Ciężarówką przez wydmy

W peruwiańskiej stolicy, na mecie Rajdu Dakar, w rękach Dariusza Rodewalda powiewała oleska flaga. Dziś ta sama flaga, opatrzona autografem mistrza, jest w Zespole Szkół Zawodowych w Oleśnie.

Reklama

W tym roku w naszym kraju o Rajdzie Dakar, wyścigu prowadzącym przez bezdroża Argentyny, Chile i Peru, mówiło się niemało. A to  zarówno za sprawą Krzysztofa Hołowczyca, jak i Adama Małysza, który ze skoczni narciarskiej przesiadł się za kierownicę. Jednak w wyniku organizacyjnej pomyłki mało kto miał świadomość, że w czołówce klasyfikacji samochodów ciężarowych jest jeszcze jeden polski bohater – mechanik Dariusz Rodewald z teamu de Rooya.

Przydał się scyzoryk

Dwutygodniowy, niezwykle niebezpieczny rajd z racji poważnych niepokojów społecznych w państwach afrykańskich od 2009 roku odbywa się w Ameryce Południowej, z początkiem każdego roku. Pasjonaci, a wręcz ryzykanci z całego świata ścigają się w czterech kategoriach: motocykli, samochodów, quadów i ciężarówek. Właśnie w klasyfikacji ciężarówek po przekroczeniu mety w Limie o zwycięstwie dowiedziała się ekipa holenderskiego teamu de Rooya: kierowca Gerard de Rooy (Holandia), nawigator Tom Colsoul (Belgia) i pochodzący z Olesna mechanik Dariusz Rodewald, któremu przypisano narodowość holenderską. – Legitymuję się holenderską licencją rajdową. Łatwiej i szybciej było ją wyrobić w Holandii, niż jechać do Polski, a ktoś wpisując mnie na listę startową, nie zwrócił uwagi na to, że jestem Polakiem. W czasie wyścigu zupełnie nie myśli się o takich sprawach, dopiero na mecie, gdy wygraliśmy, zacząłem szukać polskiej flagi – opowiada Darek Rodewald. – Odciąłem scyzorykiem niebieską część flagi Holandii i zostały biało-czerwone barwy. Później ktoś wypatrzył w tłumie naszą flagę i podał mi ją – wspomina. Miał ze sobą również flagę Olesna, którą wraz z autografem przekazał dyrektorowi oleskiego Zespołu Szkół Zawodowych. – Jestem dumny, że tak wielki sukces odniósł absolwent naszej szkoły – mówił dyrektor Horst Chwałek, zapewniając, że flaga będzie na stałe wywieszona w szkole.

28-letni Dariusz Rodewald, mieszkający z żoną i dziećmi w Holandii, przyjechał w rodzinne strony na urlop. Spotkał się m.in. z burmistrzem miasta, a także z uczniami i nauczycielami Zespołu Szkół Zawodowych, którego jest absolwentem. – Szkołę ukończyłem w 2001 r. Wyjechałem wtedy do Holandii za pracą. Było zbieranie pomidorów i pakowanie papryki. Z czasem dostałem pracę w firmie Jana de Rooya, kierowcy terenowego, który wygrał Dakar w 1987 r. – opowiada Dariusz. Pracował jako jeden wielu mechaników, a wyzwaniem była dla niego nauka języka. – Znajomość języków jest potrzebna. Dostałem listę części spisanych po holendersku i nie miałem wyjścia. Po kolei wszystko sobie tłumaczyłem – mówi. Gdy jego praca została zauważona, trafił do ekipy konstruującej samochody na rajdy. W teamie de Rooya nad ciężarówkami pracuje trzech mechaników (dla porównania w najsilniejszej konkurencji, czyli rosyjskim teamie Kamaz, jest ich 98). Szefem w tej trójce jest Darek. – Pozostali mechanicy dołączają do nas przed rajdem, by poznać samochody i w czasie wyścigu wiedzieć, na czym się pracuje – wyjaśnia. Dariusz Rodewald osiągnął sukces i choć pamięta się nazwiska zwycięskich kierowców, a nie mechaników, nie da się ukryć, że należy do światowej czołówki w swoim fachu. – Nie trzeba wszystkiego wiedzieć, ale trzeba chcieć się uczyć – mistrz radził swoim młodszym kolegom i koleżankom, uczniom ZSZ w Oleśnie.

Każdy szczegół jest ważny

Czołowy mechanik świata w sali widowiskowej Miejskiego Domu Kultury w Oleśnie zdradzał kulisy rajdu, prezentował filmy i zdjęcia – zarówno z wyścigu, jak i z testów ciężarówek, które jego ekipa prowadziła na poligonie we Francji. – To zdjęcia, których nie udostępniamy, by nie przeciekły do mediów – podkreśla Darek Rodewald, wyjaśniając: – Złożony samochód testujemy tak długo, aż coś się rozwali. Bo najważniejsze, żeby wady i błędy wychwycić w fazie przygotowania samochodu, a nie w trakcie trwania wyścigu. A jaka jest rola Darka w czasie rajdu? W czasie jazdy kontroluje wszystkie wskaźniki, czuwa nad tym, by nie doszło do awarii. Na mecie etapu natomiast robi przegląd samochodu. – Najpierw wszystko myjemy, żeby dokładnie było widać każdy szczegół. Ustawiamy auto na plandece, bo inaczej każdy klucz po odłożeniu na ziemię zaraz znika. Gdy coś się odkręci, nie tylko to przykręcamy, ale musimy się dowiedzieć, dlaczego się odkręciło – opowiada mechanik. Dodajmy, że kiedy kierowca w nocy śpi, to mechanik niekoniecznie. – Postawiliśmy sobie wymóg, by przynajmniej 4–6 godzin spać, ale zdarzało się, że po pracy zdrzemnąłem się przy ciężarówce, a po godzinie jechaliśmy na kolejny etap – wspomina. Jest to jednak bardzo niebezpieczne, bo gdy ekipa zaśnie w czasie rajdu, może także dojść do bardzo poważnego w skutkach wypadku.

Wszyscy pracują na zwycięstwo

Tak naprawdę dla uczestników rajd rozpoczyna się już jesienią, gdy spotykają się na francuskim wybrzeżu, by na statkach przepłynąć ocean. Zabierają wszystko, co będzie im potrzebne. – Mieliśmy ze sobą niemal 5 tys. litrów wody, a nawet papier toaletowy w odpowiedniej ilości – uśmiecha się Dariusz. W tym roku team de Rooya liczył 41 osób, a w rajdzie wystawił 5 ciężarówek, z których dwie pracowały na jak najlepszy wynik trzech ekip. – Jechały z nami 4 duże ciężarówki serwisowe, a także jeepy i jeden samochód campingowy, w którym mieliśmy zapasy jedzenia – opowiada. Ciężarówka, skonstruowana przez Darka Rodewalda, wyróżniała się wśród pozostałych kabiną przesuniętą w tył o 1,60 m, co poprawiało wyważenie samochodu. – W czasie wyścigu nie możemy przekroczyć prędkości 150 km/h. To wymóg regulaminowy wprowadzony po to, byśmy nie doganiali samochodów osobowych – wyjaśnia.

Niebezpieczne ściganie

– Wielką trudnością – opowiada mechanik – jest jeżdżenie po wydmach. Wjeżdżamy pod górę, nie wiedząc, co jest za nią. Tak naprawdę dowiemy się dopiero jak już będziemy na dole. Czasem jest przepaść, czasem motocyklista. Zdarzało nam się lądować na dachu. Mimo to nieraz wybieramy trudniejsze wydmy, by ściąć drogę i dzięki temu mieć lepszy czas. Gdy przed nami ktoś wolniej jedzie, mamy w kabinie specjalny przycisk, po wciśnięciu którego wolniejszy samochód ma 3 minuty na ustąpienie drogi – tłumaczy, pokazując również strój, jaki ma na sobie w czasie wyścigu. – Pod kombinezon zakładamy strój ognioodporny. Mamy specjalny pas na brzuch – opowiada, a dyrektor szkoły i dwoje uczniów prezentują wszystko na scenie. Rajdowcy pod kask zakładają specjalny usztywniacz, chroniący kark przed złamaniem. W efekcie głową można tylko delikatnie poruszać. – Bardzo dbamy o kręgosłup. Przez cały rok ćwiczymy na siłowni, przechodzimy specjalne testy wytrzymałościowe – dodaje Dariusz, podkreślając, że w tym ubraniu jest bardzo gorąco, a uczucie to jest potęgowane faktem, że w kabinie samochodu jest wysoka temperatura. – Zrezygnowaliśmy z klimatyzacji, bo to zbędne kilogramy – wyjaśnia. Więc jeśli ktoś w pierwszy weekend majowy narzekał na temperaturę, może spróbować wyobrazić sobie, że od 6 rano do 20 wieczorem dokładnie ubrany musi wytrzymać w kabinie, w której jest 60 stopni. Ciężkie wyzwanie? Na rajdzie Dakar to jedna z mniejszych trudności do pokonania.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama