien czas, można powiedzieć, byłem na wierzchołku klubu, prezesując mu. Aż w końcu przyszedł moment, kiedy okazało się, że aby coś załatwić, trzeba mieć sformalizowaną osobowość prawną i określoną formułę. Pod koniec 2009 r. spotkaliśmy się w gronie ok. 20 osób i podjęliśmy decyzję o powołaniu stowarzyszenia, które w początkach następnego roku uzyskało wpis do Krajowego Rejestru Sądowego.

Filip Materkowski: Prowadzone przez was akcje mają jeszcze jeden cel – wychowawczy w odniesieniu do dzieci i młodzieży.

Wojciech Broda: – Naturalnie mamy nadzieję, że nasze działania, jak sprzątanie grobów lokalnych bohaterów, żołnierzy poległych w czasie II wojny, czy wreszcie uczestnictwo np. w obchodach rocznicy śmierci Władysława Jasińskiego „Jędrusia” dadzą do myślenia młodzieży, że zastanowi się ona nad swoim patriotyzmem. Ale staramy się również wpływać na jej postawy, wychowując przez sport. Temu służy m.in. akcja „Siarkowcy dzieciakom”, wspierająca miejscowy Dom Dziecka. Za pierwszym razem przeprowadziliśmy zbiórkę maskotek i słodyczy. Drugi raz zbieraliśmy pieniądze podczas meczu z siatkarkami i pokazów karate. Z zebranych pieniędzy udało się nam kupić sprzęt audiowizualny. Trzecia akcja poszła w zupełnie innym kierunku – był to koncert kolęd w Tarnobrzeskim Domu Kultury, na którym wystąpili sportowcy, kibice, dzieci. Udało się nam kupić dzieciom rowery i kaski. W ubiegłym roku odbyliśmy spotkania w szkołach na temat mądrego i odpowiedzialnego kibicowania. Stworzyliśmy graffiti na mieście. Zorganizowaliśmy Ogólnopolski Turniej Kibiców na obiektach przy Zwierzyńcu, a także wyjazd z podopiecznymi z Domu Dziecka na mecz z Karpaty Krosno. Najbliższa zaś akcja to koncert 23 marca w Tapimie na rzecz naszego kolegi, który ucierpiał w wypadku i potrzebuje pieniędzy na dalsza rehabilitację. Wiadomo, że każde przedsięwzięcie kosztuje. Dlatego staramy się sięgać do różnych źródeł, np. w ubiegłym roku pozyskaliśmy z funduszy unijnych 4500 tys. euro, które w całości wykorzystaliśmy na wspomniane już akcje.

Grzegorz Ciszewski: – Zawsze twierdziłem, że „Siarka” to coś więcej niż tylko klub. Piłkarze przychodzą, odchodzą, zmieniają się władze, natomiast trzon tak naprawdę stanowią kibice, tarnobrzeżanie.
 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • maruda67
    24.02.2012 08:35
    Żeby było ciekawiej: patriotyczne i wolnościowe manifestacje "kiboli" wywołują negatywne odruchy w środowiskach niechętnych polskości. Oprócz łatki chuliganów "kibolom" doszywana jest jeszcze łatka prawicowych ekstremistów. Ot, taka "dziennikarska" manipulacja.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama