Kobieta nie jest grzechem

Prostytucja to dobrowolny wybór czy przymus? A jeśli przymus, to jaki? Zewnętrzny jest jeszcze do pojęcia, ale wewnętrzny?

Reklama

W piątek 8 marca na Śląskim Wydziale Teologicznym odbyło się spotkanie z s. Anną Bałchan, którego tematem była prostytucja. To dobrowolny wybór czy przymus? A jeśli tak, to jaki? Zewnętrzny jest jeszcze do pojęcia, ale wewnętrzny?

W naszym spojrzeniu na osoby prostytuujące się (nie tylko kobiety!) często brak zauważenia człowieka. Dostrzega się to, co zewnętrzne. Tymczasem – jak przekonuje s. Anna Bałchan – w życiu osoby, która podjęła taką decyzję, coś się musiało wydarzyć takiego, że w ten sposób widzi swoje korzyści, swój zysk.

Jakie to korzyści? Nie tylko pieniądze czy awans. Warto posłuchać fragmentu wykładu s. Anny.

Materiały portalu wiara.pl Prostytucja - przymus czy dobrowolność?
Krótkie wprowadzenie w problem. Siostra Anna Bałchan. Około 5 min.

To opis doświadczeń, ale potwierdzonych naukowo. Pani Magdalena Lasota opowiadała na wykładzie o teorii przywiązania Johna Bowlby'ego. Teorii, która sprawdza się w praktyce. Nie tylko w przypadku osób, które weszły w prostytucję, także ludzi którzy sobie pozornie w życiu bardzo dobrze radzą. To, co wydarzyło się we wczesnym dzieciństwie, ma znaczenie dla obrazu świata osoby dorosłej i objawia się specyficznymi trudnościami.

Materiały portalu wiara.pl Teoria przywiązania
Wykład p. Magdaleny Lasoty (z uzupełnieniami s. Anny Bałchan). Około 15 min.

Gdzie można szukać pomocy? Full serwis dla kobiety zapewnia Stowarzyszenie poMOC. Stowarzyszenie prowadzi ośrodek pomocy dla ofiar przemocy domowej i handlu ludźmi, ale można tam znaleźć też pomoc w przypadku kryzysów, żałoby, wsparcie psychologiczne czy prawne. Więcej na ten temat mówi s. Anna Bałchan:

Materiały portalu wiara.pl Stowarzyszenie poMOC
W jaki sposób powstało i czym się zajmuje opowiada s. Anna Bałchan. Około 3 min.

 

 

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • PO
    12.03.2013 18:34
    W kanadyjskim parlamencie dwóch ekspertów-psychiatrów: dr Vernom Quinsey i dr Hubert Van Gijseghem przedstawiło raport, w świetle którego pedofilia nie jest zboczeniem seksualnym, a jedynie "nieodwracalną na drodze terapii orientacją seksualną". Najbardziej przerażający jest fakt, że tylko jeden parlamentarzysta miał odwagę zaprotestować przeciwko tym stwierdzeniom.



    Nie chcę jednak tu pisać o rzeczach oczywistych, jak zło pedofilii, czy mniej oczywistych, choć przewidywalnych, że jest to próba postawienia kolejnego kroku na drodze do legalizacji zachowań pedofilskich (skoro są one wpisane w psychikę - słowa "natura" zwolennicy takich tez unikają jak ognia - można zacząć forsować tezę, że nie ma podstaw do karania osób, które idą za głosem swojego instynktu). Chcę się zastanowić, gdzie tkwi "grzech założycielski", który doprowadził do tego, że próbuje się uznać za normę zachowania głęboko krzywdzące dla ofiar.



    Uważam, że tkwi on w przedefiniowaniu rozumienia współżycia seksualnego. A jeszcze głębiej w tym, co świetnie opisał św. Paweł w Liście do Rzymian: "Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał." (Rz 1,21-24).



    Wykreowaliśmy sobie bożka. Rozładowanie seksualne zaczęto rozumieć jako potrzebę prawie tak konieczną do realizacji, jak głód czy pragnienie. I to rozładowanie koniecznie przynoszące pełną satysfakcję, bo w innym wypadku nie ma ono znaczenia. Nie mówi się już o potrzebie wychowania instynktów, panowania nad popędami - to dobre dla nawiedzonych ascetów. A skoro pedofil musi, to nie ma znaczenia, kto jest partnerem - on musi, więc nie wolno zamykać mu drogi do pełni szczęścia.



    Jest jeszcze drugi wymiar: droga ku próbom legalizacji pedofilii otworzyła się już w momencie akceptacji rozwodów. Też argumentowano to tym, że skoro dwoje ludzi już nic do siebie nie czuje, to powinni się rozstać. Dyktat uczucia zastąpił odpowiedzialność. Tymczasem w czasie ślubu składa się go wobec współmałżonka, ale także wobec społeczności (dlatego wymagani są świadkowie) oraz Boga (jeśli ślub jest zawierany w Kościele). Swoje prawa mają także zrodzone ze związku dzieci (w tym prawo do wychowania się w pełnej rodzinie). Ale o ich prawach lepiej zapomnieć, skoro samemu ma się prawo (?) do szczęścia i satysfakcji seksualnej.



    Jeśli chcemy naprawdę przeciwdziałać pedofilii, zadbajmy o rodziny. O ich stabilność, wzajemny szacunek, o to, by przygotowujący się do ślubu ludzie mieli świadomość, że chodzi nie tylko o nich dwoje. I warto byłoby wrócić do prawdy mówiącej, że współżycie, na poziomie czysto biologicznym nawet, służy rozmnażaniu się. To nie jest aplikacja "największej przyjemności" wmontowana w nasz system, ale mechanizm mający konkretne funkcje. Tylko powrót do właściwego rozumienia współżycia i małżeństwa, a więc odrzucenie fałszywych bożków, jest w stanie cofnąć proces przemiany mentalności. Jeśli jeszcze jest to możliwe.

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama