Na razie jestem stażystką

Jeśli chodzi o naprotechnologię, województwo warmińsko-mazurskie pozostaje białą plamą na mapie Polski. O tym, co może się w naszym regionie zmienić, ale także o tym, że model Creightona jest dla wszystkich, o roli męża i duszpasterstwie dla osób z problemem niepłodności z Martą Stasieło rozmawia Łukasz Czechyra.

Reklama

Łukasz Czechyra: Wróciłaś właśnie z kursu dla instruktorów Modelu Creightona, podstawowego narzędzia wykorzystywanego przy naprotechnologii, ale nie tylko.

Marta Stasieło: – Zgadza się, był to kurs Fertility Care Practitioner, co można przetłumaczyć jako kurs praktykujących troskę o płodność. Takie kursy w Europie organizowane są raz w roku, w zeszłym roku kurs odbył się w Polsce, tym razem było to w Galway w Irlandii. Oprócz instruktorów i wykładowców przyjechało 24 studentów, w tym 4 osoby z Polski – z Wrocławia, Krakowa, Bielska-Białej i ja.

Kurs w Irlandii to dopiero pierwszy etap w uzyskaniu tytułu certyfikowanego instruktora Modelu Creightona. Co dalej?

W Irlandii przeszłam pierwszy etap szkolenia, który trwał 8 dni, podczas których bardzo intensywnie pracowaliśmy. Od rana do wieczora mieliśmy wykłady, ćwiczenia, zajęcia praktyczne, wieczory z kolei przeznaczaliśmy na naukę – podczas kursu zdawaliśmy dwa egzaminy. Teraz przez pół roku – do marca – będę prowadziła nadzorowaną praktykę. W marcu odbędzie się kolejna część szkolenia, również w Irlandii, ale już na bardziej zaawansowanym poziomie – każdy ze studentów będzie już miał za sobą praktykę, będziemy dzielić się doświadczeniami, omawiać poszczególne przypadki – wszystko, żeby lepiej wykorzystać to w swojej pracy. Kolejne pół roku to znowu czas na nadzorowany staż i potem wreszcie będę mogła samodzielnie prowadzić praktykę.

Jesteś pierwszą osobą z naszego regionu, która odbyła taki kurs i otrzymała certyfikat.

Na razie tylko stażystką, ale faktycznie, jestem pierwsza. Kiedy patrzyliśmy na mapę naprotechnologii w Europie, w naszym województwie warmińsko-mazurskim było pusto. W innych częściach kraju, szczególnie na południu i w centrum jest to już dobrze rozwinięte. Najbliżsi instruktorzy są w Gdańsku, Białymstoku i Warszawie, czyli dość daleko. Teraz trzeba zacząć działać w Olsztynie i okolicach. Podczas całego okresu mojego nadzorowanego stażu muszę przyjąć co najmniej 18 kobiet. Moim opiekunem jest Ann Prebil, jedna z czterech osób, które stworzyły naprotechnologię. Ja będę relacjonować jej moje przypadki, a ona będzie mi pomagać, żebym jeszcze lepiej wykonywała swoją pracę. Na pewno jednak w końcu będzie potrzebny też w naszym regionie lekarz.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z naprotechnologią? Kiedy zdecydowałaś się, że to może być coś więcej?

Jeszcze przed ślubem interesowałam się naturalnymi metodami rozpoznawania płodności, więc i naprotechnologią – można powiedzieć, że to była moja pasja. Potem razem z mężem Jackiem zaczęliśmy prowadzić spotkania dla narzeczonych dotyczące właśnie metod rozpoznawania płodności. Po roku małżeństwa zaczęliśmy się starać o dziecko i okazało się, że to wcale nie jest taka prosta sprawa. Po jakimś czasie dowiedzieliśmy, że mamy problem z niepłodnością, i pojechaliśmy do dr. Wasilewskiego, który prowadzi klinikę naprotechnologii w Białymstoku. Tam jeszcze głębiej poznałam naprotechnologię, a już całkowicie poruszyło mnie podejście lekarzy, pracowników, instruktorów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama