Kamienne gody

Paulina i Konrad Pikosowie pobrali się 70 lat temu. Nie licząc trzech lat wojny, kiedy mąż został siłą wcielony do Wehrmachtu, są ze sobą bez przerwy.

Reklama

Razem mieszkają i razem pracowali, w tym samym zakładzie i w tym samym zawodzie – jako fryzjerzy. Ich mamy nosiły to samo imię – Franciszka. Różni ich jedynie wiek – mąż pani Karoliny jest od niej o dziewięć lat starszy. A poznali się przez przypadek, choć przypadkowi pomogła trochę przyszła teściowa...

Widziałaś Opole?

Paulina Ciolek mieszkała w Chorzowie. Wspomina kochających rodziców i cudowny dom rodzinny. – Żyliśmy wszyscy pod jednym dachem w szacunku i szczerej miłości. Miałam wspaniałych rodziców, uczyłam się na fryzjerkę. Rodzice dawali mi dużo swobody, ale ja odwdzięczałam się tym, że nigdy ich nie zawiodłam – wspomina dziś 90-letnia kobieta. Do zakładu przychodziła czasem Berta Kempa ze swoją, mieszkającą w Koszęcinie, przyjaciółką Franciszką Pikos. – Zwykle chciały, abym to ja je czesała; robiłam to z przyjemnością, choć nieszczególnie zwracałam uwagę na moje klientki – opowiada pani Paulina.

Kiedyś Berta Kempa niespodziewanie zapytała ją, czy widziała Opole i czy nie pojechałaby w niedzielę z nią i jej nastoletnią córką zobaczyć miasto. Gdy zgodzili się rodzice, zgodziła się również Paulina. Miała wtedy 18 lat. W tramwaju okazało się jednak, że Berta jest sama, a gdy Paulina chciała wysiąść, ta powiedziała, że w Bytomiu wsiądzie jeszcze kobieta, którą dobrze zna z zakładu. Była to Franciszka Pikos, przyszła teściowa. – Nie rób nam tego. Chcemy poczuć się młode w twoim towarzystwie, a poza tym nie byłaś przecież nigdy w Opolu – przekonała mnie Berta, gdy byłam zdecydowana wrócić do domu. I tak pojechały do Opola.

Pogoda była piękna. Spacerując po mieście, Franciszka Pikos zaproponowała, aby zrobić jej synowi niespodziankę i odwiedzić go. Konrad miał wtedy 27 lat, pracował jako fryzjer i mieszkał w niedużej kawalerce. Paulinie serce biło jak oszalałe. – Nie chciałam tam iść, ogromnie się bałam, ale obie panie przekonały mnie, że razem pójdziemy do kościoła. Była przecież niedziela i trzeba było iść na Mszę – wspomina wyjazd do Opola. Gdy zapukali i weszli do mieszkania, Konrad na taborecie wiązał buty, za chwilę miał iść do kościoła. Po latach czas nie zatarł nic w pamięci z tego spotkania, a był to maj 1942 roku.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama