Roboty patrzeć, nie głupot

Na ich weselu goście, wśród których byli nawet niemieccy żołnierze, jedli jajecznicę. Po 70 latach małżeństwa Bronisława i Kazimierz Janosowie mają swoje recepty na udany związek.

Reklama

Nie ma co się boczyć na siebie – zdradza pani Bronisława, która skończyła 91 lat. Za męża wzięła o rok młodszego od siebie pana Kazimierza. Pomimo upływu lat małżonkowie dobrze pamiętają dzień ślubu, który odbył się w podhalańskim Dębnie. – To chyba pierwsza para w naszej wiosce przeżywająca taki jubileusz – zastanawia się ks. proboszcz Józef Milan, z którym odwiedzamy niezwykłych jubilatów. – Żeby ino nom zdrowie dopisywało – śmieją się małżonkowie. Chętnie wracają pamięcią do wesela. – Zamówiłem Cyganów do grania, grali za darmo. Nie miałem im czym zapłacić. Jednak bardzo się cieszyli, mówili mi, że się najedli – puszcza oko pan Kazimierz.

Jajecznica weselna

A w menu weselnym były... jajecznica, chleb ze smalcem, kapusta z grochem i inne regionalne wiktuały. Kiedy pytamy o drogowskazy dla młodych małżonków, państwo Janosowie szybko odpowiadają: – Zawsze trzeba być razem, szanować się – podkreślają. Pani Bronisława tylko raz zostawiła swojego ukochanego. – Poleciałam do Stanów Zjednoczonych, do rodzinki. Ale bardzo tęskniłam, chciałam szybko wracać. Potem postanowiłam już nigdy męża nie zostawiać – wspomina. A mąż też tęsknił. Na warszawskim lotnisku czekał na żonę z bukietem kwiatów i czułym pocałunkiem. Nasi bohaterowie mają 6 dzieci. Doczekali się 16 wnuków i 20 prawnuków. Najmłodszy z nich właśnie odwiedza pradziadków.

Wracamy do drogowskazów dla młodych małżonków. – Trzeba roboty patrzeć, a nie głupot. Cały czas się robiło, nie było maszyn. Wszystko samemu, a nie tak jak teraz – opowiada pan Kazimierz. Z okazji jubileuszu w domu państwa Janosów proboszcz odprawił Mszę św. W lokalu w Łopusznej odbyło się też okolicznościowe przyjęcie. Oprócz rodziny był również wójt gminy Nowy Targ Jan Smarduch. – Przez te wszystkie lata swoim życiem dali piękne świadectwo. Pokazali nam, że w życiu musi być zawsze na pierwszym miejscu Pan Bóg. Nauczyli nas dziękować Mu za wszystko – opowiada pani Zofia, najmłodsza córka Kazimierza i Bronisławy.

Furmanką do Gaździny

– Na pewno nie były to czasy łatwe. Trwała II wojna światowa, a oni – mimo to – zdecydowali się na zawarcie małżeństwa. Dziś niejeden młody człowiek będąc na miejscu jubilatów, powiedziałby, że nie ma odpowiednich warunków, by się pobrać, by mieć dzieci – mówi ks. Milan. Słowa wdzięczności za piękne świadectwo życia w sakramencie małżeństwa przesłał do państwa Bronisławy i Kazimierza także kard. Stanisław Dziwisz.

Małżonkowie pamiętają też dobrze czas, kiedy pojechali zaprzęgami konnymi do Ludźmierza 15 sierpnia 1963 r., na uroczystości koronacyjne figury Matki Boskiej. – Rzadko żeśmy z domu wyjeżdżali, bo była gazdówka. Do Ludźmierza na odpust trzeba się było udać obowiązkowo! Podróż trwała dwie–trzy godziny. Zasiadaliśmy na furmankach, a konie prowadziły – opowiada pan Kazimierz. – Gaździnę Podhala prosiliśmy o łaskę zdrowia – dodaje pani Bronisława. Mówią, że raczej na uroczystości jubileuszowe nie będą się wybierać. – Mamy swoje lata, lepiej siedzieć w doma – podkreślają z radością. A pamiętna randka? – Tyle tu miejsc pięknych w okolicy... – śmieje się pan Kazimierz.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama