Oraz że Cię nie opuszczę…

- Gdy odszedł ode mnie mąż zostałam sama, choć tak naprawdę sama nie jestem. Jest ze mną Jezus. Wierzę, że poprzez modlitwę Bóg cały czas upomina się o nawrócenie mojego męża – wyznaje Agnieszka.

Reklama

Nie ma takiego małżeństwa, którego nie dałoby się uratować, odwołując się do sakramentu małżeństwa. Do tego potrzebna jest jednak świadoma i dobrowolna decyzja obu stron. Dlatego nie mam pewności, że mąż wróci. Ma szansę na powrót, ale ma też wolną wolę, której Bóg nie łamie. On nie chce też, żeby oczekiwanie na powrót współmałżonka zdominowało życie – dodaje założycielka krakowskiego ogniska Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar”. Wspólnoty, która modzie na rozwody mówi stanowcze „nie”, stawia na pomoc małżonkom przeżywającym kryzys – na każdym jego etapie i udowadnia, że miłość to bycie razem na dobre i na złe.

– Współczesny świat serwuje spłyconą definicję miłości, która jest utożsamiana z walentynkowymi serduszkami. Kończy się, gdy nadchodzą kłopoty, a wtedy najłatwiej rozstać się i znaleźć nową miłość. Młodzi ludzie, którzy czerpią z takich wzorców, a dodatkowo żyją w wirtualnym świecie, gdzie prawdziwa rozmowa nie jest potrzebna, mają poważny problem – dodaje Agnieszka.

Nawrócenie i…nawrócenie

Kilka lat temu Agnieszka i jej mąż przystąpili do Odnowy w Duchu Świętym. Myśleli, że odtąd wszystko – także i wiara – będzie sielanką. Niedługo potem mąż Agnieszki odszedł od niej. – Nie potrafiłam tego zrozumieć. Nagle zawalił się cały mój świat. Pytałam Boga, dlaczego tak się stało i co mam zrobić, by spełnić Jego wolę. Okazało się, że cena bycia uczniem Jezusa (o co długo się modliłam) jest bardzo wysoka – podkreśla. – Początkowo byłam przekonana, że mąż musi do mnie wrócić. Teraz już wiem, że nie musi i że w nawróceniu nie chodzi o to, by towarzyszyły mu fajerwerki. Bo ja wcale nawrócona nie byłam. Nie żyłam w prawdzie. Myślałam, że to mąż jest najważniejszą osobą w moim życiu, a najważniejszy powinien być Bóg – opowiada.

Gdy w jej małżeństwie zaczynało się źle dziać, w internecie znalazła koło ratunkowe – forum na stronie www.kryzys.org. Niedługo potem dostała propozycję zostania moderatorką forum i założenia w Krakowie ogniska „Sycharu”. – Nie byłam przekonana do tego pomysłu, jednak ksiądz, który odegrał ważną rolę w moim prawdziwym nawróceniu, namawiał, żebym zrobiła coś dla siebie i dla innych. Gdy mąż się wyprowadził, postanowiłam, że pojadę na rekolekcje do Rychwałdu. Tam dojrzała myśl, że nie chcę zamykać się na świat i dusić w sobie bólu – dodaje Agnieszka.

Lekarz leczy serca

Gdy od Małgosi odszedł mąż, wszyscy wokoło mówili jej, że czas zacząć nowe życie. Ona jednak czuła, że ta sprawa jeszcze nie jest skończona. – W końcu znalazłam „Sychar”. W tej wspólnocie czuję, że nie jestem sama. Mam Jezusa i ludzi, których postawił na mojej drodze. Kryzys obudził we mnie głęboką wiarę. Jeśli mąż stwierdzi, że chciałby wrócić (mimo iż jesteśmy po rozwodzie), to moje drzwi są dla niego otwarte, ale pod jednym warunkiem. Musiałby ponownie się narodzić, to znaczy zamknąć swoje dotychczasowe życie, nawrócić się i z Bożą pomocą stać się nowym człowiekiem. Na razie mogę się tylko za niego modlić – podkreśla Małgorzata i dodaje, że pomimo sytuacji, w jakiej się znajduje, ma w sobie spokój. – Zaprosiłam do swojego życia Jezusa i jestem szczęśliwa. Nie mogłabym wejść w nowy związek. Łamałabym wtedy to, co czuję, i małżeńską przysięgę, którą kiedyś złożyłam przed Bogiem – mówi z naciskiem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama