Kilkadziesiąt tysięcy eurosierot na Opolszczyźnie

Kilkadziesiąt tysięcy tzw. eurosierot, czyli dzieci wychowujących się bez jednego lub dwojga rodziców, żyje na Opolszczyźnie - wyliczają opolscy naukowcy. Dzieci bez dwojga rodziców może być w tej grupie nawet kilka tysięcy.

Reklama

Prof. Robert Rauziński, ekonomista i demograf z Instytutu Śląskiego oraz Katedry Rynku Pracy i Kapitału Ludzkiego Politechniki Opolskiej wyliczył, że na Opolszczyźnie jest prawie 37 tys. eurosierot, czyli dzieci, których jedno lub dwoje rodziców przebywa za granicą. Dokonując tych szacunków wziął po uwagę wyłącznie mieszkańców regionu przebywających za granicą dłużej niż 12 miesięcy.

Według danych z ostatniego spisu powszechnego na 990 tys. mieszkańców województwa opolskiego ogółem 82 tys. osób rok lub dłużej przebywa za granicą. "A do tego należałoby jeszcze doliczyć tych, którzy pracują krócej, po kilka miesięcy w roku. Według szacunków emigrantów zarobkowych w sumie może być 120-130 tysięcy" - powiedział prof. Rauziński. Dodał, że dane z poprzedniego spisu powszechnego z 2002 r. wskazywały na 33 tys. eurosierot na Opolszczyźnie.

Prof. Romuald Jończy związany z Uniwersytetem Ekonomicznym we Wrocławiu, Politechniką Opolską oraz Szkołą Wyższą im. Bogdana Jańskiego, który bada migracje zarobkowe podkreśla, że zjawisko pełnego eurosieroctwa, czyli sytuacji, w której dziecko wychowuje się bez obojga rodziców, jest na Opolszczyźnie relatywnie rzadkie i może dotyczyć od tysiąca do 5 tys. dzieci.

W 2008 r., gdy badało tę kwestię opolskie kuratorium oświaty, pełnych eurosierot doliczono się ok. 3 tys. "Stosunkowo więcej dzieci wychowujących się bez obojga rodziców jest w regionach, gdzie mamy do czynienia z emigracją poakcesyjną, czyli związaną z otwarciem rynków pracy po wejściu Polski do UE" - stwierdził w rozmowie z PAP prof. Jończy. "Dotyczy ono zwłaszcza dzieci, których rodzice wyjechali na Wyspy Brytyjskie" - dodał.

Zdaniem prof. Jończego w woj. opolskim znacznie więcej jest natomiast półeurosierot, czyli dzieci, których jedno z rodziców stale pracuje za granicą. "Najczęściej jest to ojciec, który co kilka tygodni lub miesięcy przyjeżdża do domu, nie biorąc praktycznie udziału w wychowaniu dzieci" - wyjaśnił. Według niego liczba takich dzieci może sięgać nawet od 35 do 70 tys. "Jest to o tyle dotkliwe, że w przypadku wielu rodzin taka nieobecność jednego z rodziców trwa nawet kilkanaście lat" - dodał ekonomista.

Dr Tomasz Grzyb, psycholog społeczny z wrocławskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej nie ma wątpliwości, że eurosieroctwo przekłada się na zachowanie i przyszłe postawy społeczne młodzieży. "Dzieci migrantów są wprawdzie zazwyczaj zadbane, mają dobre zabawki, komórki czy sprzęty elektroniczne, ale są bardzo złaknione uwagi. A to rodzi problemy wychowawcze" - powiedział w rozmowie z PAP dr Grzyb. Zaznaczył, że uwagi potrzebują zwłaszcza dzieci i młodzież w wieku szkolnym i gimnazjalnym. Braku obecności rodziców, jego zdaniem, nie wynagradza opieka dziadków. "Tym bardziej, że współcześni dziadkowie raczej rozpieszczają wnuki niż je wychowują" - podkreślił.

Negatywne konsekwencje eurosieroctwa, na jakie wskazuje psycholog społeczny, to - w młodszym wieku - problemy wychowawcze, a w starszym - brak umiejętności odnalezienia się w dorosłym życiu. Wynikają one - zdaniem dr Tomasza Grzyba - z roszczeniowej postawy, bo od dzieci bez rodziców niewiele się wymaga. "Kto wie, ile eurosierot było wśród tak zwanych oburzonych, którzy wyszli niedawno na ulice wielu miast" - dodał.

Prof. Robert Rauziński, powołując się też na badania prowadzone przez socjologów i demografów z Instytutu Śląskiego w Opolu w czterech wybranych gminach opolskich, w których wiele osób migruje w poszukiwaniu pracy za granicę wskazał, że skutkiem migracji jest osłabienie więzi rodzinnych i społecznych, zanikanie funkcji wychowawczej rodziny, a w niektórych przypadkach wzrasta drobna przestępczość wśród eurosierot.

Z ankiet przeprowadzanych w szkołach na terenie badanych gmin wynika, iż obniża się też poziom nauki wśród dzieci rodziców, którzy pracują za granicą, zwiększa się liczba opuszczanych zajęć i obniża samoocena dzieci.

«« | « | 1 | » | »»
  • Biednedzieci
    10.04.2012 19:15
    To jest po prostu straszne. Zlikwidowano prawie wszystkie zakłady pracy, a teraz trzeba chleba szukać daleko poza granicami kraju i opuszczać rodzinę. Co ten rząd narobił?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama