Piła na komórkę

Chyba nawet najlepiej wychowywane dzieci, mają w pewnym momencie fazę: „kup mi”…

Reklama

Chyba nawet najlepiej wychowywane dzieci, mają w pewnym momencie fazę: „kup mi”… U jednych przychodzi to niemal z urodzeniem. Inne dojrzewają do tej fazy powoli, a systematycznie. I pewnego pięknego razu słyszy rodzic rozdzierające: – Kup mi, mamo! Kup mi, tato! I nie ma zmiłuj… Bo nawet jeśli wychowuje się dzieci niekomercyjnie, w poczuciu wdzięczności za niematerialne dobra, a także uczy się dziatwę radości z twórczości własnej, to przecież dziecko jest istotą społeczną. I, prędzej czy później, naleciałości ze szkoły, a nawet przedszkola, do domu przyniesie.

Pół biedy, gdy jest to niewinne: „fajny ten różowy długopis z dyndającym misiem w kropki”. Gorzej, gdy małoletnia latorośl zakocha się w klockach za jedyne 300 zł paczka. Lub też nastoletnie dziecko co tydzień jęczy i brzęczy z powodu pustej szafy. Pustej, bo akurat nowe fajne ciuchy dostrzegło w (firmowym, a jakże) sklepie. Prawdę powiedziawszy, do niedawna powyższe (a własne) słowa brzmiały i dla mnie irracjonalnie. Bo naiwnie sądziłam, że jak się poprawnie dzieci wychowuje, to akcji „kup mi, bo umrę, zacznę płakać, będę nieszczęśliwe” (niepotrzebne skreślić lub dodać) – nie będzie się przeżywać. Błąd. Bo oto „kup mi” – przybyło nieoczekiwanie, i to z ust niespełna dziewięciolatka. W dodatku chodziło o… komórkę! Matka najpierw wzruszyła ramionami. Potem „zapotrzebowanie” zdrowo obśmiała. Jednak wraz z narastającym dziewięcioletnim nieszczęściem, bo „koledzy w klasie mają”, poczuła się jak stara, zupełnie zrzędliwa ciotka. Która musi pouczać, że dzieciom takie brewerie potrzebne nie są. (Bo nie są! Może mi ktoś wytłumaczyć, po co kupować dziewięciolatkowi komórkę?!). Padły też sławetne, chyba odwieczne słowa: „my, rodzice, w twoim wieku to nawet o komórkach nie myśleliśmy”. Akurat ostatni argument dziewięciolatek dokładnie obśmiał. I logicznie odparował: „wtedy o istnieniu komórek nawet wynalazcom się nie śniło”… I mamy mały, rodzinny pat. Bo komórki dla dziewięciolatka z wielu powodów u nas w domu nie będzie. Jednocześnie, mimo tłumaczeń i wielokrotnych rozmów, poczucie krzywdy chyba w dziecku narasta. Przykre to, ale mówi się trudno. Najwyraźniej wchodzimy w kolejny etap: bo im dalej w rodzicielsko-wychowawczy las, tym więcej drzew. I pewnie z roku na rok drzewa będą bardziej cierniste i bardziej twarde. Oby tylko jeszcze twardsza piła nie była potrzebna…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Sylwester_z_Sanoka
    22.11.2012 22:59
    Mieliśmy to samo z naszą córką i to od 1 klasy. Co ciekawe, pierwszym uczniem, który miał komórkę w klasie córki był chłopiec korzystający z dofinansowania do obiadów szkolnych z uwagi na baaardzo kiepska sytuację materialną. Z córką walczyliśmy aż do klasy trzeciej, kiedy to okazało się, że jest już jedynym dzieckiem w klasie bez komórki. teraz jak na to patrzę z perspektywy kilku lat to nie wiem co było lepsze -kupno komórki w czwartej klasie czy może lepiej wcześniej. Teraz komórka to prawie jak przedmiot pierwszej potrzeby jak pióro czy gumka do mazania. Po prostu spowszedniał.
  • Ismena
    23.11.2012 15:24
    Nooo, jeśli dziewięciolatek jest samodzielny, to komórka owszem, bywa przydatna. Jeśli sam wraca ze szkoły, chodzi na zajęcia dodatkowe albo robi zakupy. Mnie się wydaje, że rzecz nie w rzeczy, i nie w metrykalnym wieku dziecka, tylko po prostu w tym, czy jakiś konkretny pożytek z tego jest. To się w dorosłym życiu tez zresztą przydaje, ta umiejętność oceniania rzeczy ze względu na ich użyteczność, i im prędzej się do tego zacznie wychowywać, tym lepiej, myślę...
  • nika1993
    25.11.2012 11:43
    Całkowicie się zgadzam, ze komórka nie jest dziecku potrzebna.Teraz się ludziom w głowach poprzewracało-każde dziecko już w przedszkolu ma komórkę, a często i własny komputer.Przesada, ja komórkę dostałam 3 lata temu-jak zaczęłam dojeżdżać do liceum(też byłam ostatnia w klasie oczywiście), a laptopa, gdy wyjechałam na studia.
    Boję się co będzie za kilkanaście lat...
  • elka
    27.11.2012 11:09
    Myśmy wprowadzili taką zasadę, że komórka jest od gimnazjum. Problem był z najmłodszą, gdy starsi w gimnazjum już komórki mieli.
    W odpowiedzi na: "ja też chcę mieć komórkę" odpowiedzieliśmy: "Nie ma sprawy - w szufladzie jest kilka - możesz wziąć, jaką chcesz. Ale doładujemy ci ją w gimnazjum" ;-)
    Bo przecież problem nie leży w posiadaniu komórki, ale w płaceniu za jej użytkowanie.

    Aczkolwiek przyznaję, że trudno jest wytrzymać rozżalenie dziecka, że czegoś nie ma, co mają inni. Ciekawe czy Pan Bóg też ma takie problemy, gdy my marudzimy lub jest nam ogromnie przykro, że czegoś nam nie dał? :-)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama