Wybrali cichość Nazaretu

To opowieść o miłości: miłości do Boga, miłości małżeńskiej, a także miłości rodzicielskiej.

Reklama

Agnieszka, gdy dowiedziała się, że jest po raz kolejny w ciąży, odstawiła leki, by nie zaszkodzić życiu, które nosiła pod sercem. Gdy badania wykazały, że urodzi bliźniaki, z których jedno ma wadę genetyczną, przez myśl jej nie przeszło, by – jak to niektórzy lekarze jej podpowiadali – problem usunąć legalnie. Przed rokiem urodziła zdrową Elizę i Dawida, który ma zespół Downa. Siedem miesięcy później zdiagnozowano u niej ostrą białaczkę szpikową. Zmarła tego samego dnia, którego trafiła do szpitala.

Jesteś mi przeznaczony

Z Aronem poznali się w drugiej połowie lat 80. w ruchu charyzmatycznym przy parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Opolu. – Po raz pierwszy zobaczyłem Agnisię, kiedy przyszła na moje urodziny. Stała w drzwiach z lilią w rękach. Wyglądała jak anioł – opowiada Aron Knosala. To był czas, gdy oboje rozeznawali swoje powołanie. Aron myślał o Towarzystwie Jezusowym. Również Agnieszka była otwarta na myśli o pójściu do klasztoru.

– W 1989 roku na pielgrzymce na Jasną Górę prosiłem Jezusa o pomoc w wyborze drogi. Modliłem się, że jeśli miałbym wybrać stan małżeński, to proszę, by przeznaczona mi kobieta podeszła do mnie – wspomina Aron. – Wtedy, w święto Matki Boskiej Częstochowskiej, po Apelu Jasnogórskim podeszła do mnie Agnisia. Drżącym głosem powiedziała mi, że wiele się modliła i rozeznała, że jestem jej przeznaczony. Zamurowało mnie. Aga miała chłopaka, a podeszła do mnie – opowiada Aron. Oboje pojechali do Starej Wsi na rekolekcje do o. Bronisława Mokrzyckiego SJ. Wrócili jako narzeczeni.

Życie dla ewangelizacji

Razem założyli grupę ewangelizacyjną „Pantomima”. Występowali w parafiach, na ulicach. Grali przedstawienia w czasie Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie. Byli aktywni, spalali się dla głoszenia słowa Bożego. Tego pragnęli. W ich codzienności było wiele znaków Bożej obecności. Choćby wtedy, gdy myśląc o ślubie, zastanawiali się, gdzie będą mieszkać. Nie mieli ani mieszkania, ani domu. Pojechali więc na Jasną Górę, by modlić się o pomoc, a gdy wieczorem wrócili, czekała na nich kartka: „Była pani z Naroka, chce ci wynająć dom na 5 lat”. – To był czas nasycania się Bożą miłością – podsumowuje Aron.

Pobrali się na początku 1991 roku. Krótko po ślubie Agnieszka przeżyła traumatyczne wydarzenie. W dniu swoich urodzin, wracając z Półwsi do Naroka, nie zdążyła na autobus, więc łapała stopa. Kierowca, z którym pojechała, nie zatrzymał się w Naroku, ale dodał gazu i zaczął syczeć, że ją zabije. – Kiedy zaczęli dojeżdżać do linii lasu, Agusia zrozumiała, że za chwilę zginie. Zawołała do Boga, żałując, że nigdy nie urodzi dzieci, a marzyła o szóstce. Wtedy przed samochodem nagle pojawiło się światło, a kierowca zmienił swoje zachowanie. Wystraszył się, zaczął przepraszać, w końcu zatrzymał samochód, a Agnieszka uciekła. Miesiąc później inna dziewczyna w tym samym miejscu łapała stopa. Znaleziono ją martwą w lesie za Sławicami. Sądzę, że to był ten sam człowiek – mówi Aron, podkreślając, że jego żona wiedziała, że zostało jej darowane życie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Kaśka
    11.12.2013 09:25

    Ale to smutne, zdołowało mnie to strasznie:-(

    POstępowania bohaterów w wielu miejscach kompletnie nie rozumiem (pomimo, że sama jestem żoną i mamą).
    Takie to życie było moim zdaniem nieodpowiedzialne w wielu miejscach.


  • kropelka
    11.12.2013 13:35
    Z jednej strony jest to artykuł pocieszający dla wszystkich matek będących w domu. Z drugiej jednak strony wydźwięk tego artykułu jest bardzo smutny i jakis taki dołujący. Współczuję temu Panu samotnego wychowywania małych dzieci, zwłaszcza gdy jedno chore.
  • Kamila
    11.12.2013 22:05

    Hmmm....BOży szaleńcy - to mi się nasunęło po przeczytaniu. Czy tacy jeszcze są - nie wiem. Ja takich nie znam.


    Piękne świadectwo wiary. Piękna para - wiem wiem uroda ktoś napisze ale oni byli też fizycznie piękni, naprawdę piękni, duchowo także. Bohater artykułu - super przystojny a ona - piękna, cudowna i zgrabna kobieta.


    Co do rozeznania małżonka, wiem coś o tym - miałam podobnie, pytałam BOga...i mam - cudownego męża i 2 dzieci :-) Też łatwo nam nie było po ślubie, moi rodzice zmarli po kolei wkrótce po ślubie.... nie znają swojej drugiej wnuczki, nowotwór mojej mamy, niełatwo było, trochę przeszliśmy...
    Na szczęśćie mam kochanych TEŚCIÓW - Bóg czuwa nade mną i nam NAMI:-)

    Przyznam, że zagubiłam BOga po drodze, tzn. miałam i mam czasem wrażenie, że ON nie zwraca na mnie uwagi.

    POdziwiam wiarę BOHATERÓW tego artykułu, podziwiam ich głęboką wiarę, bo ja mając 2 dzieci i kłopoty finansowe nie jestem już otwarta na życie - a oni byli. NIe potrafię tak i trochę zazdroszczę im tej wiary, naprawdę. Wiem, że gdybym zachorowała jak bohaterka artykułu - nie zdecydowałabym się na więcej dzieci. Oni jak widać po zdiagnozowaniu choroby mieli jeszcze czworo (białaczka była na koniec, niespodziewanie..) .Nie wiem czy to wiara tych ludzi czy lekkomyślność - to wie tylko Bóg.

    Ja jednak kieruję się w życiu często rozsądkiem, nie tylko wiarą. To Bóg zna serce każdego i BÓg osądzi.

    Panu - bohaterowi artykułu - życzę siły do wychowania bliźniąt. I żeby najstarsze córki przez najmłodsze rodzeństwo nie były blokowane do rozpoczęciua własnego życia (bo odczytałam żę najsatrszej mama kazała wychować bliźnięta., to NIE FAIR, TO TATA MA TO ZROBIĆ)
  • znajoma
    21.03.2014 12:05
    czemu ten pan nie napisał , że jego żona przez wiele lat chorowała na depresję i brała silne leki psychotropowe i nie było tak pięknie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama