Gdzie jest mój brat?

- To miało być nasze czwarte dziecko. Starsi synowie i córka bardzo się cieszyli. Wszystkim dookoła opowiadali, że będą mieć brata - wspomina Justyna Kowalczyk. Ale Kazio zmarł tuż przed swoimi narodzinami.

Dzieci z niecierpliwością czekały na brata. Dotykały brzucha mamy, cieszyły się, kiedy wyczuły ruch. Zanim poszły spać, mówiły Kaziowi „dobranoc” i śpiewały kołysanki. – Nie zdążyły go poznać. Mały człowiek, na którego czekaliśmy z wielką miłością i radością, zasnął we mnie w 39. tygodniu ciąży – opowiada Justyna Kowalczyk. Nie powiedziała dzieciom o śmierci ich brata. Zrobił to jej mąż. – Byłam w ciężkim stanie. Nie mogłam się poruszyć, straciłam mnóstwo krwi. Ciężko mi było nawet otworzyć usta – wspomina pani Justyna. Rodzina odwiedziła ją dopiero po kilkunastu godzinach po wybudzeniu z narkozy. „Mamo, czy nam go pokażesz?” – to pierwsze słowa, jakie usłyszała od synów i córki.

– Byłam zdziwiona. Jednak po chwili odpowiedziałam, że tak, jasne, to jest wasz brat. Bardzo chciały go zobaczyć i się pożegnać – opowiada. Maciek, trzeci syn Anny Suchomskiej, zmarł na początku ciąży. Dzieci nie wiedziały jeszcze, że będą miały brata. – Może dlatego było nam łatwiej przekazać im informację, że straciliśmy Maciusia – mówi Anna. – A może trudniej? – dodaje po chwili zastanowienia.

A kiedy wróci?

Wielu rodziców zadaje sobie pytanie, czy należy rozmawiać z dziećmi o śmierci najbliższej osoby. – Ci, którzy unikają tematu, myślą, że problem sam się rozwiąże. „Bo są za małe, nie zrozumieją, zapomną”. Inni uważają, że mówienie o umieraniu może być dla dziecka zbyt bolesne i negatywnie odbić się na jego psychice. To błędne założenie – tłumaczy Jarosław Zabojszcz, psycholog. W jaki sposób należy mówić o śmierci? – Szczerze, zrozumiale i naturalnie. To wymaga od samych rodziców dojrzałości w wierze, uporządkowania tego tematu w samym sobie – odpowiada ks. dr Jan Uchwat, wykładowca teologii moralnej. – Nie powinniśmy koloryzować, używać słów, które omijają prawdę. Kiedy powiemy, że ktoś bliski „odszedł”, prawdopodobnie po chwili usłyszymy pytania: „Dokąd poszedł?”, „a kiedy wróci?” – wyjaśnia J. Zabojszcz. – Bardzo trudno jest mówić o umieraniu dzieciom wychowywanym poza wiarą. Dla nich śmierć oznacza nicość – dodaje.

Anna Suchomska całymi dniami płakała. Jej mąż Adam podobnie. Atmosfera w domu jednoznacznie wskazywała na to, że wydarzyło się coś złego. – Stwierdziliśmy, że nie będziemy okłamywali dzieci. Oznajmiliśmy im: „Macie brata – Maćka, który jest teraz w niebie” – wspomina. – „A co to niebo? – często można usłyszeć w takich sytuacjach. Warto wtedy mówić o cudownym i fajnym miejscu, gdzie przebywają ciekawi, często młodzi ludzie, tacy jak bł. Chiara „Luce” Badano czy św. Dominik Savio – uważa ks. dr Jacek Socha, teolog moralista. – Moja młodsza córka przyjęła podobne tłumaczenie bez żadnych zastrzeżeń – przyznaje pani Justyna. Kiedy dziewczynka widziała smutek mamy, podchodziła, przytulała ją i szeptała: „Nie płacz, on jest naprawdę szczęśliwy”. – Mówiła to z wielką pewnością siebie i spokojem. Inaczej było w przypadku Stasia, najstarszego syna. Nie chciał w ogóle rozmawiać.

 

Buntował się. Jemu trudniej było znaleźć odpowiedź na pytania: „gdzie jest mój brat?”, „dlaczego Bóg nam go zabrał?” – opowiada pani Justyna. W perspektywie chrześcijańskiej śmierć to przejście z życia doczesnego do wieczności. Jak pokazuje praktyka Jarosława Zabojszcza, prawdę tę trudniej zaakceptować nastolatkom niż dzieciom. – Młody człowiek w okresie adolescencji (dojrzewania – przyp. red.) jest bardziej świadomy straty, co powoduje u niego większą złość. Często śmierć wiąże z bólem, cierpieniem, czymś zdecydowanie negatywnym. Jeśli jest osobą wierzącą, należy mu uświadomić, że umieranie nie jest karą nałożoną przez Boga na człowieka – mówi Zabojszcz. – Z pomocą przychodzi nam Ewangelia. Jezus nigdy nie godził się na umieranie ludzi, a Jego największym sprzeciwem wobec śmierci było zmartwychwstanie – uzupełnia ks. Socha. – W takim momencie powinno się powiedzieć o cierpieniu Chrystusa na krzyżu. Dzięki niemu, każdy człowiek ma szansę na życie wieczne, w którym nie ma chorób, bólu i starości – dodaje ks. Uchwat.

Żegnaj

Dzieci niejednokrotnie obwiniają siebie za śmierć najbliższej osoby. – Sypie śnieg. Bracia wychodzą na sanki. Świetnie się bawią. W pewnym momencie jeden z chłopców upada, uderza głową w kamień i umiera. Taka sytuacja zdarzyła się naprawdę. Brat, którzy przeżył, uznał siebie za winnego, chociaż nie miał do tego podstaw – opowiada J. Zabojszcz. Jak w takiej sytuacji najlepiej pomóc w pokonaniu traumy? – Trzeba wskazać twarde dowody na to, że nie istnieje związek przyczynowo-skutkowy między zachowaniem dziecka a tragedią, która się przydarzyła – wyjaśnia.

Bywa także, że dzieci przejmują sposób zachowania zmarłej osoby. – Widzą, że rodzice są smutni i cierpią. Szukają winy w sobie i dlatego chcą zastąpić np. zmarłą siostrę czy brata – mówi pani Justyna. – Takie postępowanie wynika również z braku pożegnania nieżyjącej osoby. Dlatego, chociaż część psychologów się z tym nie zgadza, ważne jest, by dzieci uczestniczyły we wszystkich rytuałach żałobnych. To oczyszczające doświadczenie – dodaje J. Zabojszcz. Część rodziny Justyny Kowalczyk uważała, że nie powinna przyprowadzać dzieci na pogrzeb Kazia. Mówili, że będzie to dla nich zbyt bolesne przeżycie. Stasiu trzymał trumienkę brata na swoich kolanach. Wtedy po raz pierwszy się popłakał.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja