Felieton o ludziach szczęśliwych

Do Boga zwracasz się jak do… przyjaciela. A z tego przywileju wynika wiele pozytywów zwanych błogosławieństwami. Tylko trzeba zacząć.

Reklama

Ostatnio, przypadkiem i niespodziewanie, przypomniała mi się stara, francuska piosenka niejakiego Gérarda Lenormana, piosenkarza z pięknych lat 70. ubiegłego wieku. Najpierw chodziły za mną jedynie melodia i dość jednostajne, lecz bardzo przyjazne w brzmieniu, słowa. A ze słów tak naprawdę zapamiętałam jedynie co następuje: „La ballade” i dla odmiany, „la ballade”. Bo nagrania z winylowej płyty słuchałam zapewne na początku lat 80., gdy nie tylko po francusku, ale nawet i po polsku mówić i śpiewać było trudno. Ale od czego jest wujek Googiel i jego dobry współbrat YouTube? Kilka klików i voilà! Jest: „La ballade des gens heureux”… Czyli „Ballada o ludziach szczęśliwych”! I pierwszy raz świadomie zrozumiany tekst. I… piosenkowe, małe szczęście. Bo tekst, niby prosty jak francuski drut. Niby długi jak francuska bagietka, a do tego nieco naiwny. W dodatku zaśpiewany przez pana Gérarda w mocno retro sweterku w romby. A jednak… „Nasza stara ziemia jest świecącą gwiazdą. I ty też troszkę świecisz” – w wolnym tłumaczeniu. Świecimy? Pewnie! Choć czasem ubrani w szarawą codzienność, zupełnie o tym zapominamy. Miny smutne robimy, nosy na kwintę. I nawet płakać trudno. Stop! Bo dalej pan Gérard śpiewa: „Nie jesteś wielkim panem, nie masz nawet stopnia naukowego. A do Boga zwracasz się na »Ty«”! Co więcej: „Zapisujesz własne życie tak, jak uważasz, jak chcesz”. Nie wierzysz, i dalej nie czujesz się szczęśliwy? Ja śpiewać nie będę. Bo gdybym nawet darła się głośno, i tak trudno będzie usłyszeć. I tylko sąsiedzi zaczną ostrzegawczo pukać w ścianę. Ale napiszę co następuje: felieton dla ludzi szczęśliwych. Czyli takich, którzy mimo koszmarnych strapień i trosk idą do przodu. A nawet czasem… śpiewają. Bo w każdej sytuacji starają się wstać, otrząsnąć. Choć to bardzo trudne. Felieton o nas wszystkich. A jeśli ktoś już zupełnie zapomniał, co to szczęście? Bo go przygniotło wyjątkowo mocno i podnieść się nie sposób? I nawet niewątpliwy pozytyw, że wszyscy jesteśmy noblistami (prócz tych, którzy głosowali przeciwko europejskiemu zjednoczeniu rzecz jasna) na niego nie działa? To jeszcze raz, od początku: niech sobie przypomni, co stoi we francuskiej piosence: do Boga zwracasz się jak do… przyjaciela. A z tego przywileju zapewne wynika wiele pozytywów zwanych błogosławieństwami. Tylko trzeba zacząć. A może i przez zęby zaśpiewać: „Je viens te chanter la ballade. La ballade des gens heureux”… Wspólnie, i każdy z osobna: zaśpiewajmy balladę o ludziach szczęśliwych. Mimo wszystko.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • JACEK_GALEK
    19.10.2012 21:27
    To wielka sprawa, że możemy zwracać się do Boga jak do przyjaciela, to prawda, że możemy mu o wszystkim powiedzieć, a On nas wysłucha, a proszących obdaruje. Ale mam również pewne skojarzenie muzyczne - piosenkę o szczęściu przed laty śpiewała nieżyjąca już Dalida. W tłumaczeniu na język polski słowa piosenki brzmiały: "Szczęściem jest także deszcz i niepogoda, zimny wiatr... szczęściem jest, także to, że ty mnie kochasz, i że ja ciebie kocham też". Bo nie ma szczęścia bez miłości, bo nie ma szczęścia, gdy nie podda się działaniu jedynej, prawdziwej Miłości, gdy nie próbuje się znaleźć łaski u Boga i u ludzi, tego co jest prawdziwym szczęściem, które jak śpiewała Dalida można odnaleźć przy różnych okolicznościach, przy różnych klimatach.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama