Płaczę podczas Komunii

- Naszym marzeniem jest zawrzeć małżeństwo sakramentalne - mówią Iza i Adam. To nie wypowiedź sprzed 20 czy 30 lat, ale z 2013 roku. Problem jednak w tym, że choć bardzo chcą, to nie mogą.

Reklama

Wiele par, które zgłaszają się do duszpasterstw związków niesakramentalnych, dręczy podobny problem. Z jednej strony jest miłość, z której nie potrafią zrezygnować, bo jest największym dobrem, jakie ich spotkało w życiu, a z drugiej strony jest świadomość grzechu. Duszpasterstwo jest dla nich szansą odnalezienia się w Kościele. Nie chcą w nim zajmować pierwszych ławek, bo są świadomi swojego grzechu, ale wiele par niesakramentalnych chce walczyć o swoje zbawienie.

Zamknięta droga do nieba

Są cywilnym małżeństwem, od sześciu lat. Mowa o Izie i Adamie. On był wcześniej w związku sakramentalnym, którego nie dało się już uratować. Ona miała za sobą nieudany nieformalny związek. – Wewnętrzny głos kazał nam się zastanowić, jak ma wyglądać nasze życie w Kościele, co możemy, a co przez „grzech niesakramentalności” jest nam zabronione. Porozmawiał z nami proboszcz i poradził, aby starać się w sądzie kościelnym o stwierdzenie nieważności poprzedniego małżeństwa. Taki wniosek złożyłem w 2009 roku, czekam z nadzieją na rozpatrzenie, że być może kiedyś będziemy mogli pobrać się przy ołtarzu – wyjaśnia Adam, a Iza dodaje: – Inny ksiądz powiedział, że „zamknęliśmy sobie drzwi do nieba”, ale zaraz dodał, że jest „okno”, którym jest duszpasterstwo związków niesakramentalnych. I skierował nas do Głogowa, do kolegiaty. Długo się nie zastanawialiśmy i od prawie sześciu lat przyjeżdżamy na spotkania.

Od grzechu do wiary

To wspólnota niewielka, tylko kilka par. – Spotykamy się raz w miesiącu, zazwyczaj w ostatnią niedzielę miesiąca. W kaplicy słuchamy konferencji księdza Rafała Zendrana, a potem w ciszy adorujemy Najświętszy Sakrament. Później, już przy stole, dzielimy się słowem Bożym, swoimi przeżyciami, przemyśleniami. Każdy z nas ma podobny problem, więc się rozumiemy i wspieramy. To wytwarza dodatkowo wyjątkową wieź między nami – wyjaśnia Iza, a Adam kontynuuje: – W szczególnych przypadkach odprawiana jest Msza św. dla naszej grupy, podczas której możemy wyjątkowo głęboko duchowo ją przeżywać, doświadczać obecności Boga i komunii duchowej. Są to niezwykle wzruszające chwile, nawet dla tych, którzy już podjęli decyzję o dalszym życiu w czystości i mogą przyjmować sakramentalną komunię. Raz w roku, w Wielkim Poście, przeżywamy rekolekcje. To niesamowity czas, w którym odczuwamy wielka łaskę, jaką Pan nam ofiarowuje przez rekolekcjonistów. Tłumów na spotkaniach jednak nie ma. – Znamy wiele osób żyjących w związkach niesakramentalnych i niestety musimy stwierdzić, iż nie jest to dla nich problem. Nie chodzą do kościoła, nie mają pragnienia zbliżania się do Boga. Ciężko jest z takimi osobami rozmawiać o wierze – zauważa Iza, a Adam dodaje: – Na spotkanie warto jednak przyjechać, bo człowiek na pewno nic nie straci, a może zyskać bardzo wiele: przyjaźń z Bogiem.

Najtrudniejszy moment Komunii

Dla Izy i Adama niezwykle ważną sprawą jest wychowanie chrześcijańskie dwójki dzieci. – Są dla nas wielką radością i znakiem, że Bóg przez nie nam błogosławi. Chcemy być dobrymi rodzicami – zapewniają Iza i Adam. Stąd nie tylko wspólna modlitwa wieczorna, ale też regularne uczestnictwo we Mszy św. Najtrudniejszy dla nich jest jednak moment, kiedy inni idą do komunii, a oni muszą zostać w ławce. – Jezus tam jest, a my tu. Mam tylko i aż możliwość przyjmowania komunii duchowej, która daje niesamowitą siłę duchową. Czasami, gdy patrzę jak kapłani rozdają Komunię, to krzyczę w duchu i żebrzę w myślach: „Boże daj mi choć okruch siebie” – mówi Adam i kontynuuje: – Innym razem proszę Jezusa, aby przyszedł mimo mojej grzeszności i mnie przytulił do swego serca i wierzę, że to robi. Nierzadko jest też wielkie wzruszenie. Czasem nie można powstrzymać łez napływających do oczu. Dowodem, że taka komunia ma sens, jest to, że przynosi owoc w postaci ukojenia, radości i poczucia miłości – dodaje.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • gość
    27.02.2013 19:07

    To dobrze, ze temat pojawia się, gdyż coraz więcej rozwodów. Największym przykazaniem jest miłość niestety jest jej coraz mniej. Oglądając zamieszone zdjęcie z dwoma połówkami mam wrażenie, że własnie w pierwszym zwiazku, który powstał pod wplywem błędu te połówki były inne - nie pasowały do siebie. Zawierajac pierszy związek, (staramy się o unieważnienie) nie miałam swiadomości takiej, że wszystko było czynione przez tego człowieka aby tylko go zawrzeć. Człowiek był nie praktykujacym katolikiem i niestety nidgy wspólnie nie żyliśmy z Bogiem. Po zawarciu sakramentu nie było mowy o Mszy św. czy wspólnej modlitwie, czy modlitwie przed posiłkiem - nic co zwiazane z Panem Bogiem nie miałao miejsca tylko zawarcie sakramentu - bo bacia bo ciocia tak uważała, że trzeba jak się ma sympatię. I niestety jeśli ludzie nie zyja na codzień z Panem Bogiem te zwiazki nie zachowaja się. Dlatego uważam, że  to co się rozwiąże tu na ziemi jest rozwiązane. Dopiero teraz gdy zawarłam małżeństwo w sercu czuję,że to jest zgodne z Panem Bogiem, bo uczęszczamy na Msze św, bo wspólnie sie modlimy (żywa wiara nas zbliżyła) czego nigdy nie było w poprzednich naszych zwiazkach. Mam wrażenie jakby zostały oddzielone kozły od przysłowiowych baranków. Tamte związki ciągneły nas w dół duchowy. Mamy odczucie jakbyśmy w grzechu wtedy żyli.  Nie wyobrazam sobie aby te zwiazki mogły nie zostać unieważnione. Chcemy żyć z Panem Bogiem a nie obok.  

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama