Tato, kiedy przyjedziesz?

Tułają się od 10 lat po Polsce, próbując normalnie żyć. Ale żadna instytucja nie mogła im do tej pory pomóc. Może gdyby ćpali, pili lub bili, byłoby łatwiej...

Reklama

Waldemar Kuczyński wychował się w domu dziecka. Z bratem, który miał więcej szczęścia i został adoptowany przez niemiecką rodzinę, spotkał się po 40 latach rozłąki dopiero rok temu, jesienią – na pogrzebie ojca. Matki też nie znał.

Bo płyta była za ciężka

Dziwne to było miejsce, ale innego nie znał. Więc nie szokowały go sadystyczne kary – niemal za wszystko: łosoś, czyli wiszenie głową w dół, wierzba, czyli podciąganie na pętli do szubienicy, czy gruszka, czyli cios w plecy. Personel miał ich wychować na oddanych funkcjonariuszy milicji. W stanie wojennym podobno wozili ich na akcje do domów opozycjonistów, żeby podrzucali im bibułę. Miał wtedy 15 lat. Było, minęło – choć ślady zostawiło. Wzrok Waldemara Kuczyńskiego uszkodzony przez bicie kablem od żelazka, w potylicę. Gdyby dom dziecka opuszczał dziś, może wiedziałby o życiu więcej niż wtedy. A tak, uczyć się musiał sam. – Straszny zakapior byłem, bo w domu dziecka nauczyli, że wygrywa silniejszy – mówi.

W Annie zakochał się ponad dziesięć lat temu. Wzięli ślub. Dwójka dzieci chodzi do szkoły podstawowej w Wesołej. Tu mieszkali chyba najdłużej w ciągu ostatniej dekady. Z jednego mieszkania musieli się wyprowadzić, bo nie było ich stać. Z drugiego ich wyrzucono, bo nie akceptował ich syn właścicielki. Choć płacili. Wcześniej w Pruszkowie chory psychicznie gospodarz powiesił im psa i spalił rzeczy. Przed Bożym Narodzeniem wymontował drzwi i wyłączył prąd. Wtedy trafili na pół roku do Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Mieszkali przynajmniej razem. Choć regulamin nie pozwolił im mieszkać dłużej niż pół roku. Tułają się po Polsce już 10 lat: byli pod Szczecinem, we Wrocławiu, w Lublinie, w Białej Podlaskiej. Nigdzie nie potrafiono im pomóc. Więc odsyłano dalej, aż wrócili do Warszawy. Tu, gdzie w 2004 r. on stracił pracę w księgowości. Od tej pory imał się różnych zajęć, m.in. w budowlance, na poczcie, pomagał księdzu na plebanii. Ale jak brygadzista zobaczył, że nie podniesie płyty chodnikowej, bo sam waży ledwie 3–4 razy więcej niż ona...

– Jestem już strzępkiem nerwów. Jak żyć spokojnie, kiedy nie ma się ani dachu nad głową, ani pomocy, ani stabilizacji, niczego...? – pyta Waldemar Kuczyński. Ubrany w T-shirt i jeansy nie wyróżnia się z warszawskiego tłumu. Może poza bardzo zniszczonymi zębami. – To zła dieta – wyjaśnia. Rzeczywiście, żona i dzieci cierpią na podobne problemy. Kiedy zjawia się w redakcji GN, ma w kieszeni ponoć tylko złotówkę. Za przejazdy nie płacą od dawna. – Na jedzenie nie mamy, a mamy płacić za autobus? Mi się nic od życia nie należy, ja mogę zdychać – wyrzeka w chwilach załamania.

Głupot już dość

Długów u właścicieli, którzy wynajmują im różne kąty, nie mają. Poza jednym, który egzekwuje komornik, zaciągniętym sześć lat temu, gdy uznali, że już dłużej nie będą liczyć na pomoc społeczną. Z 700 zł renty socjalnej Anny, ściąga dziś co miesiąc 200. – Głupotą było brać, ale jak nie było co do garnka włożyć, to co mieliśmy robić? – pyta Waldemar. Cztery lata temu w desperacji dał nawet ogłoszenie w lokalnej prasie, że odda nerkę za pieniądze. – Narobiło się w życiu błędów – mówi. Od kilku lat starają się robić wszystko, czego żądają urzędnicy. Tak przynajmniej deklaruje pan Waldemar. W teczce ma zaświadczenia o ukończeniu chyba z dziesięciu kursów, dwa razy podejmował program wychodzenia z bezdomności. Prawie się udało, bo kilka razy wynajmowali mieszkania i próbowali sami stanąć na nogi. 6 czerwca trafili po raz drugi do Ośrodka Interwencji Kryzysowej, tym razem na ul. Dalibora, na Woli. Ale ośrodek nie miał miejsca dla całej rodziny. Zaproponowano, że zostanie tylko żona z dziećmi. Jemu kazano szukać miejsca w schronisku dla bezdomnych. Nocuje więc w parkach, na Dworcu Centralnym, albo – jeśli uda się zdobyć jakieś pieniądze – w hotelu robotniczym na Annopolu. A dzieci ślą SMS-y: „Tato, kiedy przyjdziesz?”. I wzruszające piosenki o ojcu, którego potrzebują dzieci.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| POMOC, RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama