Osieroceni

Są w dużych miastach i małych wioskach; często młodzi i wykształceni, ale nieprzygotowani na taką stratę i zagubieni w formalnościach. Problemom rodziców dzieci utraconych poświęcono tegoroczne dni pastoralne w Płocku.

Reklama

Uderzające jest, jak podobne są doświadczenia i odczucia rodziców, którzy stracili dziecko przed jego narodzeniem. Najczęściej nie wiedzieli, że mają prawo do odebrania ciała dziecka i pochowania go. Natrafiali na opór lub niedoinformowanie środowiska lekarskiego, szczątkowe informacje uzyskiwali z różnych źródeł. Czasem pomógł ktoś z pracowników szpitala, ale w tajemnicy przed resztą personelu.

Katarzyna i Piotr Drągowie z Krakowa, oboje pracownicy naukowi Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, stracili dziecko. Teraz opowiadają: – Nie wiedzieliśmy o tym, że możemy nadać mu imię, że możemy dostać akt urodzenia, że możemy dostać jego ciało i je pochować, że możemy poprosić księdza, aby nam towarzyszył. O swoich doświadczeniach opowiadali uczestnikom Płockich Dni Pastoralnych po to, by zbudować pewną wrażliwość i podzielić się wiedzą. Ona może przydać się każdemu, bo takich sytuacji w rodzinach jest coraz więcej. Monika Staszewska, położna, doradczyni laktacyjna, autorka poczytnej książki „Bez lęku”, mówiła, że w Polsce w ten sposób umiera ok. 40 tys. dzieci rocznie. To tylko szacunki, wiele przedwcześnie zmarłych dzieci nie zostało nigdzie zarejestrowanych.

– Można powiedzieć, że wśród nas nie ma takiej osoby, która w swojej rodzinie nie doświadczyła straty dziecka, jeszcze w łonie mamy. Jednak my, chrześcijanie, często zapominamy o tych dzieciach, które są już u Pana Boga – mówiła Staszewska.

Prawo po stronie

Paradoksem jest to, że tych kilka podstawowych informacji można zmieścić w niedużym folderze. Taki miniporadnik dla osieroconych rodziców i ich przyjaciół rozprowadzany jest już w naszej diecezji, a pierwsze foldery otrzymali uczestnicy Płockich Dni Pastoralnych. Katarzyna i Piotr Drągowie przyznali, że gdyby podobny informator trafił w ich ręce, uniknęliby trudności i potwornego lęku, że nie uda się im odebrać ciała zmarłego synka. – Po trochu uzyskiwaliśmy jakąś cząstkę informacji – wspominali swoje doświadczenia. Tymczasem „prawo zapewnia nam możliwość godnego pochówku człowieka, także tego Małego, które zmarło przed swoimi narodzinami” – można przeczytać już na początku informatora „Krok po kroku”.

Miniporadnik podpowiada, by w szpitalu rodzice od razu zastrzegli, że chcą odebrać ciało dziecka i poprosili o wystawienie karty zgonu. „Szpital musi wydać ten dokument, podobnie jak zwłoki dziecka, niezależnie od jego wieku”, czytamy. To szpital ma też obowiązek poinformowania USC o narodzinach martwego dziecka w ciągu 3 dni lub dać rodzicom takie zawiadomienie, by sami mieli możliwości to zrobić. Urząd Stanu Cywilnego z kolei wystawia akt urodzenia, który jest zarazem aktem zgonu dziecka. I wreszcie rodzice mają prawo do pochowania takiego dziecka, a w świetle prawa kościelnego do pełnego pogrzebu, choć dziecko zmarło bez sakramentu chrztu.

– Prawo tak się zmieniało w Polsce, że do 2002 roku ciałka tych dzieci po prostu spalano, traktowano je jako bliżej nieokreślone szczątki. Potem wchodziły nowe rozporządzenia. Takie znaczące jest z 2007 roku, kiedy, deklarujący się jako osoba niewierząca, minister zdrowia Zbigniew Religa zdefiniował zwłoki, mówiąc, że są nimi ciała zmarłych i szczątki dzieci, zmarłych przed narodzeniem – wyjaśniał ks. Jacek Kotowski, diecezjalny duszpasterz rodzin diecezji łomżyńskiej, w której pomaga się takim rodzinom. Doszło do porozumienia między stroną kościelną, szpitalami i urzędem miasta; powstał wspólny grób dzieci utraconych, gdzie chowane są ciałka, których rodzice nie odebrali ze szpitala. Powstała też specjalna instrukcja o pogrzebie takich dzieci, której autorem jest bp Stanisław Stefanek.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama