Jesień ludów?

Starzejące i wyludniające się peryferia Mazowsza to nieodległa przyszłość – ostrzegają analitycy. Życie coraz bardziej koncentruje się wokół dużych miast, głównie Warszawy. Najbardziej zyskują na tym jednak okoliczne gminy.

Reklama

Robert Perkowski, burmistrz miasta Ząbki zaciera ręce. Podwarszawska miejscowość jest dziś lepiej skomunikowana z centrum Warszawy niż niejedna jej dzielnica. I jest bliżej położona niż przeżywające boom inwestycyjny Białołęka, Wawer oraz połowa innych dzielnic stolicy. Nie ma też terenów rolniczych i w całości jest skanalizowana. Plan Zagospodarowania Przestrzennego pozwala szybko uzyskiwać pozwolenia na budowę. Efekt?

Jestem z Ząbek

Zbudowana cztery lata temu szkoła pęka w szwach i burmistrz już przymierza się do budowy kolejnej. Właśnie oddał największe w Polsce przedszkole publiczne, do którego chodzi od września blisko 400 dzieci. Rodzice robią wszystko, żeby móc do niego zapisać dziecko. I nie tylko dlatego, że jest świetnie wyposażone, m.in. w salę terapii sensorycznej. Podobno, zagraniczni goście nie mogą uwierzyć, że to publiczna placówka. – Mamy 30 tys. mieszkańców, chociaż faktycznie mieszka u nas dwa razy tyle. I to jest jedyny problem takich gmin jak nasza. Bo niezameldowani nie płacą tu podatków, a korzystają ze wszystkiego, co finansują inni mieszkańcy Ząbek – przyznaje burmistrz.

Dlatego Ząbki tym, którzy zameldują się w mieście oferuje darmowe przejazdy komunikacją, zniżki w sklepach i restauracjach. Efekty już widać. Liczba meldunków wzrosła o 30 proc. Program lojalnościowy „Jestem z Ząbek” przynosi więc efekty miejskiej kasie.

Gdzie się ludzie podziali?

Ząbki to najlepszy przykład ostatnich demograficznych trendów, które obserwują naukowcy. Peryferyjne gminy województwa wyludniają się, bo ludzie migrują w pobliże dużych miast. Niektóre gminy na północy i wschodzie województwa już dziś nierzadko notują kilkunastoprocentowy ubytek ludności. Burmistrz Ząbek przewiduje, że w 2020 r. w jego mieście zameldowanych będzie 60 tys. mieszkańców, a prof. Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN – że wkrótce trzeba będzie korygować podział administracyjny wielu mazowieckich powiatów, na przykład w okolicach Siedlec. Z powodu kryzysu demograficznego nie będą w stanie długo się utrzymać. Migracje powodują, że wiele okołowarszawskich placówek edukacyjnych musi dziś wydłużać godziny pracy, bo uczniowie nie mieszczą się w starych budynkach. W Dąbrówce niedaleko Wołomina lekcje kończą się nierzadko dopiero o godz. 19. – Z powodu ubytku dzieci w wieku szkolnym musieliśmy na Mazowszu zamknąć w roku szkolnym 2011/2012 30 szkół. Ale z informacji samorządów z września tego roku wynika, że w gminach podjęto 297 uchwał o likwidacji różnych placówek. Od niektórych odstąpiono – mówi Karol Semik, mazowiecki kurator oświaty. Szkoły to oczywiście niejedyny problem, choć w budżetach samorządów bardzo poważna pozycja. W konsekwencji coraz więcej dzieci na Mazowszu musi być do szkoły dowożona, nawet kilkanaście kilometrów. To i tak jednak nic w porównaniu z odległościami, które mieszkańcy Mazowsza pokonują codziennie do pracy. – Wyliczyliśmy, że rocznie osoby dojeżdżające do pracy w Warszawie pokonują w sumie 3–4 mld kilometrów! Koszt samego straconego na dojazdy czasu to ok. 4–5 mld złotych – mówi prof. Śleszyński.

A kawaler na co czeka?

Mazowsze wciąż ma największy w Polsce potencjał demograficzny. Dziś mieszka tu ponad 14 proc. ludności Polski, czyli ok. 5,5 mln osób. I liczba ta stale wzrasta. Znacząca większość, blisko 65 proc., mieszka w miastach, a to tu właśnie występuje dziś największy, i co ważniejsze dodatni, przyrost naturalny. W 2010 r. wyniósł on 1,8 promila, a na obszarach wiejskich jedynie 0,7. Jednak wskaźnik ten jest zasługą głównie migracji, w tym z zagranicy. Według danych z Narodowego Spisu Ludności, w 2011 r. na Mazowszu mieszkało ponad 4 tys. Ukraińców, blisko 2 tys. Wietnamczyków, 1,3 tys. Rosjan, prawie tysiąc Białorusinów i Chińczyków. Na każdy tysiąc mieszkańców Warszawy, 22 osoby urodziły się za granicą. Wysoki odsetek takich osób mieszka też w powiatach piaseczyńskim i pruszkowskim. W tym samym czasie za granicą przebywało powyżej 3 miesięcy blisko 150 tys. osób, mających stałe miejsce zamieszkania w województwie mazowieckim. Z najnowszych danych Narodowego Spisu Ludności, udostępnionego przez Główny Urząd Statystyczny, wynika, że wśród osób rozwiedzionych na Mazowszu, aż 83 proc. pochodzi z miast. Tylko w Warszawie 9 osób na 100 ma za sobą rozpad związku małżeńskiego. Najwięcej małżeństw mieszka w powiecie legionowskim, najmniej w Warszawie – nieco ponad 51 proc. wszystkich osób powyżej 15. roku życia. W ciągu 10 lat liczba kobiet i mężczyzn pozostających w związkach małżeńskich zmniejszyła się o blisko 1,5 proc., o 1 proc. wzrosła liczba kawalerów i panien oraz osób rozwiedzionych.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama