Dogtor się nie zraża

Kelly, Gina, Brego, Akma… przez uzdrowienie emocji pracują nad przywróceniem do zdrowia całego człowieka.

Reklama

Każdy z nich posiada stosowny certyfikat. Od innych terapeutów odróżnia ich jednak fakt, że poruszają się na czterech łapach. Olek zaczął przychodzić na zajęcia z dogoterapii, gdy miał sześć lat. Początkowo podchodził do psa z rezerwą, ale z czasem bardzo polubił te zajęcia. Potrafił z pamięci wymieniać imiona psów pracujących w fundacji. Kubuś zaczął przychodzić na zajęcia w wieku pięciu lat. Miał słaby kontakt z innymi. Był zagrożony autyzmem. Na początku zdawał się psa nie dostrzegać. Pies się jednak nie zrażał. Po prostu był. Czasem domagał się uwagi, ale w sposób sympatyczny. Po czasie wykształciła się między nimi przyjaźń. Jeden z chłopców przebywających w domu dziecka po skończonych zajęciach powiedział z dumą: Ja już mam się do kogo przytulać. Dziewczynka cierpiąca na echolalię (zaburzenie, objawiające się powtarzaniem słów lub zwrotów) po raz pierwszy na pytanie „kogo lubisz?” nie odpowiedziała pytaniem. Powiedziała: „piesa”. To tylko niektóre przypadki wspominane przez wolontariuszy z fundacji Dogtor. Może się wydawać, że nie są to wielkie sukcesy, ale dla podopiecznych fundacji to kroki milowe w ich życiu.

Nie tylko najmłodsi

– Pomagamy głównie dzieciom. Pracujemy z tymi dotkniętymi autyzmem, z zespołem Downa. Opieką obejmujemy również wychowanków domów dziecka oraz dzieci zaniedbane społecznie. Szczególnie te, które są pod opieką Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej – relacjonuje zakres działań Magdalena Madajczyk, prezes fundacji Dogtor. – Ale chodzimy także do osób starszych. Odwiedzamy hospicja, pomagamy też osobom dorosłym z zaburzeniami psychicznymi – dodaje. Tuż obok stolika w sali, w której odbywają się zajęcia, leży Gina, czarny hovawart o mądrych, cierpliwych oczach. – Zwierzęta przełamują bariery. Nie oceniają człowieka, akceptują go takim, jaki jest. Nie stawiają wygórowanych wymagań. – mówi pani Magdalena. – Pies zawsze się cieszy. Wnosi dużo radości. Jest tematem do rozmów – podkreśla.

Joanna Jórasz wolontariuszką fundacji jest od 2007. Jako jedna z nielicznych nie ma psa. Prowadzi zajęcia i wspomaga fundację swoją wiedzą. Z wykształcenia jest psychologiem. – W przypadku dzieci autystycznych terapia słowem w zasadzie jest mało efektywna. Nawiązanie relacji emocjonalnej między dzieckiem a psem jest łatwiejsze. U dzieci z autyzmem można tak zaangażować psa w zajęcia, żeby dziecko chciało wykonywać czynności, które są żmudne. Podobnie jest z dziećmi z porażeniem mózgowym. Rehabilitacja klasyczna jest nudna… Powtarzanie pewnych ćwiczeń ruchowych nie jest atrakcyjne dla dorosłych, a co dopiero dla dzieci. Wszystko trzeba zorganizować tak, żeby dziecko chciało ćwiczyć. Przechodzenie pod psem czy rzucanie mu piłki sprawia, że dzieci ćwiczą chętniej – dzieli się pani Joanna. – Rozkładamy tunel. Pies przechodzi przez niego pierwszy. Pokazuje, że się nie boi, że to nic strasznego. Dzieci czołgają się za nim. Albo biegną za nim przez tor przeszkód. Tych ćwiczeń jest mnóstwo. A przytulenie do czworonoga jest dla dzieci wielką nagrodą. To element motywujący – opisuje jeden ze sposobów działań na zajęciach. – Trzeba jednak pamiętać o tym, że dogoterapia jest metodą wspomagającą – dodaje pani prezes.

Selekcja

Psy wykorzystywane w dogoterapii są selekcjonowane, a później szkolone. Nie każdy pies nadaje się do tej pracy. Ponieważ psy często pracują w grupach, nie mogą być agresywne nie tylko względem człowieka. – Pies musi być nastawiony na kontakt z człowiekiem i przedkładać go nad kontakt z innymi psami. Jeżeli w jakimś miejscu pracuje grupa psów, one nie mogą się bawić między sobą. Nawet odpięte ze smyczy muszą wchodzić w interakcję z człowiekiem – mówi pani Magdalena. – Jeżeli pies nie jest nastawiony na współpracę z człowiekiem, to raczej do dogoterapii się nie nadaje. W czasie szkolenia, trzeba go nauczyć, że człowiek jest fajny. Dlatego nasze metody szkolenia opierają się tylko na metodach pozytywnych. Nagradzamy pożądane zachowanie, nie szarpiemy, nie krzyczymy, nie bijemy. Naszym psom fundacyjnym człowiek kojarzy się z przyjemnością. Z zabawą, z jedzeniem, z osobą, od której nie spotka go żadna krzywda – dodaje.

Dogtorowa rodzina

Obecnie w fundacji pracuje 20 ludzi i 12 psów. Pod opieką mają 250 osób. Każdy z wolontariuszy na pracę poświęca co najmniej godzinę w tygodniu. Sam też wybiera rodzaj zajęć, w jakich chce uczestniczyć. Pomoc ludziom wytwarza między nimi rodzinne więzi. – Tu jest niesamowity klimat. Nie tylko dla dzieci i ludzi, którzy korzystają z opieki fundacji. Tworzymy środowisko. Wspólnie przeżywamy ważne momenty. Organizujemy wigilie. Możemy liczyć na siebie nawzajem – mówi Joanna Jórasz. – Jak ktoś bierze ślub, to zawsze idziemy pod kościół z naszymi czworonogami. Praca przenika nasze życie prywatne. Spotykamy się w różnych sytuacjach. Nasze przyjaźnie trwają dłużej niż życie naszych czworonogów – dodaje pani Magda.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama