Ciocia jak anioł

– Jak by TU opisać ciocię... To jest taki wielki uśmiech na dwóch nogach! – woła Francisco, Nikaraguańczyk, mąż Mirki, dla której doktor Ewa Zarzecka z Żywca jest przyszywaną ciocią.

Reklama

Pamiętam taką scenę – opowiada Janina Kliś, wolontariuszka domowego Hospicjum św. Faustyny Kowalskiej w Żywcu. – Grypa szaleje. W przychodniach kilkadziesiąt osób na jednego lekarza. I akurat wtedy doktor Ewie odzywa się uraz kręgosłupa. Nie jest w stanie wyjść z domu do przychodni. Przychodzę do niej, a w maleńkim mieszkaniu kilku pacjentów – ten na kanapie, ten na krześle, w szlafrokach, w kapciach. To przeziębieni sąsiedzi z klatki przyszli po pomoc. Nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać, gdy widziałam panią doktor ledwo ruszającą się wśród tych chorych ludzi. Ewa Zarzecka śmieje się perliście: – To naprawdę musiał być niezły widok!

Jak samarytanin

Jest lekarzem od 44 lat. Ćwierć wieku pracowała w szpitalu żywieckim, a od 15 lat jest lekarzem rodzinnym w Żywcu-Sporyszu. Pełni też funkcję kierownika medycznego w żywieckim hospicjum. Ufna modlitwa i wspólnota, inni ludzie – to baza, na której buduje. – Doktor Ewunia jest do dyspozycji chorych cały czas – mówią jej przyjaciele. – Łączy pracę zawodową z posługą wolontariusza. Jeszcze niedawno opiekowała się swoją mamą, która dożyła 102 lat. Choć sama choruje, jedzie wszędzie tam, gdzie trzeba pomóc choremu, samotnemu, zaniedbanemu: zrobić pranie, zakupy, ugotować obiad, powiedzieć dobre słowo, uśmiechnąć się, przynieść modlitwę, przyprowadzić księdza z sakramentami. Wszyscy pacjenci hospicyjni i ich rodziny są zgodni: doktor Ewa w domu to najlepszy środek przeciwbólowy. Potrafi zabrać z ulicy do swojego domu człowieka poturbowanego w kolizji samochodowej i opiekować się nim przez kilka dni, zanim będzie w stanie się poruszać sam. Jak Samarytanin z Ewangelii.

Nowe pole działania

Kapituła nagrody Miłosiernego Samarytanina, przyznawanej przez krakowski Wolontariat św. Eliasza, otrzymała pokaźny plik świadectw jej pacjentów. Mówią o jej empatii, pokorze, pełnym nadziei i budującego współczucia uśmiechu. Ma czas dla każdego, nigdy nie spogląda na zegarek kiedy ktoś potrzebuje rozmowy. To ona razem z ks. Zdzisławem Grochalem rozpoczęła działalność żywieckiego hospicjum. – Hospicjum ze św. Faustyną – Apostołką Bożego Miłosierdzia – jako patronką, powstało 15 lat temu. Dokładnie 27 września 1998 roku – mówi dr Ewa. – W czasie diecezjalnego Kongresu Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich w Bielsku usłyszałam jak ks. Zdzisław modlił się o domowe hospicjum. Stwierdziłam, że otwiera się dla mnie nowe pole działania... Dr Ewa mówi, że bardzo do niej trafia nauczanie Jana Pawła II o budowaniu cywilizacji miłości i postrzeganie człowieka chorego jako centrum Bożego świata: – Prymat osoby nad rzeczą, być nad mieć, miłosierdzia nad sprawiedliwością. To się sprawdza na naszych oczach – tylko wtedy będziemy w stanie budować Boży świat.

Ludzie miłosierdzia

Zdaniem pani Ewy Zarzecka, Miłosierny Samarytanin należy się całej wspólnocie hospicjum. Bez wspólnoty życie nie ma sensu: – Bardzo ważne jest dla mnie to, co głosi nauka Soboru Watykańskiego II o otwarciu na świeckich. To, że tak afirmowany jest apostolat ludzi pełniących miłosierdzie, że Kościół musimy budować z żywych kamieni. Utwierdza mnie w tym bardzo wybór papieża Franciszka. Do mieszkania pani doktor co chwilę ktoś dzwoni, w drzwiach pojawiają się goście. – Nie, nie byliśmy umówieni. Każdy wie, że do cioci może przyjść zawsze – mówi Mirka, która dziś przyszła z mężem Francisco. Doktor Ewa opowiada, jakim prezentem jest dziś dla nas mąż Mirki: – Ma imię naszego papieża i pochodzi z jego kontynentu!. – Dla mnie ciocia to anioł – dodaje Mirka. – Kiedy widzę ciocię, księdza i inną wolontariuszkę w samochodzie, w drodze do chorych, mam nieodparte wrażenie, że wyglądają jak aniołowie...

Świadectwo

Podczas gali w Krakowie obecnych poruszyło świadectwo salwatorianina ks. Piotra Majchera, który opowiadał o trosce, jakiej doświadczył od doktor Ewy. Dzięki niej skończył seminarium, a kiedy wyjechał na misje do Meksyku, także tam przysyłała pieniądze na pomoc dla jednej z matek samotnie wychowującej dzieci. A kiedy budował kaplicę, przesłała brakującą sumę na okna i ołtarz. Bo przecież muszą mieć miejsce, gdzie spotkają Jezusa w Eucharystii! Ewa Zarzecka mówi, że osobom poświęconym Bogu jest trudniej w życiu i dlatego trzeba je wspierać. – Tę nagrodę przyjęłam z zażenowaniem, ale powoli zaczynam zauważać, że ważne jest świadectwo. Nie można się wstydzić przynależności do Chrystusa. Chyba przyszedł taki czas, że musimy zaznaczać swoją obecność w świecie, pokazywać, że chrześcijaństwo jest radosne, że niesie nadzieję, że ten czas tutaj, to tylko przystanek. Nasz prawdziwy dom jest tam, gdzie obiecał Jezus.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama