Kiedyś się odważą

Agnieszka ma 31 lat. Niedawno zdała maturę i ukończyła studium hotelarskie. Zna biegle język niemiecki. Szuka pracy. Choruje na schizofrenię paranoidalną.

Reklama

Schizofrenia oznacza „rozszczepienie umysłu”. Chorzy mają problemy z odróżnianiem fantazji od rzeczywistości, zachowaniem jasnego toku myślowego, panowaniem nad emocjami. Choroba zaczyna się najczęściej w młodym wieku, u mężczyzn między 17. a 30. rokiem życia, u kobiet między 20. a 40. Szacuje się, że ok. 30–40 proc. chorych udaje się wyleczyć. 60 proc. pacjentów wraca do pracy oraz do życia społecznego. W Lublinie, dzięki determinacji ks. Tadeusza Pajurka, 20 lat temu powstało Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym „Misericordia”. To ośrodek, w którym ludzie z zaleczoną schizofrenią po wyjściu ze szpitala otrzymują niezbędną pomoc rehabilitacyjną i terapeutyczną.

Kościół salą teatralną

Kaplica w domu stowarzyszenia Misericordia pełni kilka funkcji. Kiedy prezbiterium jest zasłonięte elektrycznie sterowaną kurtyną, staje się salą teatralną. Gdy krzesła zostaną ustawione nieco inaczej niż zwykle, można tu urządzić koncerty muzyki sakralnej, spotkania rodzinne lub przedstawienia teatralne. – Długo szukałem funduszy na budowę tego kościoła. Pojechałem do Niemiec. Tam na kaplicę nie udało się znaleźć ofiarodawców, ale udało mi się pozyskać 800 tys. marek z Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej na stworzenie ośrodka rehabilitacyjnego dla osób z zaburzeniami psychicznymi – opowiada założyciel i prezes stowarzyszenia ks. Tadeusz Pajurek. Kwota ta stanowiła 80 proc. potrzebnych środków. Pozostałą część ks. Tadeusz otrzymał od Fundacji Renovabis i ofiarodawców indywidualnych. Uzyskał też pomoc z PFRON-u. Przy szpitalu na Abramowickiej powstała więc kaplica wielofunkcyjna, a oprócz tego
8 pracowni rehabilitacyjnych, tworzących dzienny środowiskowy dom samopomocy.

By móc z kimś porozmawiać

Piotr 10 lat spędził w domu. – Nie wychodziłem dosłownie nigdzie. Brak kontaktu z ludźmi spowodował, że zacząłem żyć w jakimś zupełnie innym wymiarze. Trafiłem w końcu do Misericordii. Tu wszyscy są tak samo chorzy jak ja, wszyscy jesteśmy równi, nikt na nikogo nie patrzy jak na wariata. Codziennie rano budzę się, biorę swoje książki do angielskiego i przyjeżdżam tu jak do pracy. Mam ustalony rytm dnia. To daje poczucie obowiązku. Piotr, podobnie jak 60 innych osób przychodzących codziennie do domu samopomocy, korzysta z różnych form terapii. Są zajęcia z ceramiki, stolarstwa, muzyki, plastyki, gospodarstwa domowego. Jest pracownia dekoratorska, teatralna, komputerowa, muzyczna. Wszyscy zbierają się rano na wspólnym śniadaniu. Potem jest czas na wybrane zajęcia, obiad, terapia indywidualna, podwieczorek. Dzień kończy się o godz. 16. Po południu funkcjonuje także klub dla pacjentów ze szpitala. Mogą pograć w tenisa stołowego, wypić kawę czy skorzystać z internetu. – Każdy z nas chce czuć się potrzebny, akceptowany, kochany. Chcemy odnaleźć poczucie sensu i swej wartości – mówi dyrektor domu ks. Bogusław Suszyło. –

W społeczeństwie panuje pewnego rodzaju stygmatyzacja. Osoba chora psychicznie to ktoś, kto nie mieści się w naszym świecie. My im dajemy wsparcie. Mogą odkrywać siebie, i przez zajęcia w różnych pracowniach wyrażać to, co czują.

Przeżyć przebudzenie

Ewa Adamczuk-Kuwałek prowadzi zajęcia z ceramiki. Jej podopieczni bardzo lubią te warsztaty. – Tu nie chodzi o efekt – mówi – najważniejszy jest sam moment tworzenia. Chorzy przede wszystkim w trakcie lepienia z gliny relaksują się, ale też nabierają wiary w siebie, we własne umiejętności i możliwości. Relaksująco na chorych działają także zajęcia plastyczne. – Na korytarzu przed kaplicą mamy swoją galerię – opowiada pani Barbara Maślik, która prowadzi pracownię plastyczną. – Organizujemy cykliczne wystawy zarówno naszych mieszkańców, jak i osób z zewnątrz. Na zajęciach malujemy, rysujemy. Tu powstaje tkanina artystyczna, dekoracje kościelne. Każdy czuje się artystą. W Misericordii są też prawdziwi artyści. Bogdan Frącz z wykształcenia jest mechanikiem samochodowym. Ma 52 lata. Przez 13 lat codziennego przychodzenia do ośrodka pod okiem pani Barbary stał się artystą malarzem. Jego prace można podziwiać w lubelskich galeriach. W pracowni teatralnej u Ewy Dudziak kilkanaście osób tworzy teatr „Przebudzenie”. Sami szyją stroje, opracowują scenografię, uczą się swoich ról, ale także analizują wspólnie postaci, które odgrywają w sztukach. Podczas wystawianego przed Wielkanocą misterium Męki Pańskiej Krzysztof grał Szymona Cyrenejczyka. – Tak jak jemu, mnie się też wiele rzeczy nie chce – mówi.

Marzenia o pracy

Środowiskowy Dom Samopomocy, jak informuje prezes stowarzyszenia ks. Tadeusz Pajurek, to jedna z trzech form działalności stowarzyszenia Misericordia. Pięć lat temu, w budynku Domu Kultury w Głusku, powstały także Warsztaty Terapii Zajęciowej. Jest stolarnia, pracownie krawiecka i poligraficzna. Tam część podopiecznych za swoją pracę otrzymuje pierwsze w życiu zarobione pieniądze. Chorzy uczą się radzenia sobie z trudnymi emocjami i stresem związanym z wychodzeniem na zewnątrz – robieniem zakupów, chodzeniem do kina czy restauracji. Trzy lata temu Misericordii udało się stworzyć również własny zakład pracy – Zakład Aktywności Zawodowej. W starej odremontowanej plebanii działa kompleks gastronomiczny. Jest tu kuchnia przemysłowa i ekipa mogąca obsłużyć imprezę na 300 osób. – Mamy też kawiarnię pod nazwą Santiago Cafe – mówi ks. Pajurek. W ZAZ 34 osoby pracują na pół etatu. Gotują, sprzątają, dowożą jedzenie, prowadzą kawiarnię, ale przede wszystkim budują poczucie własnej wartości i pewnej niezależności. – Stworzenie im możliwości pracy uważam za największy sukces naszego stowarzyszenia – podkreśla ks. Tadeusz. Praca w Zakładzie Aktywizacji Zawodowej to ostatni etap na drodze do samodzielności. – Jest wiele osób, które czekają na możliwość pracy, niestety, jest mało etatów. Dziś organizuje się coraz więcej szkoleń i kursów, a niechętnie wspiera projekty umożliwiające powstawanie nowych zakładów pracy chronionej – mówi ks. Bogusław.

… i własny dom

Część osób zatrudnionych w cateringu i kawiarni mieszka w utworzonym przez Misericordię hostelu. – Tych ludzi nie stać na wynajęcie mieszkania, a nie zawsze mogą mieszkać w domu rodzinnym – opowiada ks. Tadeusz. – Stworzyliśmy dla nich coś na kształt akademika. Mieszka w nim 17 osób. Raz w tygodniu odwiedza ich terapeuta. W pozostałe dni radzą sobie sami. XVIII-wieczna odnowiona plebania mieści także 7 mieszkań dla chorych. – Mieszkają tu małżeństwa, które u nas się poznały – chwali się ks. Pajurek. Wszyscy podopieczni co niedziela spotykają się na Mszy św. w kaplicy przy Abramowickiej. Ale, jak opowiada ks. Suszyło, przychodzą tu także pacjenci szpitala i mieszkańcy tej części Lublina. – Zależało nam, by światy ludzi zdrowych i chorych mogły się wzajemnie przenikać, choćby podczas Mszy świętej. Stowarzyszenie Misericordia ma status organizacji pożytku publicznego. Swoją działalność prowadzi charytatywnie. W planach, jak informuje prezes ks. Pajurek, jest budowa nowego Ośrodka, ponieważ coraz więcej chorych na schizofrenię potrzebuje terapii poszpitalnej. Informacje dotyczące działalności Stowarzyszenia można znaleźć pod adresem www.misericordia.org.pl.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • agaffi
    23.05.2012 11:53
    Droga Wiaro.pl,
    kilkadziesiąt już lat nie określa sie schizofrenii jako "rozszczepienia umysłu", proszę poczytać nowoczesne podręczniki psychiatrii.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama