Drogie królewskie dziecko

Jeśli dziecko nie jest chciane, przestaje być traktowane jak człowiek.

Reklama

Gdy piszę te słowa, Wielka Brytania i połowa świata podobno wstrzymują oddech. Bo oto pierwsze swoje dziecko rodzi księżna Katarzyna. Podobno towarzyszy jej mąż, książę William. A świat obserwuje doniesienia stacji telewizyjnych i czyta doniesienia portali internetowych. Dziecko królewskie podobno podnosi ciśnienie zarówno prostym Brytyjczykom, jak i koronowanym głowom: bo oto monarchia zachowa ciągłość.

A mały książę, bądź księżniczka, za czas jakiś założy koronę oraz zgarnie majątek, który opiewa na niebotyczne sumy. Drogie dziecko – można rzec – w przenośni i dosłownie. I oczywiście należy królewskiemu dziecku życzyć wszystkiego, co najlepsze: przede wszystkim miłości rodziców, pogodnego dzieciństwa, prawa do prywatności i zdrowia. A jego rodzicom, by się kochali coraz bardziej i potrafili stworzyć potomkowi dobry dom. Chociażby w pałacu… I jedno tylko w tej ogólnej radości pt. „baby royal” zastanawia, czy wręcz powoduje pewien dysonans poznawczy.

Otóż dziecko królewskie, oczekiwane przez rodziców i miliony Brytyjczyków, od początku było… dzieckiem. Nawet jeszcze wtedy, gdy para książęca starała się o nie. I rzecz jasna, książątko dzieckiem było od początku książęcej ciąży. „Wielka Brytania czeka na dziecko”. „Księżna Kate cieszy się z dziecka”, „Z powodu porannych nudności księżna Cambridge w obawie o dziecko trafiła do szpitala”, itd. Media angielskie, które przez prawie dziewięć miesięcy przeprowadzały relacje on line z brzucha księżnej Kate, pisały o królewskim potomku zawsze z pełnym szacunkiem, oddając (słusznie zresztą) kilkucentymetrowemu człowiekowi należną godność. Jednocześnie jednak, niemal na tych samych stronach, opisywały pozostałe dzieci, które nie miały szczęścia począć się w rodzinie królewskiej. A opisywały zgoła inaczej. Pół biedy, gdy dzieci były planowane. Wtedy zwykle miały jeszcze szansę być nazywane „dziećmi”.

Jeśli jednak konkretne dziecko nie tylko nie miało rodziców książąt, ale po prostu nie było chciane, jego ranga natychmiast malała. Stawało się „podludziem” – płodem w najlepszym wypadku, problemem niepełnoletniej matki czy też po prostu „prawem wyboru”. A jak wiadomo, z tego „prawa wyboru” brytyjskie matki korzystają w przerażającej liczbie. Straszne to czasy, gdy tylko „płód w koronie” to dziecko. Koronujmy więc, jak się da, wszystkie pozostałe, drogie (!) dzieci. Dopóki są.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • m59
    25.07.2013 09:28
    Chyba sezon ogórkowy.
  • Maluczki
    25.07.2013 16:39
    Monarchia, to system wprowadzony przez religię materialistyczną, więc nic dziwnego że są w nim nadludzie, ludzie i podludzie.
    Wszystkie religie mają swoje ustroje państwowe, jedynie katolicy wyrzekli się swojego, choć mają go od Boga. Ciekawe dlaczego?
  • Renata
    25.07.2013 16:54
    Zgadzam się z panią Puścikowską. Jest to dla mnie bardzo smutna sprawa, że człowiek raz jest traktowany jako KTOŚ,człowiek już od poczęcia i jednocześnie - o zgrozo- traktowany jako COŚ, problem do usunięcia. Mam 39 lat i jestem w ciąży,to dopiero 4 tydzień, więc nie wiem czy to dziewczynka, czy chłopiec, ale już kocham moje dzieciątko. Pokazałam parę dni temu mojej dwójce dzieciaczków w GN jak ich nowa siostrzyczka lub braciszek będzie zmieniać się u mamy w brzuszku.były zachwycone. Bardzo się cieszę, że redakcja GN zamieściła ,,9 miesięcy rozwoju dziecka w niecały kwadrans,, :-) "Życie jest piękne". My,mamy, musimy modlić się do Ducha Świętego o światło dla zagubionych kobiet,aby umiały przyjąć macierzyństwo jako dar i łaskę.
  • gut
    25.07.2013 19:46
    Bardzo mądre. :)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama