Na dobre i na złe

- Nie ma małżeństw bez problemów - mówi Marek. Każde przeżywa trudności, ale nie zawsze potrafi sobie z nimi poradzić.

Reklama

Zdradzałem moją żonę i odszedłem od Kościoła – szczerze wyznaje Marek. Zaczęło się po 3 latach małżeństwa. Trwało 5 długich lat. Doprowadziło do tego, że sam zaczął innych namawiać do życia w grzechu i zdradzie. – Stałem się gorszycielem – przyznaje. Gdy to zrozumiał, przeraziło go, jak nisko upadł. Wystraszył się i zaczął szukać pomocy. Pokłócona z nim żona nie potrafiła mu przebaczyć, ale była wierna i chciała ratować małżeństwo.

– Zostawiła mi artykuł o Wspólnocie Trudnych Małżeństw „Sychar” – wspomina Marek. Dostrzegł związek kryzysu wiary z kryzysem małżeństwa. Po śmierci bł. Jana Pawła II prosił, za jego wstawiennictwem, o łaskę nawrócenia. To było 8 lat po ślubie. Wtedy przeżył pierwszą prawdziwą, szczerą spowiedź w życiu. Zaczął czytać Pismo św. Niespodziewanie sam poczuł, jak boli zdrada ze strony współmałżonka. – Gdy ja się nawróciłem, moja żona trwała w grzechu i związku pozamałżeńskim – tłumaczy. Mimo to, zostawił jej wszystko, czego razem się dorobili. Uwolnił się od pieniędzy, alkoholu i cudzołóstwa. Zmienił pracę. Wszystko po to, aby żona mu zaufała i czuła się bezpiecznie.

Ile razy przebaczyć?

Jola i Adam od 1,5 roku walczą o swoje małżeństwo. 6 lat temu zaczął się kryzys. Adam zdradził żonę 3 razy. Gdy żona odkryła pierwszą niewierność, pojechali razem do spowiedzi w Panewnikach. – Byłam pełna nadziei, że to się nie powtórzy, zgodnie z jego obietnicą – wspomina Jola. – Dwa lata temu mąż powiedział, że mnie już chyba nie kocha i spotyka się z kimś innym. Byłam wtedy zrezygnowana i powiedziałam, że to koniec – mówi Jola. Sprzedała nawet obrączki, ale był to rozłam na pokaz, bo bardzo męża kocha. – Mam męża alkoholika, który przez pierwsze 5 lat małżeństwa pił, a kiedy przestał, zaczęły się zdrady. Przysięga małżeńska na dobre i na złe pomogła mi to przetrwać – tłumaczy. – Pan Bóg zadziałał przez moje dzieci – mówi Adam ze spokojem. Nastolatki nagle zaczęły opuszczać się w nauce. Wszystko na kilka miesięcy przed maturą. To był ich krzyk niezgody na to, co się dzieje w domu. – Mieszkaliśmy wtedy z Adamem przez miesiąc w osobnych pokojach – mówi Jola. To była nieformalna separacja. Widząc, co dzieje się z dziećmi, postanowili skleić swoje małżeństwo i poszukać pomocy. Jola nie miała już jednak siły i zostawiła to w rękach Adama. – Ja już nie walczę – mówiła do niego. Mąż bardzo się starał, ale ona nie potrafiła kolejny raz wybaczyć. Zaczęła nawet szukać okazji do odebrania sobie życia. Wtedy wyjechali na rekolekcje dla małżeństw w Gidlach. Tam dowiedzieli się o WTM „Sychar”. Zaczęli jeździć do Żor.

Praca zamiast lekarstwa

Ognisko WTM „Sychar” w Żorach powstało z inicjatywy Marka w 2006 roku. Jola i Adam zauważyli, że po spotkaniu w żorskiej wspólnocie wystarcza im siły aż na tydzień bez kłótni małżeńskiej. Od rekolekcji w Gidlach modlą się codziennie wieczorem razem, nawet wtedy, gdy mają ciche dni. Czasem do modlitwy włączają się ich dorosłe dzieci. Pomyśleli o tym, żeby stworzyć ognisko „Sychar” w Katowicach. W tym czasie wrócił tu ks. Wojciech Ignasiak, z którym już dobrze się znali. Po rozmowie zgodził się zostać opiekunem katowickiej wspólnoty. Pierwsze spotkanie było w listopadzie. – Poznałam swoje wady i Pan Bóg pokazał mi drogę do przebaczenia mężowi, a to już jest bardzo dużo... – wzrusza się Jola. Dzięki „Sycharowi” poznała Boga i Biblię. – To mój Adam znał i czytał Pismo Święte – mówi z czułością, trzymając go za dłoń. Mąż nauczył ją, jak korzystać ze Słowa.

Problemy od początku

Justyna jest 3 lata po ślubie. – Problemy pojawiły się od samego początku – zaskakuje szczerą wypowiedzią. Od 1,5 roku odkrywa siebie. – Wydawało mi się, że problem w naszym małżeństwie to wyłącznie sprawa mojego męża. Teraz widzę swój udział w tym wszystkim – mówi Justyna. Zaczyna dostrzegać, jak ważne dla całej rodziny jest to, co zmienia w sobie. Nabrała nadziei i mocniej opiera się na Bogu. Zaczęła Go odkrywać jako jeszcze kogoś bliższego niż dotąd. Wcześniej Boga nie dopuszczała do całego swojego życia, choć wydawało się jej, że żyła wiarą. Teraz zmienia swoje życie. Choć ciężko jej przyznać, że kontrolą innych niczego nie osiągnie, bardziej zaczyna kontrolować swoje zachowanie wobec rodziny.

Zbawienie dla małżonka

– Rozwód jest złem, bo to przyzwolenie na zawarcie przez małżonka niesakramentalnego związku, a więc na jego grzech – podkreśla Marek, którego żona wniosła pozew rozwodowy. Dzięki WTM zrozumiał, że nie wolno mu się na niego zgodzić. – Są sytuacje, które nie pozwalają, aby małżonkowie mieszkali dalej razem. Rozwiązaniem jest wtedy separacja lub rozdzielność majątkowa – wylicza. Marek powtarza, że razem z żoną ciągle pracują nad swoimi relacjami. – Są uzdrawiane przez Pana Boga. To proces, który będzie trwał – tłumaczy. Kilka razy w roku jeździ na rekolekcje, bo mu to pomaga. WTM „Sychar” istnieje od 2003 r. i działa w różnych miastach. To szansa dla małżeństw sakramentalnych, przeżywających trudności. Mogą się w nią zaangażować małżeństwa, jak i osoby żyjące w separacji i po rozwodzie. Wystarczy, że chcą zmienić swoje życie. Nie dostaną cudownej tabletki, ale program pracy na całe życie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • agia
    07.01.2013 21:38
    W tekście jest napisane, że "....Rozwód jest złem, bo to przyzwolenie na zawarcie przez małżonka niesakramentalnego związku, a więc na jego grzech...".
    Ale to nieprawda, że rozwód to przyzwolenie na zawarcie związku niesakramentalnego. Każdy odpowiada samodzielnie za własne decyzje: czy pozostanie sam po rozwodzie, czy zawrze związek cywilny. .
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama