Katotaliban

Dla pań feministek opowieść o szczęśliwym, wielodzietnym życiu z wyboru, przy jednym mężu, to przykład przemocy.

Reklama

Rodzina T. Żona dziennikarza udziela wywiadu. Mówi o wartościach, w których wychowują z mężem dzieci, o trudnościach życia małżeńskiego, ale i o pięknie trwania w wyborze do końca. Mówi o tęsknocie za pracą zawodową i o satysfakcji z zarządzania domem. Zwyczajne słowa o zwyczajnym życiu. Jednak to, co zadziało się po publikacji wywiadu, przypomina tragikomedię w co najmniej trzech aktach.

Akt pierwszy: atak pań feministek, dla których opowieść o szczęśliwym, wielodzietnym życiu z wyboru, przy jednym (trudnym) mężu, to przykład przemocy i życia w świecie patriarchalnym.

Akt drugi: atak środowiska ultratradycyjnego, dla którego wyznanie, że życie w katolickim małżeństwie bywa wysiłkiem, to herezja i podeptanie dogmatu o ciągłej, małżeńskiej idylli.

Akt trzeci: to naburmuszenie się na katolickie małżeństwo, tzw. katolików wielkanocnych (częstotliwość uczestniczenia w życiu Kościoła). Takich, którzy wybierają: co fajne – zachować, co niewygodne – odrzucić. Dostało się państwu T. ze wszystkich możliwych stron. Za co? W skrócie – za wierność przyjętym wartościom, spójne wychowywanie dzieci i szczerość.

A teraz rodzina pana K. Pan K. jest znanym aktorem. Wywiadów i tekstów na jego temat jest mnóstwo. Pan K. ma dwoje dzieci ze swoją partnerką, jednocześnie wiedzie żywot radosny, wolny i odosobniony, bo nie mieszka ze swoimi dziećmi i ich matką. „Wychowuje” je na odległość, na odległość też „wspiera” swoją partnerkę. Obydwoje więc, i pan K., i jego partnerka (to swoją drogą bardzo interesujące…), przekonują w wywiadach, że jest to dobry układ dla wszystkich. Dlaczego? Bo tak.

I niech sobie żyją pan K., i jego partnerka, jak chcą. Ich życie, ich problem, ich wybór (szkoda tylko dzieci, bo niczemu niewinne). Ale dlaczego jest tak, że w mediach ich wybór i życie przedstawiane są jako normalność, jako prawo do wolnego wyboru, tymczasem życie i wybory państwa T. jako społeczna dysfunkcja, „getto” (!) czy „katotaliban”?

Czy naprawdę przeciętny Kowalski lub Kowalska chcieliby powielać model rodziny pana K. i jego partnerki? Śmiem twierdzić, że chociażby z powodu zdrowego rozsądku bliżej nam, zwykłym rodzinom, w wyborach czy marzeniach, do modelu rodziny pana T. 

Wniosek jest jeden. Rodziny „katotalibanu”: łączmy się!

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • hmm
    05.04.2013 15:57
    WO przecież w tej gazecie im większy pokręt życiowy tym lepszy temat na czołówkę numeru. Lub tez inaczej bohater posiadający krztę pozytywnej postawy społecznej plus promocja różnych odchyleń przy okazji.
    Raczej nie ma z kim i o czym prowadzić dyskusji.
  • anna
    05.04.2013 16:33
    Zgadzam się z ,,jeszcze''.Nie wiem po co i dlaczego żona P. Terlikowskiego szukała kontaktu z tym środowiskiem , co , poszła się ,,wyspowiadać " do diabła ? W takiej sytuacji tracę zaufanie zarówno do P. Terlikowskiego jak i Jego żony . Bo niby katolik , a wsparcia szuka u ...
  • vanitas
    05.04.2013 18:17
    Z tego co wiem to "ultrakatolicy" (de facto zwykli katolicy traktujący poważnie swoją wiarę) zarzucali:
    - wywiad w pewnej poczytnej gazecie - w której dość często jedyną prawdziwą informacją jest data;
    - zbytni exhibicjonizm w wywiadzie, bo Pani T prezentowała pewne zbyt intymne szczegóły z życia własnego oraz dzieci (nota bene opis jest interpretacją dla dziecka krzywdzącą);
    - zarzut trzeci trochę żartobliwy - że Pani T przyznała się, iż nie przestrzegała z narzeczonym zasad które głoszą (choć to niewątpliwie strzał we własne kolano - obniża znacznie wiarygodność przekazu) - choć to akurat potraktowano z pewną wyrozumiałością.
    Słowa przeciw temu , że życie w małżeństwie to też krzyż nie czytałem - choć parę "ultrakatolickich" miejsc w internecie odwiedzam.

    Reasumując - kłamie pani w punkcie:
    "wyznanie, że życie w katolickim małżeństwie bywa wysiłkiem, to herezja i podeptanie dogmatu o ciągłej, małżeńskiej idylli."
    oraz co najmniej myli się w punkcie
    "Mówi o wartościach, w których wychowują z mężem dzieci, o trudnościach życia małżeńskiego, ale i o pięknie trwania w wyborze do końca. " - bo w wywiadzie przyznano że z tym wytrwaniem tak nie do końca do końca...

    I sprawa ostatnia - Pani T dała wyraz temu, że NIE ZNA nauczania Kościoła odnośnie antykoncepcji, bo Kościół piórem Pawła VI nauczał, iż DLA SŁUSZNYCH POWODÓW można unikać poczęcia (metodami naturalnymi), natomiast Pani T jako JEDYNY powód podała że nie chce WYSŁUCHIWAĆ głupot na ulicy, mimo iż wszyscy ją namawiają...
  • franz77
    08.04.2013 23:47
    jak milo bylo mi przeczytac komentarz pani vanitas. towarzyszko jestescie dla picu pod tym nickiem, albo prowadzicie cos lub kogos powazniejszego za pysk ?dziekuje za pamiec, czytelnicy i sympatycy GN na pewno nie zapomna tego wpisu i podobnych na ten temat... polecam Cie sw.Jozefowi...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama