Miłość zmrużonych oczu

W jej zdrowej strukturze znajdzie się miejsce dla każdego pokolenia. Jak zmienia się życie, gdy na świat przychodzą wnuki? – To radość trudna do opisania – mówią nam szczęśliwe babcie. A czy wnukom potrzebni są seniorzy? Na pewno. Wiedzą to dobrze ci, którzy odczuwają ich brak.

Reklama

W dzisiejszych czasach wielu rodziców korzysta z nieocenionej pomocy babć i dziadków. Katarzyna Podolewska, psycholog w jednej z płockich szkół, codziennie widzi, jak wielu dziadków przyprowadza i odbiera swoje wnuki ze szkoły. Sama też korzysta z pomocy rodziców w opiece nad córkami. Jednocześnie zaznacza, że należy jednak dbać o zachowanie „zdrowych” proporcji i pamiętać o tym, że to rodzice są odpowiedzialni za wychowanie dzieci.

Cenna jak drogowskaz

Anna Bąkowska wnuki i prawnuki ma nawet za oceanem. Jednak stara się być w ich życiu bardzo obecna. Z pokolenia na pokolenie wszystko w jej rodzinie kręciło się wokół dzieci. Tak jest do teraz. – Mam piątkę wnuków i sześcioro prawnuków, a w drodze jest kolejny – mówi z dumą pani Anna, która ma 94 lata i energię, jakiej młoda osoba mogłaby pozazdrościć. Jaką babcią chciała być? – Nowoczesną! – odpowiada z uśmiechem. Z pewnością nią jest; ciągle sama prowadzi samochód, grywa w brydża i uwielbia życie towarzyskie. Dodaje od razu, że z jednej strony jest konserwatywna, jeśli chodzi o zasadnicze poglądy życiowe, ale w kwestii nowoczesnego stylu wychowania czy podejścia do problemu – jest bardziej tolerancyjną osobą. – Chciałabym miłość i szacunek do kraju przekazać wnukom. Staram się uczyć także tych najmłodszych prawnuków patriotyzmu. Teraz w Polsce jakoś nie ma takiego umiłowania do kraju, jak za moich lat, gdy byliśmy bardziej związani z ojczyzną. Może to okupacja na nas tak wpłynęła, prześladowania przez Niemców, żeśmy tak kraj kochali – mówi Anna Bąkowska. Wszystkie pamiątki, jakie miała z powstania warszawskiego, z czasów okupacji, podzieliła między trzech prawnuków. Zapakowała w specjalne kuferki i rozdała, żeby historia, tradycja rodzinna przetrwała. Najstarszy prawnuczek Kubuś ten szczególny prezent od babci otrzymał w dniu Pierwszej Komunii św. Pani Anna, choć to babcia i prababcia na odległość, ma z wnukami bardzo ścisły kontakt. – Jesteśmy blisko cały czas. Piszą i dzwonią, i teraz na Skypie można ich oglądać, więc jesteśmy w ciągłym kontakcie – przyznaje. Jak tylko może, stara się budzić w nich uczucia religijne, dużo czytać i opowiadać. – Wnuki kocha się bardzo, i może nawet dojrzalszą miłością niż swoje własne dzieci. Jest się chyba bardziej wyrozumiałym. Na wiele rzeczy swoim dzieciom nie pozwalałam, a wnukom prawie na wszystko. Jak przyjeżdżają, bawią się, w co tylko chcą. Chcą się przebierać, urządzać różne zabawy, to na wszystko się zgadzam – opowiada z uśmiechem. – Nie umiem się wyłączyć z ich życia, bardzo mnie interesują wszystkie ich problemy, zawsze się staram służyć im radą. Trzeba przebywać z wnukami, dążę do tego, żeby się bardzo z nimi zżyć. Dzielę się z nimi radością, ale swoje zmartwienia zatrzymuję dla siebie – przyznaje.

Skuteczna podpora

– Mój mąż niedawno wyliczył, że w 2013 r. będzie nas dokładnie 13 osób w rodzinie – śmieje się pani Maria z Płocka, która doczekała się już pięciorga wnucząt: Adasia, Mai, Uli, Tadzia i Krzysia, przy czym ostatni z nich jest „w drodze”. Co czuła, gdy pojawił się pierwszy maluch, w dodatku chłopiec? Wspomina, że to były niesamowita radość i emocje, których nie da się opisać. Po odejściu z domu trzech córek razem z mężem Januszem doświadczyła typowego syndromu pustego gniazda, więc wiadomość o nowym członku rodziny była elektryzująca. – Pierwsze, co zrobiliśmy, to powierzyliśmy z mężem Bogu to dziecko, jego narodzenie. Wierzyliśmy, że jeśli Pan Bóg da, to będzie zdrowe – wspomina. I tak było za każdym razem, gdy przychodziła nowina o kolejnym wnuczku. Tak jest i teraz, gdy maluchy rosną. Pani Maria, która wraz z mężem należy do Domowego Kościoła, przyznaje, że trzeba nie tylko cieszyć się z wnuków czy wyjść z nimi na lody, chociaż i to jest potrzebne. – Jako dziadkowie czujemy się odpowiedzialni w sposób duchowy. Nasze dzieci modlą się życiem, bo mają tyle obowiązków. Dziadkowie muszą pomagać w sposób niewidoczny, ale też ważny. Kiedy zachoruje któreś z wnucząt, kiedy jest jakiś problem, nasze dzieci czują wsparcie, wiedzą, że ktoś się za nich modli – opowiada. Część tej sporej rodziny mieszka w Poznaniu i Warszawie, w dodatku wszyscy dorośli są aktywni zawodowo, więc na spotkania nie ma wiele czasu. Dziadkowie wykorzystują więc jak tylko się da swoje urlopy, żeby pobyć dłużej z wnukami. Od jednej z córek dostali ostatnio kalendarz z fotografiami czworga maluchów – każda umieszczona w odpowiednim miesiącu narodzin kolejnych dzieci. To będzie pamiątka na lata.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama