Przestańmy karmić chorobę

- Choroba alkoholowa jest tak inteligentna, jak człowiek, który na nią zapada – zauważa Jerzy Protasiuk.

Reklama

W Polsce jest kilkaset tysięcy alkoholików. Około 4 mln Polaków żyje w pobliżu alkoholika. Większość z nich doświadcza przemocy. Dane, które podaje dr Krzysztof Socha z darłowskiej Pracowni Badań Rynkowych i Społecznych, dotyczące Pomorza Środkowego, są jeszcze bardziej alarmujące. Na naszych terenach w ponad jednej trzeciej rodzin alkohol pojawia się w nadmiarze. – Nie można wyjść z choroby alkoholowej w pojedynkę – mówi Jerzy Protasiuk, doświadczony terapeuta z ośrodka w Stanominie k. Białogardu, alkoholik po terapii, trzeźwy od 22 lat. – Dlatego pomoc bliskich jest nieodzowna. Pomagając alkoholikowi, rodzina pomaga także i sobie.

Przełamać wstyd

Wiara w Boga jest ważna przy wychodzeniu z alkoholizmu. – Osoba wierząca ma stabilny zbiór norm i wartości, na których można zbudować trzeźwość – zapewnia terapeuta ze Stanomina. Ale sama wiara nie wystarczy. – Nie można obarczać Pana Boga odpowiedzialnością za siebie. Nie ma cudownego leku na uzależnienie. Jest terapia, która kieruje się swoimi prawami i której wiara nie może zastąpić – podkreśla pan Jerzy.

Trzeźwiejący alkoholicy szukający umocnienia w Bogu najpierw przeszli cykl specjalistycznego leczenia. – Podstawowy program terapii obejmuje 14 miesięcy – opowiada Henryk Kędzierski, dyrektor stanomińskiej placówki. – Dwa pierwsze miesiące to hospitalizacja, a potem roczna opieka poszpitalna, czyli terapia podtrzymująca. Pacjenci przyjeżdżają co dwa miesiące na dwa dni, pracując z terapeutą nad indywidualnym planem zdrowienia – dodaje. – Skuteczność terapii zależy również od momentu jej rozpoczęcia. Im wcześniej, tym lepiej – zapewnia Henryk Kędzierski. Niestety, 99 proc. pacjentów trafia do Stanomina już w chronicznej fazie choroby. Bliscy alkoholika wstydzą się problemu i starają się po prostu przetrwać. Poza tym, alkoholik wielokrotnie obiecuje rodzinie, że nie będzie pił. Podejmuje nawet krótsze czy dłuższe próby abstynencji. Nie są one jednak objawem zdrowienia, gdyż choroba alkoholowa jest z natury postępująca. Nie ma w niej chwilowych remisji. Nie przechodzi samoistnie. – Alkoholik nie wie, że to, co myśli, mówi, planuje, jest wygenerowane przez mechanizmy iluzji działające w uzależnieniu – podkreśla Jerzy Protasiuk. Iluzją żyją również bliscy alkoholika, często współuzależnieni, tzn. uzależnieni nie od alkoholu lecz od alkoholizmu domownika. – Dobrze by było, żeby rodzina najpierw nie wstydziła się rozmawiać o swoich problemach z najbliższymi osobami ze swego otoczenia. Taką osobą może być ksiądz, pedagog szkolny, pracownik socjalny, terapeuta – zachęca pan Jerzy. – Rodzina nie ma dystansu do chorego, dlatego potrzebuje pomocy z zewnątrz. To żaden wstyd o nią poprosić – dodaje.

Kochać twardo, ale prawdziwie

Pomoc osobie uzależnionej wymaga od rodziny trudnych decyzji. – Aby alkoholik zechciał się leczyć, musi się znaleźć w kryzysie – przyznaje pan Jerzy. – Musi zrozumieć, że przegrywa życie, że jest bezsilny wobec alkoholu – dodaje. Bardzo często rodziny nieumiejętnie pomagają alkoholikowi. Płacą za niego długi, ukrywają jego picie przed znajomymi czy pracodawcą. Męczy ich poczucie winy, gdy takiej pomocy mu nie udzielą. W ten sposób jednak nie pomagają człowiekowi, ale chorobie, na którą cierpi. – Rodzina nie może przejmować odpowiedzialności za alkoholika. Musi pozwolić mu być dorosłym. Niech ponosi konsekwencje własnych czynów. Niech doświadczy kryzysu swojej godności – podkreśla Jerzy Protasiuk. – Po latach widzę, jak wiele popełniłam błędów – mówi pani Elżbieta z Białogardu, żona Tadeusza, alkoholika trzeźwego od 13 lat. – Prałam jego brudy, gotowałam mu obiady, usprawiedliwiałam przed ludźmi. W końcu nie mogłam już dłużej znieść takiego życia. Poszłam do poradni, gdzie spotkałam człowieka, który mi pomógł. Dzięki niemu trafiliśmy do Stanomina. Mogłam obudzić się wcześniej – opowiada. Czasami trzeba też poprosić o interwencję kryzysową. Szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z przemocą. Policja czy też znajdująca się w każdej gminie Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych to właściwe organy. Można bowiem sądowo zobowiązać osoby uzależnione do leczenia odwykowego. Jak przyznaje dyrektor Kędzierski, w ośrodku może przebywać do 20 proc. takich pacjentów.

Rozejrzeć się wokoło

Miejsc zajmujących się terapią jest sporo. Ośrodek w Stanominie k. Białogardu to największa tego typu placówka na terenie naszej diecezji i jedna z bardziej znanych w Polsce. Poza tym w wielu powiatach działają Poradnie Leczenia Uzależnień. Można tam spotkać się ze specjalistą, który udzieli fachowej pomocy. Adresy wszystkich placówek podaje Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych na stronie: www.parpa.pl. Jak zapewnia Henryk Kędzierski, w Stanominie na wolne miejsce czeka się około miesiąca. – Leczenie uzależnień nie podlega rejonizacji – przypomina dyrektor Kędzierski. – Można udać się do dowolnego ośrodka czy poradni – zapewnia. Jest to ważne szczególnie dla osób, które chciałyby zachować większą anonimowość. – Leczenie jest darmowe. Zasada ta dotyczy również osób nieubezpieczonych. Wystarczy skierowanie od lekarza, także prywatnego – przypomina dyrektor ośrodka.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama