Co by było, gdyby…

Czasem trzeba zadawać sobie trudne, a nawet i straszne pytania.

Reklama

Kiedyś, na jakimś spotkaniu z narzeczonymi, prowadzący je ksiądz zaszokował towarzystwo. A zaszokował pytaniem: „Co będzie, gdy narodzi się wam chore dziecko?”. Młode, zakochane pary jakby przybladły. A część skrzywiła się niemiłosiernie, jak po wypiciu octu. Bo przecież lepsze od octu jest słodkie, jak życie, wino. Ksiądz, niezrażony sytuacją, i pomrukami niezadowolenia, kontynuował: „Prędzej czy później ktoś z was doświadczy poważnej choroby w rodzinie.

Czy to dziecka, czy dorosłego. I co wtedy?”. Młodzi zakochani, nadal lekko wściekli, że im się obraz przecudnej przyszłości zaburza, powoli zaczęli głośno myśleć. Głównie o tym, że jak się coś złego stanie, to wtedy będą się zastanawiać. I nie będą „gdybać – co by było, gdyby…”. I niby słusznie. Jednak ksiądz, niezmordowanie, kontynuował. Że przecież są tematy, które trzeba mieć, przynajmniej w teorii, przegadane zawczasu. A chory członek rodziny, a zwłaszcza – co chyba najtrudniejsze – dziecko, to właśnie taki temat… Przecież gdy sprawy fundamentalne nie są przemyślane, w rodzinnej perspektywie, jak czarna chmura na horyzoncie, może pojawić się kryzys, szok, strach. I złe decyzje… Nie wiem, czy ksiądz młodych przekonał.

Ale wiem, że kilkoro moich przyjaciół teorie księdza musiało przekuwać w codzienność. Szymonek, Jureczek i wiele innych dzieci. Jak potoczyłyby się ich losy i życie, gdyby rodzice nie byli pewnych spraw świadomi? Niedawno wpadła mi w ręce książka zupełnie wyjątkowa. „Listy do Darcy” to rodzaj pamiętnika, a wcześniej blog amerykańskiej matki, która oczekiwała na nieuleczalnie chore dziecko. Najpierw strach, przerażenie, bunt rodziców. A potem akceptacja, ogromna miłość i towarzyszenie przy najpiękniejszym na świecie piętnastodniowym życiu. Mała Darcy weszła w życie rodziny i przez 9 miesięcy, a potem całe dwa tygodnie, zrobiła małą, dobrą, momentami brutalną rewolucję. Dobrze, że książka została wydana. Bo jak przyjąć z radością i po bożemu sytuację, która po ludzku jest nie do przyjęcia? Świadectwo rodziców Darcy, wcale nie laurkowe, daje nadzieję… I jak tamten ksiądz, od narzeczonych, prowokuje do pytań: „a co by było, gdyby?”. Co będzie, gdy na waszej lub naszej drodze pojawi się chore dziecko?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • kk
    30.11.2012 11:11
    coz ksiadz raczej nie stanie przed tym problemem,wiec moze sobie gdybac.
  • notoja
    30.11.2012 13:10
    Gdy przygotowywaliśmy się do adoptowania syna, mając trzy córki, próbowałam je przygotować do każdej ewentualności. Dlatego w rozmowie z jedną z nich - dwunastolatką - zapytałam co zrobimy, jeżeli okaże się, że dziecko jest upośledzone. Odpowiedziała: "No przecież do Caritasu go nie oddasz, po prostu będziemy go kochać." Po 17 latach ta córka urodziła córeczkę z zespołem Downa. Ani na moment nie zawahała się nad urodzeniem dziecka. I po prosu ją kocha. Miała to przemyślane.
  • A Pani Agata....
    30.11.2012 18:07
    niech się zdecyduje na jedno zdjęcie. Proponuję aktualne, nie będzie wyglądała Pani tak niewinnie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama