Budzenie politycznego ducha

Wydaje mi się, że w narodzie zaczyna się wreszcie budzić polityczny duch, duch troski o Polskę.

Reklama

Chodzę po kolędzie. Codziennie osiem godzin rozmów z parafianami. Staram się przede wszystkim słuchać. Tego roku dyżurnym tematem jest polityka. Nie, nie chodzi o politykierstwo ani o preferencje wobec tych czy innych partii zwanych politycznymi. Parafianie wiedzą, że proboszcza na tę łączkę wyciągnąć się nie da. Nie jakobym nie miał swoich poglądów. Ale jako proboszcz muszę być ponad sympatiami i niechęciami tego typu. Na przestrzeni lat w czasie kolędowych rozmów łatwo było dostrzec koloryt ludzkich niepokojów, nadziei, oczekiwań, lęków, agresji. Był czas radości, że coś się w Polsce zmienia, że jesteśmy u siebie. Ale za rok czy dwa zaczęło się narzekanie, potem biadolenie. Poczucie szarego bezpieczeństwa zamieniło się w zagubienie wśród wyzwań nie do pokonania dla większości. Za kilka lat ludzie nauczyli się z tym wszystkim żyć, a nawet radzić sobie. Zniknęły westchnienia typu „za komuny było lepiej” – nawet jeśli komuś było gorzej. Polityki w tym było bardzo niewiele. Kolejne lata przyniosły zmianę. Słuchałem, jak to wielu nauczyło się żyć, radzić sobie – w kraju i na emigracji. O dzieciach, które urządziły się w Anglii, Niemczech czy we Włoszech. Powiało jakimś optymizmem. Tego roku nastroje zgoła inne. Wszyscy wiedzą, że można sobie jakoś poradzić. Jedni urządzili się we Wrocławiu (tam najwięcej naszych), inni za granicą. Lepiej lub gorzej. „Ale, proszę księdza, co dalej? Co z Polską?”. Czasem słyszę słowa o demontażu państwa. Z rzadka pada nazwisko tego czy innego polityka, nigdy nazwa partii. Ludzie raczej wskazują na rozsypujące się obszary społecznego i ekonomicznego życia – przemysł (u nas prawie nieistniejący), kolej, służbę zdrowia, szkoły, drogi, policję. To już nie biadolenie sprzed lat, to coraz wyraźniej odzywająca się troska o dobro wspólne, jakim jest Polska. Wszyscy wiedzą, że można wsiąść w busa i pojechać do Holandii. „Proboszczu! Ale czy o to chodzi?”. Troska o dobro wspólne, rozumna troska. To przecież definicja polityki! Dlatego napisałem, że tego roku dyżurnym tematem kolędowych rozmów jest polityka. Wydaje mi się, że w narodzie zaczyna się wreszcie budzić polityczny duch, duch troski o Polskę. Gdy tak powiedziałem w którymś domu, usłyszałem: „Żeby to tak jeszcze politycy zaczęli się troszczyć o dobro wspólne, a nie o swoje”. To prawda. Mam jednak nadzieję, jestem przekonany, że obudzenie się ducha prawdziwie politycznego w narodzie przyniesie zmiany w tak zwanej klasie politycznej. Jedyna obawa jest ta, iż czasu zostało niewiele.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • amico
    24.01.2013 14:19
    W moim domu ksiądz chodzący po koledzie przebywał dokładnie 7 minut! To i tak dłużej niż u sąsiadów. Tam czas wizyty nie przekraczał 5 minut. O nic nie zapytał, odmowił modlitwy, pokropił mieszkanie i tyle. Czy Ksiądz proboszcz też tyle czasu poswięca swoim parafianom?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama