Szkoła broni się przed…rodzicami

Koniec wakacji! Reforma wchodzi do liceów, sześciolatki zostają w przedszkolach, nauczyciele negocjują, a rodzice protestują.

Reklama

Mijają lata, a w polskiej szkole jedno się nie zmienia – trwa permanentna reforma programowa. Ta najnowsza od września wkracza do liceów, zawodówek i techników. Negatywne opinie ekspertów, apele publicystów, nawet głodówki rodziców nie były w stanie jej powstrzymać. Podobną konsekwencję wykazuje MEN w sprawie obniżenia wieku, od którego należy posyłać dzieci do szkoły. Także bojkot wydawców nie zmienia determinacji rządu w sprawie przygotowania e-podręczników, a protesty rodziców nie chronią nas przed zamykaniem szkół. Resort edukacji całkiem uodpornił się na krytykę praktycznie wszystkich środowisk. I robi swoje.

Rusza „dziesięciolatka”

Argumenty za zmianami programów są z pozoru racjonalne: chodzi o powiązanie dwóch cyklów kształcenia i skończenie z dotychczasową praktyką, w której treści raz przerobione w gimnazjum powtarzało się w szkole średniej. Nowa podstawa programowa zakłada, że uczniowie pierwszych klas liceów czy techników będą kontynuować wątki rozpoczęte w gimnazjum. Sęk w tym, że jedynie w pierwszej klasie. Od drugiej nie ma już mowy o edukacji ogólnokształcącej, zaczyna się ścisła specjalizacja. Cóż z tego, że wreszcie możliwy będzie solidny kurs historii najnowszej, na którą zawsze brakowało czasu, skoro dla uczniów, którzy (już teraz, późną jesienią) wybiorą ścieżkę przyrodniczo-matematyczną, klasyczna nauka historii zakończy się w pierwszej klasie.

Potem zastąpią ją pogadanki na tematy wybrane przez nauczyciela w ramach bloku „Historia i społeczeństwo”. Udało się wywalczyć, po fali protestów głodowych, która wiosną przeszła przez całą Polskę, uznanie przez ministra edukacji wątku „Ojczysty Panteon i ojczyste spory” za obowiązkowy we wszystkich drugich klasach. Nie zmienia to jednak w niczym istoty reformy. Zamyka ona kształcenie ogólne w 10-letnim cyklu (6 lat podstawówki, 3 gimnazjum, 1 rok szkoły średniej), znanym z modelu edukacyjnego stosowanego w ZSRR. Ostatnie dwa lata będą już de facto rodzajem kursu przygotowawczego do matury, o którym wciąż mało wiadomo. Większość ekspertów zwraca bowiem uwagę na fakt, że o ile do końca I klasy szkoły średniej reforma jest w miarę spójna i przemyślana, o tyle potem przybywa znaków zapytania.

Rocznik ciężko doświadczony

Nowe programy (także w IV klasie podstawówki) to w praktyce nowe wydatki dla rodziców związane z wyprawkami. Cóż z tego, że – jak zapewnia Piotr Marciszuk, szefujący Polskiej Izbie Książki – podręczniki nie zdrożeją, skoro nie będzie można skorzystać z giełd, antykwariatów czy zasobów rodzeństwa. Trzeba będzie wyłożyć nawet ok. 700 zł na kompletną wyprawkę do pierwszej klasy szkoły ponadgimnazjalnej. A warto dodać, że ten rocznik jest szczególnie doświadczony przez los i ministra edukacji, bo także w poprzednich latach rodzice uczniów przecierających reformatorski szlak byli skazani wyłącznie na nowe podręczniki. Mało tego, wiele z tytułów obowiązujących w pierwszej klasie wciąż jest niedostępnych w księgarniach, co wydawcy tłumaczą opóźnieniami w dopuszczaniu podręczników do użytku. Część książek dla zasadniczych szkół zawodowych w ogóle się nie ukaże w tym roku! Ministerstwo ma panaceum na gniew rodziców. To e-podręcznik. Nie dość, że darmowy, to jeszcze interaktywny i multimedialny. Dostępny (od kiedy?) za pomocą laptopów, tabletów, a nawet smartfonów. W dodatku przygotowany za pieniądze europejskie. Tyle, że jego (a właściwie ich, bo ma powstać 18 e-podręczników do 14 przedmiotów) przygotowanie idzie jak po grudzie. Konkurs na e-podręcznik zbojkotowały wszystkie ważniejsze wydawnictwa, a partner technologiczny projektu wybrany zostanie spośród publicznych szkół wyższych w drodze naboru, bo dwa otwarte przetargi zostały unieważnione. Skala wątpliwości i podejrzeń wokół nich sprawiła, że nad e-podręcznikiem pochylili się śledczy CBA.

Monopol zamiast otwartości

Politykę MEN, pod kierownictwem Katarzyny Hall i Krystyny Szumilas, charakteryzuje całkowita niechęć do współpracy ze wszystkimi: z wydawcami, rodzicami, nauczycielami. E-podręcznik jest tego najlepszym przykładem. Nikt bowiem nie kwestionuje samej idei. W tę stronę zmierza świat. W czerwcu podczas Kongresu Otwartych Zasobów Edukacyjnych, zorganizowanego przez UNESCO, przyjęto Deklarację Paryską – strategiczny dokument, który ma pomóc rządom w tworzeniu polityki edukacyjnej opartej na otwartości. Zasadniczy spór wynika z tego, że myślenie rządu, paradoksalnie, nie jest nowoczesne, lecz anachroniczne, bo zmierza do przygotowania konkretnego (jedynie słusznego?) podręcznika, a nie otwartego zasobu, umożliwiającego „komponowanie” różnych podręczników. – To oznacza wprowadzenie monopolu na treści edukacyjne przy wykorzystaniu publicznych środków i autorytetu MEN – mówi Piotr Marciszuk. Nauczycielom i uczniom potrzeba raczej ogólnodostępnej, darmowej platformy edukacyjnej z materiałami do pobierania. W jej przygotowaniu są gotowe współdziałać największe oficyny wydawnicze. Nie zaczynamy od zera, jest już portal Scholaris.pl (prowadzony przez Ośrodek Rozwoju Edukacji), trzeba go wzbogacić o zasoby instytucji publicznych, materiały stworzone w projektach finansowanych przez UE oraz bezpłatne zasoby metodyczne dostarczone przez wydawców. Taka e-biblioteka pedagogiczna mogłaby uzupełnić, a z czasem może nawet zastąpić tradycyjny podręcznik. MEN wybrało jednak drogę konfrontacji z wydawcami, co stawia pod znakiem zapytania termin – rok 2015 – do kiedy e-podręcznik ma powstać. Zwłaszcza jeśli CBA potwierdzi zarzuty dotyczące realizacji projektu. Ale nawet zakładając, że nie potwierdzi, trudno liczyć na wysoką jakość e-podręczników, bo do ich przygotowania wybrano firmy niemające w tej dziedzinie żadnego doświadczenia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • bebe
    31.08.2012 06:44
    Gu....no to rząd obchodzi kiedy poślę dziecko do szkoły, tym bardziej jakiej szkoły, s...am na taką wolność. Rząd,politycy,urzędnicy chcą decydować o wszystkim. Niewolnictwo w bardzo klarownym wydaniu. Niewolnik, niewolnika, niewolnikowi.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama