Dwóch „nieprzystosowanych” i inni

Darek i Marek. Z dwóch podstawówek gdzieś w Polsce. Co ich łączy? „Niegrzeczność”. Co ich dzieli? Zachowanie dorosłych.

Dzieci takie jak Darek i Marek są prawie w każdej polskiej szkole. Mówią o nich: „rozbisurmanione”, „nieznośne”, względnie „nienormalne”. Tymczasem odpowiednio prowadzone zarówno przez rodziców, jak i szkołę, zazwyczaj powoli uczą żyć w społeczeństwie. Oto dwie historie dwóch uczniów. Łączy je pierwotne „złe” zachowanie dzieci. Dzieli – postawa dorosłych.

„Nieznośny” Darek

Najpierw Darek. Bo o nim głośno w ostatnim czasie. Dziecko z południowo-wschodniej Polski, dziewięciolatek. Gryzie, drapie, bije, awanturuje się, kupę robi na szkolnym korytarzu, wyzywa kolegów oraz nauczycieli, i wiele, wiele więcej. Rodzice próbowali ponoć wszelkich sposobów na pracę z synem. Szkoła podobnie: proponowała indywidualne nauczanie (rodzice się nie zgodzili), zorganizowała mu pomoc tzw. nauczyciela – cienia, który miał z nim siedzieć w ławce i pomagać. Jednak kilkakrotnie pobity, skapitulował.

W końcu rodzice innych dzieci, przerażeni sytuacją w szkole, powiedzieli „stop”. Dotąd naciskali na szkołę, kuratorium, aż Darka przeniesiono do… innej szkoły. Z kolei rodzice z kolejnej szkoły, gdy się dowiedzieli (z mediów…), że Darek będzie uczył się z ich dziećmi, zagrozili strajkiem: nie zamierzają posyłać dzieci na lekcje z tym „nieznośnym i koszmarnym bachorem”. Anonimowo, jeden z ojców: – Przecież rodzice Darka kompletnie nie współpracują z pedagogami! Pobłażają smarkaczowi we wszystkim i są niewydolni wychowawczo. A my nie pozwolimy, żeby rozwalił szkołę naszych dzieci. On jest nieznośny. A jeśli nawet i chory (tak mówią), to przecież jego choroba nie może niszczyć naszych dzieci!

– Decyzję administracyjną o tym, że Darek przechodzi do naszej szkoły, otrzymaliśmy 10 lutego. A 13 lutego dziecko miało już być na lekcjach – mówi dyrektorka szkoły. – Nie dziwię się rodzicom naszych dzieci, że byli przerażeni, bo przecież o Darku jest głośno w całym mieście. Spotkałam się z rodzicami, żeby uspokoić, wyciszyć emocje. Ale w tempie, w jakim Darek był przenoszony, nie mogłam wiele zdziałać.

Nieoficjalnie też wiadomo, że Darek jest pod opieką poradni pedagogicznej, która orzekła… No właśnie, nie wiadomo, co orzekła, bo rodzice utajnili orzeczenie przed szkołą. Do czego zresztą mają prawo. Jednak utajnienie stanu zdrowia dziecka (prawdopodobnie spore zaburzenie psychosomatyczne, na które nakładają się trudne przejścia we wczesnym dzieciństwie) utrudnia odpowiednie prowadzenie chłopca, pracę z dzieckiem. A tym samym – niszczy wysiłki i rodziców, i nauczycieli.

– Nie wiemy, co będzie dalej. Darek do tej pory do nowej szkoły nie przyszedł – informuje dyrektorka. – Prawdopodobnie rodzice zdecydowali się na leczenie szpitalne. Mam nadzieję, że gdy wróci ze szpitala – będziemy mogli wspólnie mu pomóc. Ale nie wyobrażam sobie pracy nad tak trudnym dzieckiem bez całkowitej współpracy z matką i ojcem. Jeśli naprawdę chcemy Darkowi pomóc – nie wolno poprzestawać na karceniu go, uciekaniu od problemów czy przenoszeniu ze szkoły do szkoły…

„Zdenerwowany” Marek

Marek. Ośmiolatek z północnej Polski. Gdy w wieku czterech lat zaczął być „dziwny”, rodzice złożyli to na karb alergii pokarmowej, temperamentu i charakteru – nieco innego niż przeciętne dziecko. Ale dziwność Marka nie mijała z wiekiem. Chłopiec rósł, a jego uspołecznienie – jakby malało. Chociaż bardzo zdolny, zaczął odstawać od rówieśników: nie potrafił się bawić, dzielić, rozmawiać (gadał jakby do siebie). O byle co wpadał w złość, potrafił bez przyczyny uderzyć. Z biegiem lat okazało się, że toleruje tylko wybrane potrawy, jest nadwrażliwy na bodźce: dźwięki, dotyk. – Jeszcze gdy Marek był w przedszkolu, skontaktowaliśmy się z poradnią psychologiczno-pedagogiczną dla dzieci – opowiada pani Iwona, matka Marka. –Powiedziano nam, że prawdopodobnie syn ma jakąś formę zespołu Aspergera. Razem ze specjalistami rodzice Marka rozpoczęli pracę nad dzieckiem. Najpierw, prócz terapii, odpowiedniego traktowania w domu (m.in. polecenia precyzyjne, ogromna konsekwencja w ich egzekwowaniu, specjalna dieta), chłopiec przyjmował leki. Po roku farmakoterapii, gdy jego stan się poprawił, leki zmieniono na łagodniejsze. Jeszcze później – w ogóle je wycofano (być może kiedyś trzeba będzie do nich wrócić).

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • KT
    04.03.2012 21:57
    Tak się składa, że znam Darka i jego rodzinę z Rzeszowa - niestety winni w zupełności są rodzice, którzy kompletnie zaniedbali swoje obowiązki co do jego wychowania, przeciwnie nauczyli go bezkarności i postawy żądaniowej - skutek - niekontrolowana agresja wobec dzieci i dorosłych (tak, rzuca się na nauczycieli, pobił tę biedna dziewczynę - cienia- do krwi)
    Nie wiem jak to jest w całym artykule, ale obarczanie winą środowiska, szkoły - tu jest nieporozumieniem i ordynarnym kłamstwem, jeśli taka teza pada.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja