Camino de Santiago i zapaleńcy

Sama radość na twarzach i w słowach. Dobrze, że są tacy ludzie w naszym społeczeństwie.

Reklama

Kilka lat temu na terenie parafii, na drugim brzegu rzeki, pojawiły się stylizowane żółte muszle. Wiedziałem tyle, że to Szlak św. Jakuba. Wzruszyłem ramionami i pomyślałem, że jakieś kolejne dziwactwo. Po pierwsze – do Composteli ponad trzy tysiące kilometrów. A po drugie – akuratnie przez nasz Finis Terrae, czyli koniec świata. I tak zostało w pamięci. Aliści kilka tygodni temu dostałem grubą kopertę z zaproszeniem i programem międzynarodowej konferencji na temat szlaków kulturowych na polsko-czeskim pograniczu.

Pojechałem – tym bardziej że miałem blisko. Miałem też redakcyjny mandat – więc z reporterskim sprzętem. Pamiętacie mój felieton o zapaleńcach w związku z organami? Na tej konferencji spotkałem samych zapaleńców. I to nie amatorów. Kilku profesorów zacnych uczelni, wielu doktorów, Polaków i Czechów. Znawców historii, geografii, kultury, religii i wzajemnych powiązań tych dziedzin życia i wiedzy. Zaskoczył mnie specjalista od spraw zarządzania. Jasne – szlakiem kulturowym trzeba zarządzać. Ale zaskoczył tym, że tak mówił i tak ukazywał kościelną problematykę tego zarządzania, iż nasi zarządzający ziemskimi sprawami Kościoła powinni by do niego na jakiś semestr albo dwa pojechać. Na dodatek mówił to z takim wewnętrznym żarem wiary, że serce się radowało – są tacy ludzie! Podziękowałem mu potem za solidną porcję oświecenia w sprawach zarządzania i za świadectwo wiary. Po przerwie inny doktor, tym razem z instytutu geografii. W aspekcie historycznym. Było to wystąpienie człowieka myślącego i czującego bardzo kościelnie. Z całą żarliwością wiary. Z satysfakcją słuchałem i jego, i innych wykładowców. Materiały dostaliśmy, notowałem, zdjęcia robiłem – cóż, byłem „w pracy”. Byłem też ciekaw innych uczestników konferencji. O, kilka osób z zawieszonymi na sznurach muszlami św. Jakuba! Na czarnej koszulce żółty napis z ogromną strzałką symbolizującą drogowskaz do Santiago de Compostela. Sama radość na ich twarzach i w słowach. Zwyczajni ludzie z naszego regionu. I jeszcze ktoś, niemłody już pan, który przeszedł cały szlak aż do grobu apostoła. Podsuwam mikrofon, proszę o kilka słów. Najpierw usłyszałem małe zastrzeżenie metodologiczne co do mojego pytania, potem wiele ciepłych, przesyconych spokojnym zapałem słów na temat pielgrzymowania. Później sprawdziłem w programie – no tak, kolejny doktor, choć z dziedziny zupełnie „nie na temat”. Ale znawca Camino de Santiago. Dobrze, że są tacy ludzie. Nie tylko na szlaku do Composteli. Że są w naszym społeczeństwie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama