Rodzinne (prze)twory

(Prze)twory. Domowy sposób na zawekowanie w małych słoiczkach tego, co najlepsze. Na długą i często trudną zimę dorosłości.

Reklama

Do manufaktury rodzinnej, zwanej robieniem zapasów, trzeba dojrzeć. Długo wydaje się to głupawe, niepotrzebne. Ostatecznie w XXI w. nie musimy, jak nasze prababki i ciotki, ślęczeć godzinami nad garem, by uwarzyć pięć słoików dżemu jagodowego, mus jabłkowy czy ukisić litry ogórków. W sklepach jest przecież wszystko. A gdy się dobrze przeliczy zmarnowany na zrobienie przetworów czas, doda do tego ceny warzyw czy owoców, słoików oraz zużytej energii, to można dojść do wniosku, że własnoręczna produkcja przetworów nie opłaca się. Tym bardziej że jeśli ma się babcię, ciocię czy matkę nadal hołdującą pradawnemu, przedzimowemu zajęciu, możemy być pewni: przetwory same do nas przybędą. W dużej ilości. Ale jakoś to się tak dziwnie składa, że prędzej czy później nawet najbardziej zatwardziałe przeciwniczki „babrania się” przy domowych zapasach zmieniają nastawienie. I jesienną porą nastawiają, co się da: a to powidła śliwkowe, a to sałatkę z cukinii i papryki. Bądź też własnoręcznie, dziwiąc się osobistej przemianie, zakręcają kolejne słoiki swojskiego soku. W tym roku wśród koleżanek bliższych i dalszych istny słoikowy szał. Nie wiedzieć, czy po prostu (jak zaawansowane wiekiem śliwki na dżem) dojrzałyśmy do produkcji przetworów, nie wiedzieć, czy to swoista moda, lub też (jak żartują niektóre panie) efekt medialnie zapowiedzianej zimy stulecia. Ostatecznie przecież, gdy zasypie i zawieje, dobrze mieć w spiżarni wszystko, co potrzeba.

A może po prostu w świecie niezdrowej jedzeniowej komercji, szalonej chemii, która wyziera z każdego zakupionego produktu, swojski powrót do przetwórstwa własnoręcznego to nieuświadomiona babska walka z przetworzonym światem przeciwutleniaczy, polepszaczy, konserwantów i sztucznych barwników? A może też w świecie postępu i nowoczesności – który wartość kobiety i rodziny często sprowadza do pytań: ile zarobiłaś, jak długo pracowałaś, ile chcesz jeszcze osiągnąć i jak zainwestowałaś w dzieci? – powrót do robienia przetworów jest po prostu symbolicznym powrotem do… normalności. Symbolicznym, a jednak konkretnym. Bo chociaż powidła ze śliwek potencjalnie nie mają mocy sprawczej, by tzw. postęp i nowoczesność doceniły rodzinę, nie tylko zawodową pracę kobiety, to dżemy mają moc! Dzięki nim w domu pachnie, a dzieci cieszą się słodkim smakiem… prawdziwie domowej atmosfery. I zapamiętają ten zapach i smak do końca życia.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Maluczki
    11.10.2013 10:32
    Oj pani Agato! Już myślałem, że uraczy nas Pani jakąś głębokością życiową, jak to należy w młodości przygotowywać konfitury życiowe na starość, a tu tylko zwykłe konfitury i dżemy.
    Pani Agato, najlepszą konfiturą życiową na dojrzałość i starość jest wzajemne obdarowanie się małżonków miłością oblubieńczą, która jest czysta, czyli pierwsza i jedyna. Jest to najlepsza konfitura dla całej rodziny, a jej najwspanialszą cechą jest to, że dla małżonków zatrzymuje się czas. Są dla siebie ciągle młodzi i się kochający, bo połączeni są nierozerwalną więzią Bożą.
    UWAGA!
    Dla materialistów ta konfitura jest niedostępna!
    Materialiści, to przecież egoiści, a egoiści nie są zdolni do miłości.
    Dla ogłupionych: Materialiści, to ci, których większość przezywa ateistami.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama