Kto pomoże znaleźć pracę?

Państwo nie radzi sobie z trwale bezrobotnymi. Przybywa ludzi, którzy tracą pracę. Rząd wzywa na pomoc prywatne agencje zatrudnienia.

Pomysł nienowy, sprawdzony w świecie. Każdy ekonomista wie, że prywatny biznes jest bardziej efektywny od państwowego. Dotyczy to także firm zwanych „łowcami głów”, wyspecjalizowanych w kojarzeniu pracodawców z przyszłymi pracownikami. Już wkrótce w czterech województwach mają one wesprzeć urzędy pracy w walce z bezrobociem. To prawdziwe wyzwanie, bo właśnie wkraczamy w rok, w którym przede wszystkim będzie się zwalniać, a nie zatrudniać.

Kto jest bezrobotny?

Najpierw ustalmy fakty. Nie każdy bezrobotny nie ma pracy. Nie każdy, kto nie ma pracy, jest zarejestrowany w „pośredniaku” jako bezrobotny. Wreszcie – nie każdy klient urzędów pracy jest naprawdę bezrobotny. Brzmi skomplikowanie, ale każdy, kto nie od dziś żyje w polskich realiach, wie dokładnie, o co chodzi. – Żeby zostać uznanym za bezrobotnego, trzeba spełniać kilka warunków, więc nie wszyscy ludzie bez pracy zabiegają o sformalizowanie tego stanu rzeczy. I na odwrót: wiele osób ma zajęcie i środki do życia, a rejestruje się tylko po to, by uzyskać dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego lub zasiłku. To zjawisko generuje szarą strefę.

Dyrektorzy powiatowych urzędów pracy szacują, że ok. 40 proc. formalnie bezrobotnych faktycznie jest zatrudnionych na czarno – wyjaśnia Andrzej Martynuska, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Krakowie. Nie zmienia to faktu, że od publicznych służb zatrudnienia wymaga się, by – jak sama nazwa wskazuje – pomagały ludziom znaleźć pracę. Jak to zrobić, gdy nie wszyscy chcą być uszczęśliwiani na siłę – to jedna sprawa. Druga – na ile urząd, który jest głównie dystrybutorem świadczeń społecznych, może mieć wiedzę na temat dynamicznie zmieniającego się rynku pracy, a także czas i możliwości, by zajmować się indywidualnymi przypadkami.

Pośredniak szuka pośrednika

Urzędy pracy, wbrew swej nazwie, zajmują się głównie administrowaniem bezrobociem. Rejestrują, monitorują, obsługują, pilnują, by nie było nadużyć w korzystaniu z publicznych pieniędzy. Ale w ten sposób Fundusz Pracy nie przyczynia się do zmniejszania liczby ludzi bez pracy, choć teoretycznie właśnie na ten cel przekazywana jest część dochodów już zatrudnionych. Jak dziś Polacy szukają pracy? Ale tak na serio, nie dla „zaświadczenia”. Wiadomo – pytają znajomych, przeglądają ogłoszenia, wysyłają oferty do pracodawców lub jakiejś agencji profesjonalnie zajmującej się zasobami ludzkimi. Prawdziwie bezrobotni zazwyczaj biorą sprawy w swoje ręce, bo nie wierzą, by urzędnik, który ma na głowie, średnio licząc, po 400 klientów, był w stanie im pomóc. Wiedzą o tym samorządy, którym WUP-y i PUP-y podlegają, wie i Ministerstwo Pracy. Dlatego w kilku miejscach w Polsce zrodził się pomysł, by wyjść w poszukiwaniu pracy na rynek. Skoro prywatne pośredniaki są w tym skuteczniejsze niż biurokratyczne struktury, to czemu państwo nie miałoby skorzystać z ich pomocy? Przecież można zakontraktować w firmie zewnętrznej, by za ustaloną opłatą doprowadziła do zatrudnienia danej osoby. A pieniądze wypłacić dopiero wtedy, gdy bezrobotny utrzyma pracę co najmniej przez pół roku.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja