Many, many problems

- Swojski chop, kery chce nom pomóc - tak młodzież Nikiszowca scharakteryzowała prof. Philipa Zimbardo.


Reklama

Wszystko zaczęło się dość nieoczekiwanie. – Śmiejemy się, że połączyło nas przeznaczenie – nasz skrót to FIL, a do profesora znajomi również zwracają się Phil – uśmiecha się Waldemar Jan, prezes stowarzyszenia Fabryka Inicjatyw Lokalnych.
W pewien grudniowy poranek w siedzibie stowarzyszenia zadzwonił telefon. – Dzwonił przedstawiciel Uniwersytetu Śląskiego z pytaniem, czy możemy profesorowi Zimbardo, który akurat miał w Katowicach wykłady, pokazać Nikiszowiec – wspomina Anna Skiba z FIL.

Dziewczyny pracujące w stowarzyszeniu wpadły w lekką panikę, ponieważ w biurze panował rozgardiasz. Zaczęły się gorączkowe poszukiwania mieszkańca osiedla, który mógłby gościowi coś opowiedzieć po angielsku. Okazało się, że sławny prof. Zimbardo jest szalenie miłym starszym panem, który żywo zainteresował się działalnością FIL. – Rozmawialiśmy o zajęciach, które organizujemy dla młodzieży, i o aktywizacji lokalnej społeczności. W pewnym momencie profesor wyciągnął z kieszeni wizytówkę, na której napisał, że jeżeli uda nam się znaleźć odpowiedni lokal, on zobowiązuje się ufundować do niego zestaw do karaoke – wspomina A. Skiba. Wizytówka i zdjęcie dokumentujące tamtą chwilę do dziś są przechowywane przez członków stowarzyszenia.


Rozpoczęły się poszukiwania lokalu. – Wszędzie, gdzie się zgłaszaliśmy, okazywało się, że przychodzimy o dwa lub trzy dni za późno, że właśnie tę powierzchnię przyznano komuś innemu – relacjonuje A. Skiba. Jednocześnie władze UŚ zapewniały stowarzyszenie, że deklaracja prof. Zimbardo jest jak najbardziej obowiązująca. Uczelnia również zobligowała się do pomocy. – Zbliżał się termin kolejnej wizyty profesora, a my ciągle nie mieliśmy lokalu. Właściwie straciliśmy już nadzieję, że nam się uda. Był nawet taki roboczy pomysł, że zainaugurujemy działalność Zimbardo Youth Center u nas w siedzibie, a później, jak znajdzie się lokal, przeprowadzimy się. W ostatniej chwili otrzymaliśmy informację, że zwolnił się lokal przy pl. Wyzwolenia – mówi A. Skiba.


Lokalizacja do ostatnich chwil nie była pewna. Członkowie stowarzyszenia zdawali sobie sprawę, że przystąpienie do przetargu na komercyjnych warunkach jest poza ich zasięgiem. – Postanowiliśmy przedstawić profil naszej działalności zarządowi spółdzielni i przedstawicielom kopalni „Wieczorek”, do której spółdzielnia należy. Nasza inicjatywa jest działalnością społeczną, niekomercyjną. Pomagał nam w tym jeden z mieszkańców Nikiszowca – wspomina A. Skiba. Cel udało się osiągnąć. Niestety, w lokalu potrzebny jest generalny remont. – Wcześniej mieścił się tam salon gier i tak naprawdę tajemnicą pozostaje, co tak naprawdę się tu działo. Śmialiśmy się z prof. Zimbardo, że łączy nas „mafia” – jego rodzina pochodzi z Sycylii – mówi W. Jan.


Prof. Zimbardo był pod wrażeniem uporu członków FIL, którzy mimo – jak to określił – „many, many problems” osiągnęli cel. Obecnie trwa poszukiwanie sponsorów, którzy wspomogą remont pomieszczeń. – Zgłosiła się już nasza młodzież, chętna do pomocy. Ale oni nie są w stanie przeprowadzić prac budowlanych. Na pewno się przyłączą do malowania i sprzątania. My także będziemy się angażować w remont – zapewnia Anna Rogowska z FIL.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama