Szkoły pod topór

Samorządy rozkładają bezradnie ręce: nie mają pieniędzy na oświatę, dlatego chcą zamknąć prawie 50 szkół w województwie zachodniopomorskim. Rodzice uczniów zapowiadają walkę.

W całej Polsce zlikwidowanych zostanie 400 szkół. Zachodniopomorskie jest jednym z województw, w których fala likwidacji porwie najwięcej placówek. Część wniosków pozytywnie zaopiniowało już zachodniopomorskie kuratorium.

Nie będzie szkoły – nie będzie wsi

W miejsce niektórych powstaną zespoły szkół, łączące istniejące dotychczas jednostki oświatowe. Inne jednak na dobre przejdą do historii. – To oszczędności – mówią przede wszystkim samorządowcy. Rodzicom trudno pogodzić się z wyliczeniami. Za falą wniosków o likwidację szkoły idzie fala niezadowolenia rodziców. Głównie w środowiskach wiejskich, gdzie szkoła jest zarazem ośrodkiem kultury i miejscem integrującym ludzi. Mieszkańcy Krosina koło Grzmiącej nie chcą słyszeć o likwidacji. Grożą, że jeżeli władze Grzmiącej nie zmienią zdania, to oni zmienią… gminę.

Jacek Kurzejewski, zastępca wójta gminy Grzmiąca, przedstawia ekonomiczne powody likwidacji. – Subwencji mamy około 200 tys. zł. Koszty utrzymania szkoły natomiast to 800 tys. Tę różnicę musi pokryć gmina. W zastraszającym tempie rosną wynagrodzenia nauczycieli. 750 tys. budżetu szkoły to właśnie wynagrodzenia. Na ten rok planowana jest kolejna podwyżka. Od września 3,8 proc. dla nauczyciela, po stronie pracodawcy są jeszcze składki. Więc koszty wzrosną, a liczba dzieci maleje – wylicza. Bo w ubiegłym roku na świat przyszło w gminie tylko 49 dzieci. Wójt nie wyklucza więc, że za kilka lat zostanie tylko jedna szkoła – w Grzmiącej.

To jednak nie przekonuje rodziców. – Zamknąć szkołę wyremontowaną, a remontować tę w Mieszałkach, jakie to oszczędności? Czwórka nauczycieli zostaje. Autobus też trzeba będzie wysłać, budynek ogrzać, koszty zostają – nie zgadza się z wyliczeniami jedna z mam, Iwona Piątek. W ramach protestu rodzice zapowiadają, że poślą dzieci do szkoły w Piaskach, w sąsiedniej gminie Barwice. Wtedy tam, a nie do Grzmiącej, gdzie wójt planuje przenieść małych krosinian, trafiłyby pieniądze z subwencji oświatowej. – Droga wolna. Tylko że do Grzmiącej jest 9 km, a do Piasków 12. Stracimy 200 tys. subwencji, ale nie będziemy dokładać. Nie zatrudnimy też czwórki z czternastu nauczycieli krosińskich – odpiera wójt Kurzejewski. Burmistrz Barwic zapowiada, że pomieści wszystkie dzieci z Krosina. Tyle że przyszłość szkoły w Piaskach także jest niepewna. Na najbliższe dwa lata chroni ją na razie realizowany z unijnych pieniędzy projekt i brak miejsca w szkole w Barwicach. Krosinianie są przekonani, że kiedy „zasilą” podstawówkę w Pisakach swoimi dziećmi, to uda się odpędzić tę groźbę.

Na ostrzu noża

Krosińska podstawówka to przytulna, mała, ale wyremontowana szkoła. 10 lat temu też miała być zlikwidowana, ale wówczas rodzice wygrali batalię o szkołę. Dyrektor Iwona Siwińska z dumą oprowadza po kolejnych salach i opowiada o sukcesach uczniów, okolicznościowych imprezach, na które przychodzi cała wieś. Na ścianach dyplomy, także te od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, bo każdego roku uczniowie i mieszkańcy Krosina włączają się w akcję, zbierając wcale pokaźną sumę. – Serce mnie boli, bo chociaż pracuję tu zaledwie cztery lata, to czuję się u siebie. Jednak ekonomia jest nieubłagana – mówi. O wystrój i wyposażenie szkoły dbają także sami rodzice. Nic dziwnego, bo z 50 uczniów 37 to dzieci miejscowe. – Nie słyszeliśmy o zamykaniu szkoły, gdzie jest tyle dzieci miejscowych – mówią rodzice. Zdaniem protestujących – jeżeli już trzeba, lepiej zamknąć Iwin lub Mieszałki, a dzieci stamtąd dowozić do innych szkół, skoro już i tak dojeżdżają. Dojazdów swoich dzieci do podstawówki w Grzmiącej sobie nie wyobrażają, bo – ich zdaniem – będzie tam za ciasno. – Mamy w Grzmiącej piękną wyremontowaną szkołę, pełnowymiarową salę. Teraz uczy się tam 150 uczniów, a bywało i tak, że było ich 270 – przekonuje wójt Kurzejewski. Rozwiewa też wątpliwości co do przyszłości obiektu. – Nieprawdą jest, że budynek zostanie sprzedany. Ludzie sami się nakręcają. Jest w nim biblioteka, zostanie sala komputerowa. Pozostałe pomieszczenia mogą wykorzystać miejscowe stowarzyszenie i zespół folklorystyczny. Trzeba tylko chcieć – mówi Jacek Kurzejewski. Przyznaje, że rozumie przywiązanie do szkoły, ale arytmetyka nie pozostawia wyboru. W szkolnym budynku ma pozostać oddział zerowy. Jest także propozycja, żeby utworzyć tam filię przedszkola. Ale według rodziców to chwyt mający zamknąć im usta i podzielić społeczność. – Chcą nas skłócić tą decyzją – mówią i zapowiadają, że dzieci do przedszkola nikt nie pośle.

Kiedy rozmawiam z mamami, wybierają się właśnie do Barwic na rozmowy z burmistrzem. Bo nie tylko chcą przenieść dzieci do szkoły w Piaskach, ale całą wsią przejść pod zarząd administracyjny sąsiedniej gminy. – Z 460 osób uprawnionych do głosowania 300 podpisało deklarację. Tyle wystarczy – zapewnia Renata Pałgan.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Radomir
    14.03.2012 17:02
    Jeśli już samorządy likwidują szkoły to może znalazłyby alternatywę dla nich. Np. szkoły wirtualne, nauczyciele spotykające się z dziećmi w małych grupach np. do 10 osób w salach wspólnie użytkowanych, np. urzędy miast, gmin, domy kultury, biblioteki. Pomoce naukowe mogłyby być wypożyczane przez danego nauczyciela na czas "lekcji". Lekcje z doświadczeniami można będzie zorganizować jako wyjazdowe np. do placówek naukowych.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja