Dobrzy jak chleb

W słoneczne, październikowe popołudnie 1986 r. przed dwór Zofii Tetelowskiej podjechał mały fiat. Goście poprosili, by oddała swoją posiadłość na budowę domu dla sierot.

Reklama

Pani Zofia zdziwiła się, lecz po kilku rozmowach... zapisała im majątek. Dziś Fundacja im. św. Brata Alberta świętuje 25. urodziny i działa w całej Polsce. Prowadzi 4 domy stałego pobytu (po jednym w Radwanowicach i Toruniu, dwa w Łodzi), w których mieszka 160 osób niepełnosprawnych, oraz 24 ośrodki pobytu dziennego, gdzie pomocą objętych jest 900 osób.

Radwanowickie początki nie były łatwe. Przekazany 21 maja 1987 r. w akcie notarialnym (który jednocześnie powoływał do życia fundację i pozwolił na rozpoczęcie budowy Schroniska dla Niepełnosprawnych) podkrakowski dwór był nadgryziony zębem czasu. – Stały przy nim tylko stara stodoła i stajnia, zajmowana przez dwie krowy, świnie, kury, kaczki i 23-letniego konia. Nie było żadnych pieniędzy... Całe życie mieszkałem w Krakowie, wieś była dla mnie abstrakcją. Nie byłem przekonany do tego miejsca – wspomina ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, jeden z pasażerów rozklekotanego malucha (był wtedy kapelanem wspolnoty „Wiara i Światło” opiekującej się osobami niepełnosprawnymi), od 1989 r. prezes fundacji.

Tu jest moje miejsce

Przekonany był jednak hrabia Stanisław Pruszyński, drugi pasażer malucha. Od razu wiedział, że Radwanowice są miejscem, którego szukali, odwiedzając rożne zakątki Polski. Miejscem, w którym dzieci ze wspólnoty będą mogły zamieszkać po śmierci swoich rodziców. Znany ze szlachetności Stanisław Pruszyński był dla Zofii Tetelowskiej gwarantem, że oddany przez nią majątek będzie służył pożytecznemu celowi. – Gdy w 1988 r. Stanisław Pruszyński umierał, na łożu śmierci poprosił, abym mu przyrzekł, że dalej będę dbał o to miejsce. Obiecałem, choć nie miałem pojęcia, jak poprowadzić 12-hektarowe gospodarstwo. O zgodę musiałem poprosić kard. Franciszka Macharskiego, który zdecydował, że mam tu przyjść na dwa lata. Jestem do dziś – opowiada ks. Tadeusz. Gdy ruszyła budowa schroniska, rozpoczęły się też jego wyprawy na zachód i północ Europy w poszukiwaniu pieniędzy. Dzięki współpracy z ewangelicką parafią w Askvoll w Norwegii udało się wybudować pierwszy dom, czyli Dom Norweski im. Matki Elżbiety Czackiej. Poźniej powstały jeszcze Dom Śląski im. kard. Stefana Sapiehy i Dom Przyjaciół. Obecnie mieszka w nich 85 niepełnosprawnych osób, które w dawnej posiadłości zmarłej w czerwcu 2003 r. Zofii Tetelowskiej znalazły swój dom.

– To po prostu moje miejsce. Mam tu dobrych kolegów i koleżanki, wychowawców, którzy o mnie dbają. A ja, jak tylko się da, angażuję się w życie naszego schroniska – bardzo chętnie przygotowuję posiłki, sprzątam. Pomagam też innym, bo przecież trzeba być dobrym dla drugiego człowieka. Dobrym jak chleb. Wszyscy tacy tu są – przekonuje Tereska. W schronisku mieszka szósty rok. Jest aktorką w teatrzyku „Radwanek”. – Tego miejsca nie zamieniłbym na żadne inne – wtóruje jej 38-letni Janek. Urodził się w Słupsku, ale rodzice oddali go do domu dziecka. Później trafił do rodziny zastępczej, a następnie do Lęborka, do szkoły specjalnej z internatem. W końcu zjawił się w Radwanowicach i tu rozwija swoje talenty. Jego specjalnością jest pisanie pięknych ikon. Lubi też śpiewać, zwłaszcza psalm podczas niedzielnej Mszy św. – Mieszkają u nas osoby dorosłe (przyjmujemy od 18. roku życia) z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim, średnim i  znacznym, a także niepełnosprawne ruchowo (m.in. z czterokończynowym porażeniem mózgowym). W większości są sierotami. Niektórzy rodziców mają, ale ci ich zostawili, oddali do rożnych placówek lub zostali pozbawieni praw rodzicielskich – tłumaczy Barbara Latała, dyrektor schroniska.

Dzień jak co dzień

Osoby mieszkające w Radwanowicach podzielone są na 8 wspolnot (osobno mężczyźni, osobno kobiety), w ramach których – pod nadzorem wychowawców –dbają o czystość pokoi, łazienek i tzw. pokoju życia. Dzięki temu czują się za nie odpowiedzialne. Dzień zaczyna się o 8 rano, od śniadania. Zaraz po nim przed budynki fundacji przyjeżdżają busy, którymi z sąsiednich miejscowości dowożonych jest ponad 60 niepełnosprawnych osób. Wraz z mieszkańcami schroniska biorą udział w warsztatach terapii zajęciowej (także w domach pobliskiej Fundacji „Mimo wszystko” Anny Dymnej), zajęciach prowadzonych w świetlicy, robią porządki i drugie śniadanie. W WTZ (m.in. w pracowniach stolarsko-modelarskiej, plastycznej, tkackiej) powstają prawdziwe cudeńka: wyszywane obrazy, witraże, gliniane figurki, zegary z kamienia i rozpięty na krzyżu Chrystus.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama