Zupa doprawiana miłością

Ten talerz zupy rozgrzewa też serce i dodaje otuchy, że nie wszystkim jesteśmy obojętni.

Reklama

Ten talerz zupy rozgrzewa też serce i dodaje otuchy, że nie wszystkim jesteśmy obojętni – mówi, z trudem kryjąc wzruszenie, jedna z pierwszych klientek franciszkańskiej stołówki. – Mąż nie żyje, ja nie mam pracy. Razem z córką wyeksmitowano mnie na bruk. Teraz córka jest w rodzinie zastępczej, uczy się w gimnazjum. Ja jestem w zasadzie bezdomna, tułam się. Przygarnęła mnie jedna kobieta, też biedna, ale dała miejsce, w którym mogę się umyć, przespać. Jestem za stara dla pracodawców. Tak wygląda moje życie. Tu przynajmniej mogę coś zjeść – opowiada kobieta. Każdy z siedzących przy schludnie nakrytych stolikach ma swoją historię. Dla wielu z nich talerz z zupą będzie jedynym dzisiaj ciepłym posiłkiem. Jak przyznaje o. Piotr pomysł na stworzenie jadłodajni podsunęło samo życie i kolędowe odwiedziny u parafian. – Odwiedziłem kobietę, u której w mieszkaniu zobaczyłem taką biedę, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie widziałem. Byłem w domach, w których jest przerażająco zimno, bo ludzie nie mają na ogrzewanie, siedzą przy świeczce, bo nie stać ich na opłacenie prądu. I to nie dlatego, że przepijają. W większości są to ludzie starsi, samotni. Wydają pieniądze na konieczne opłaty i leki, niewiele im zostaje na jedzenie – relacjonuje gwardian koszalińskiego klasztoru.

Rozgrzać serca

– Skala biedy jest trudna do zdiagnozowania, bo urzędnicze papiery to jedno, a rzeczywistość pokazuje drugie. Bardzo często ci biedni wstydzą się szukać pomocy. To ludzie, którzy nie traktują pomocy socjalnej jako stylu życia, ale są głodni i muszą coś jeść. Takie jadłodajnie są niestety konieczne – diagnozuje ze smutkiem ks. Adam Wakulicz, dyrektor diecezjalnej Caritas, który obiecał w razie potrzeby wspomagać franciszkanów. Stołówka czynna będzie przez siedem dni w tygodniu. Ma być nie tylko kromką chleba wyciągniętą do najbardziej potrzebujących i talerzem ciepłej zupy. Jak przyznaje o. Piotr, chodzi również o rozgrzanie serca. – Posiłki wydajemy po Mszy św. w południe. Chcielibyśmy, żeby ci ludzie dołączali do nas na Eucharystii, a my, franciszkanie, z kolei będziemy schodzić do nich, żeby im towarzyszyć – opowiada. Chciałby także, żeby jadłodajnia była swego rodzaju „bramą”. – Stołówkę nazwaliśmy Bramax. To skrót od brata Alberta, który zawsze szedł do ubogich, i od św. Maksymiliana Kolbego, naszego współbrata. Jednocześnie jest to brama – chcemy, żeby to pomieszczenie było przedsionkiem nieba. Chcemy w ten sposób realizować hasło papieża Franciszka: „Kościół ubogi dla ubogich” – dodaje o. Piotr.

Szkoła miłości dla miasta

Pierwszą na Pomorzu franciszkańską jadłodajnie dla ubogich pomogło zakonnikom stworzyć Towarzystwo Pomocy im. św. brata Alberta. To właśnie podopieczni schroniska, którzy sami doświadczyli biedy w życiu, wyremontowali pomieszczenie pod kościołem. – To jedna z form naszej pracy: otwierać tych, którzy sami oczekują i korzystają z pomocy, na niesienie pomocy innym potrzebującym – przyznaje Adam Sadłyk, prezes Towarzystwa. – Takie działanie przynosi efekty także dla nich samych. Widzimy, że w ten sposób szybciej następuje proces usamodzielniania się, podejmują własne życie. I bardziej doceniają to, co sami otrzymują, niknie roszczeniowość. Sprawia też, że robiąc coś dla innych, czują się potrzebni – dodaje. Na razie ze stołówki skorzysta 60 najuboższych parafian, ale ojcowie oceniają, że na posiłki może przychodzić nawet 100 osób. Ojciec Jan Maciejowski, minister franciszkańskiej prowincji św. Maksymiliana M. Kolbego, który poświęcił jadłodajnię, życzył schronisku, ojcom franciszkanom i wolontariuszom, by starczyło im serca na każdy dzień pracy. Prosił również o wsparcie dla franciszkańskiego dzieła. – Każdy może tutaj przynieść coś potrzebującemu Chrystusowi: niewiele, może paczkę makaronu. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili” – mówi nam Chrystus. Pamiętajmy, że na końcu nie będziemy sądzeni z tego, jakimi grzesznikami jesteśmy, ale będziemy sądzeni z miłości. Niech ta stołówka będzie dla Koszalina szkołą miłości – mówi o. Maciejowski.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama