Bo im się drogi pokrzywiły

– Wiem, że warto... – ks. Józef Walusiak szuka czegoś w pamięci. – Irka, fryzjera z Warszawy, pamiętacie? Jego rodzice przyjechali niedawno na Barkowską w drodze do Bułgarii. Podziękować. Po 15 latach... Tym bardziej jestem pewien: warto...

Reklama

Irek, fryzjer, był bardzo charakterystyczny ze względu na fryzurę. Musiał być, skoro po 15 latach tak dobrze go pamiętamy – uśmiecha się ks. Józef Walusiak, założyciel Katolickiego Ośrodka Wychowania i Resocjalizacji Młodzieży „Nadzieja” w Bielsku-Białej. – Różnie się toczą losy naszych wychowanków. Jedni chcą utrzymywać kontakt, inni nie. Wszyscy przyszli tu jako przegrani. Jedni wyszli na ludzi, inni nie chcieli. Niektórzy już nie żyją... Wielu kończy studia. Pomagają takim, jakimi oni byli kiedyś. Rodzice Irka mnie wzruszyli. Postanowili przyjechać podziękować za jego terapię. Irek skończył studia, zamieszkał w USA, tam ma szczęśliwą rodzinę. Kiedy słucham takich historii, to dla mnie kolejny sygnał, że warto robić wszystko, żeby im pomóc. A dziś mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek Irek nas odwiedzi, nie pozna już tego miejsca.

Namiastka prywatności

Z Adamem Kasprzykiem, kierownikiem ośrodka „Nadzieja”, wędrujemy po budynku. Ośrodek jest Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej, powołanym przez Fundację Zapobiegania i Resocjalizacji Uzależnień „Nadzieja” w maju 1991 roku. Jest dofinansowywany przez NFZ. Jego program terapeutyczny skierowany jest do dzieci i młodzieży między 13. a 18. rokiem życia, uzależnionych od środków psychotropowych – narkotyków i alkoholu. Terapia trwa tu około 12 miesięcy. Ośrodek może przyjąć 32 osoby. Leczenie 28 finansuje NFZ. – Tu cztery pokoiki dziewczyn, a pięć dla chłopców jest w drugiej części budynku. Warunki skromne, ale staramy się, by każdy miał choćby namiastkę prywatności – opowiada Kasprzyk. – Tu są dwie sale lekcyjne, bo w ośrodku mamy gimnazjum. Po lekcjach stają się salami terapeutycznymi. A tu pokój rozmów i pokój księdza – pokazuje kierownik ośrodka. Z jednego pomieszczenia dobiega płacz niemowlaka. – To Dominik – przedstawiają chłopczyka wolontariusze. – Jego mama ma teraz zajęcia terapeutyczne, więc jest pod naszą opieką. – Od ubiegłego roku na terapię przyjmujemy też nieletnie w stanie błogosławionym i z małymi dziećmi – wyjaśnia Adam Kasprzyk. – A tu mamy Szefa – uroczyście wskazuje na drzwi. A wchodzimy do... kaplicy. Na parterze są jeszcze niewielka sala gimnastyczna, siłownia, kuchnia (w której chłopcy właśnie skończyli obierać jabłka) i jadalnia. Wchodzimy jeszcze do auli – największej sali w ośrodku. Kiedy pada deszcz, dach przemaka. Ale powstrzymano się z remontem, bo zrodziły się nowe plany...

Jedyne takie miejsce

– Od kilkunastu lat jesteśmy postrzegani w Bielsku-Białej i okolicy jako jedynie miejsce, gdzie można szukać pomocy dla nieletnich z uzależnieniami. Najbliższe podobne placówki znajdują się w Bytomiu i Krakowie – mówi ks. Józef. – Nasz ośrodek staje się już także poradnią. Przyjeżdżają ludzie nie na leczenie, ale żeby porozmawiać, znaleźć terapeutę, który im wyjaśni pewne zachowanie dziecka, którego nie rozumieją. Czasami dzieci kwalifikują się na terapię, a czasem nasz terapeuta powie: to jest inny problem, proszę szukać pomocy tam czy tam. Prowadzimy nie tylko terapię dla nieletnich, ale i ich rodzin. To wszystko wymaga pomieszczeń. Coraz częściej jesteśmy proszeni także o prowadzenie szkoleń dla pedagogów, pielęgniarek, kuratorów. I też nie mamy gdzie tego robić. Robimy to w „Klimczokówce” – naszym hostelu w Wapienicy – ale tamtejsze pomieszczenia też nie są odpowiednio duże. Czasem szkolenia prowadzimy w salach na terenie miasta, ale niektórzy chcą szkolić się tutaj, bo tu mają okazje zobaczyć na żywo, jak wygląda praca z młodzieżą – Marzy się nam także, by tu udzielać pomocy całościowo: by była poradnia dla dzieci, oddział dzienny i ośrodek terapeutyczny – mówi Adam Kasprzyk i dodaje: – Warunki socjalne, miejsce, w którym odbywa się terapia, to bardzo ważny jej element. Przyjęliśmy założenie, żeby tych dzieci, które tu trafiły na terapię, już nie karać. One już zostały ukarane przez życie tym, że brały narkotyki. Tu mają szansę odkryć nowe życie, rozbudzić pasje. Oprócz terapii proponujemy im lekcje angielskiego, tańca, wspinaczki, jazdy rowerowej, nauki gry na instrumentach. Te dzieci są tu przez rok – powinny mieć jak najlepsze warunki. Ksiądz Józef: – To jest katolicki ośrodek, więc kaplica jest ważnym miejscem w jego codzienności. Obecna, istniejąca prawie 18 lat, jest za ciasna. Wprawdzie jest wystarczająca dla wychowanków, ale kiedy odbywają się zjazdy rodziców, spotkania rocznicowe czy inne – wtedy brakuje miejsca.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama