I być, i mieć

W jaki sposób stworzyć mądry, bezpieczny dystans do rzeczy materialnych, które wcześniej własną, osobistą pracą i krwawicą zdobyliśmy?

Reklama

Jasiek uczy się łapać. Opornie to idzie, bo paluszki nie posiadły jeszcze wystarczającej sprawności. Za to główka pracuje: „jak to złapię, będzie moje. MOJE”. Grzechotka. Kolorowa i szeleszcząca. Albo karuzelka. Wisi nad głową, gra i trąbi szlagiery pt. „Love me tender” ewentualnie „Dla Elizy”. Pierwsza własność Jaśka. Jasiek łapki wyciąga, choć jeszcze nie potrafi osobistych dóbr materialnych, samodzielnie utrzymać. Jednak mimo nie skończonych trzech miesięcy, młody człowiek „chce mieć”. I tak mu zapewne pozostanie. Zbieranie dóbr materialnych, czyli bogacenie się: proces, który dotyka człowieka tuż po przyjściu na świat. I sam w sobie naganny nie jest.

Bo przecież czyniąc sobie ziemię poddaną, mamy prawo czy wręcz obowiązek poprawiać standardy życia, dawać swoim dzieciom tzw. lepszy start, fajne wakacje lub modne buty. Mamy prawo pracować nie tylko na zwykły chleb, ale i na dodatki do tego chleba. Czasem nawet z samych delikatesów. Ale co dalej? W jaki sposób rozpoznać, że nasz poziom życia jest już wystarczający? W jaki sposób stworzyć mądry, bezpieczny dystans do rzeczy materialnych, które wcześniej własną, osobistą pracą i krwawicą zdobyliśmy? Niestety autorskie postawienie granicy „już mam i więcej nie potrzebuję” to wysiłek niemal poza umiejętnościami zwykłego człowieka. Potrzeba sporo samozaparcia, autorefleksji, by dojść do wiekopomnego wniosku: mam już odpowiednią ilość. Wszystkiego. Bo cóż znaczy „odpowiednia ilość”? Dla jednych – jeden samochód, dom?

Dla innych po prostu możliwość popłacenia w terminie rachunków i zakupy w spożywczaku. A wracając do Jaśka i dzieci w ogóle, szczególnie tych starszych – w szkołach bystre oko zaobserwuje materialistyczne zjawisko, w skrócie nazywane „masz fajny telefon – jesteś kimś”, „posiadasz tablet – masz wielu kumpli”. Kto zjawisko wywołał? Naprawdę same małolaty? Czy naprawdę przyszłe pokolenie na osobiste życzenie pokoleń starszych rządzić się będzie zasadą „być znaczy mieć”? Bogacenie się. Proces, który zaczyna się w wieku Jaśkowym, a kończy niemal z momentem odejścia. Jak więc wychować Jaśka, by wyciągał łapkę, ale z… umiarem? By nie tylko miał, ale i był? Mądrzy ludzie mówią: „Bogać się, bogać. A do grobu nie zabierzesz”. Nawet gdybyś bardzo chciał.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Ola
    07.02.2014 15:09
    Myślę, że nigdy nie ma momentu "mam wszystko i nie potrzebuję więcej", co najwyżej ten moment nie będzie długo trwał. Bo za chwilę zainteresujemy się czymś nowym, coś się zepsuje, coś trzeba będzie dokupić i już wyjście do sklepu będzie konieczne.

    Klucz leży chyba w rozsądku. Nie należy bać się pieniędzy i ich wydawania, ale z drugiej strony nie szaleć z kupowaniem. Wydawać na rzeczy, które są ważne dla nas, a nie dla sąsiadów, kolegów czy dalszej rodziny. A przede wszystkim - nie wydawać wszystkich pieniędzy które są do dyspozycji. Pieniądze to tylko narzędzie, a za kształt życia (włącznie ze stosunkiem do rzeczy materialnych) odpowiadamy sami.
  • Rtf
    08.02.2014 11:09
    A mi się wydaje, że taki 3-miesięczny Jasiek nie pragnie mieć tylko poznać, a że łatwiej mu poznać przez dotknięcie i włożenie przedmiotu do buzi to cóż... :)
    Znajomi wymyślili taki sposób na nie przywiązywanie się dziecka do dóbr materialnych, że nie mówią dziecku o jego własności, czyli np. nie "idź do swojego pokoju", tylko "idź do pokoju, w którym śpisz" (jest w tym pewnie jakaś mądrość, bo jak się pojawi rodzeństwo pokój nie będzie już tylko i wyłącznie <twój>).
  • Maluczki
    09.02.2014 10:11
    Zbyt powierzchownie potraktowałem poruszony przez Panią temat, muszę więc uzupełnić swoją wypowiedź.
    Poruszona przez Panią sprawa, dotyka miejsca, w którym koncentruje się całe Prawo Boże, ponieważ jest to styk, w którym przekazywane jest ono następnemu pokoleniu. Jak to przekazanie nastąpi, takie będzie dalsze jego wypełnianie. Właśnie to miejsce Pan Bóg osłonił Szóstym Przykazaniem. Jeżeli matka ma do ojca dziecka miłość czystą, to wtedy przekaże dziecku zdolność do miłości i szacunek do ojca, a także i to, o co Pani zapytała, ponieważ miłość czysta pomiędzy dwojgiem ludzi(przed powiedzeniem sobie "tak", miłość oblubieńcza), może zaistnieć jedynie na wychowaniu i życiu w sprawiedliwości i miłosierdziu.
    Z tego powodu diabeł tak bardzo atakuje to miejsce przez demoralizację przyszłych matek, odbieranie jak najwcześniej dzieci rodzicom, to całe gender i homoterror.
    Zaniedbanie, żeby nie powiedzieć pominięcie tego miejsca w swojej nauce przez Kościół zaowocowało tym, z czym obecnie tak się zmagamy, czyli homoterorem i ideologią gender, która gdy przemoże, spowoduje gorsze spustoszenie niż nazizm i komunizm razem wzięte.
    Kościół rzeczywisty powinien jak najszybciej się organizować i bronić swoje dzieci, bo w przeciwnym razie lepiej dzieci nie mieć.
    Ten temat jest fundamentalnie ważny dla życia ludzi na tym świecie. Jeżeli go przegramy, to zginiemy, a nasze dzieci pójdą na potępienie.
  • Maluczki
    09.02.2014 16:41
    Przepraszam, ale jeszcze muszę.
    Św. Henryk de Osso powiedział: "świat zawsze był takim, jakim uczyniły go kobiety".
    To właśnie w tym miejscu kobiety czynią świat. W tym początku życia kształtuje się człowiek, który później już niewiele się zmieni, a robi to matka, bo ona jest pierwszym autorytetem dziecka i to od poczęcia. Jakie to jest ważne, a my to tak lekceważymy. Mój Boże, ile w tym miejscu trzeba by powiedzieć. Na miłość Boską! Nie pozwalajmy psuć naszych dzieci, a szczególnie dziewczynek. Uczmy je bycia dobrymi matkami, bo inaczej sami będziemy winni wielkiego grzechu.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama