Zła ustawa dla ofiar przemocy

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie miała być orężem w walce z tą patologią, tymczasem znacznie pogorszyła sytuację ofiar.

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie została znowelizowana w 2010 r. głosami rządzącej koalicji i lewicy, przede wszystkim posłów Platformy Obywatelskiej, którzy mocno forsowali zmiany. Debata nad nowelizacją wywołała gorącą dyskusję, bowiem jej przeciwnicy alarmowali, że daje ona państwu uprawnienia do bardzo daleko idącej ingerencji w życie rodziny. Chodziło m.in. o bezwzględny zakaz bicia dzieci, łącznie z przysłowiowym klapsem. Ale nie tylko. Zawarta w ustawie definicja przemocy jest sformułowana tak szeroko i nieprecyzyjnie, że praktycznie każde zachowanie, które nie spodoba się przedstawicielowi odpowiedniej instytucji państwowej, może być uznane za przemoc. Działania uznane w ustawie za nieprawidłowe to m.in.: „naruszające ich godność, nietykalność cielesną, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą”. Z pewnością wymienione tu działania są przemocą, problem jednak polega na ich interpretacji, szczególnie w odniesieniu do dzieci. Jakie działanie powoduje szkodę psychiczną? Według zwolenników tzw. wychowania bezstresowego, wydawanie dziecku i egzekwowanie poleceń może mieć negatywny wpływ na jego psychikę. Czy klaps powinien być uznany za przemoc wymagającą interwencji państwa?

Po ponad trzech latach funkcjonowania ustawy w nowym kształcie okazuje się, że te obawy nie były bezpodstawne. W ostatnim czasie opinia publiczna dowiaduje się o bulwersujących przypadkach odbierania dzieci z powodu biedy, ale także na przykład otyłości. Jednak to niejedyny problem związany z tą regulacją. Statystyki pokazują, że po jej wejściu w życie znacznie pogorszyła się sytuacja ofiar przemocy, m.in. o 40 proc. spadła wykrywalność tej patologii przez policję. Ustawa doprowadziła więc do sytuacji, w której przemocy pozornie nie widać, a dzieci odbierane są rodzinom z powodów, które często nie dają podstaw do takich działań. Ponieważ bulwersujące przypadki zabierania dzieci z rodzin są szeroko opisywane, przyjrzymy się bliżej szkodliwości ustawy dla wykrywania i walki z tą patologią. Ujawnia je raport NIK z kontroli skuteczności działania ustawy w latach 2010–2011 i w pierwszym półroczu 2012, a więc w ciągu prawie dwóch lat obowiązywania nowych przepisów (weszły w życie w sierpniu 2010 r.).

Gwałtowny spadek wykrywalności

„Wprowadzone zmiany znacznie pogorszyły sytuację osób dotkniętych przemocą w rodzinie, a także doprowadziły do wyraźnego spadku liczby ujawnianych przypadków przemocy w rodzinie, co jest tym bardziej niekorzystne, że i tak tylko niewielka część z nich jest ujawniana” – ocenia funkcjonowanie ustawy Najwyższa Izba Kontroli. Okazuje się, że rozwiązania zawarte w nowelizacji są oderwane od rzeczywistości i nie zadziałały w praktyce. Chodzi m.in. o znaczne zbiurokratyzowanie procedur, zwiększenie ilości tworzonej dokumentacji i jej dublowanie, a także przewlekły tryb postępowania, w zasadzie uniemożliwiający sprawne i szybkie udzielenie pomocy. Jednym z powodów takiej sytuacji jest zmiana procedury Niebieska Karta – czyli czynności podejmowanych przez specjalne zespoły dyscyplinarne w związku z uzasadnionymi podejrzeniami zaistnienia przemocy w rodzinie.

Otóż po wprowadzeniu nowych procedur, w pierwszym półroczu 2012 roku, nastąpił olbrzymi – bo aż 40-procentowy spadek wykrywania przemocy przez policję. Składa się na to kilka czynników. Wśród nich rozbudowanie dokumentacji Niebieskiej Karty, który powoduje, że w warunkach interwencji policjanci nie są w stanie jej wypełnić. Na przykład w komendzie powiatowej policji w Bartoszycach w analizowanym okresie nastąpił prawie 50-procentowy spadek (w stosunku do pierwszego półrocza 2010 r., gdy nowelizacja nie obowiązywała) liczby wypełnionych formularzy Niebieskiej Karty, a właśnie te formularze są podstawą ujawnienia przemocy i podjęcia działań jej zapobiegających, co należy do kompetencji zespołów interdyscyplinarnych. Podobny spadek w porównywanych okresach nastąpił w 14 kontrolowanych ośrodkach pomocy społecznej, ze 161 do 100. Wspomniane zespoły interdyscyplinarne tworzą przedstawiciele m.in. pomocy społecznej, oświaty, ochrony zdrowia, organizacji pozarządowych, kuratorzy sądowi, mogą być też do niego włączani przedstawiciele innych podmiotów działających na rzecz przeciwdziałania przemocy. Problem w tym, że zespoły te nie mają uregulowanego statusu, brak im uprawnień i środków, a osoby tworzące taki zespół pracują albo w ramach już wykonywanej pracy – co oznacza dodatkowe obowiązki, albo społecznie. Z pewnością jest to jeden z powodów ich niewielkiej efektywności, a także, stwierdzonej w czasie kontroli, niskiej frekwencji na spotkaniach tych gremiów. Do tego dochodzi funkcjonowanie zespołów interdyscyplinarnych. Otóż wzywają one osoby, wobec których ujawniono przemoc, na swoje spotkania, gdzie w obecności kilku, kilkunastu osób ofiara musi opowiadać, co się stało, co jest dla niej upokarzające i zniechęca do ujawniania problemu. Przed nowelizacją procedurę Niebieskiej Karty mogła wszczynać tylko policja, teraz także przedstawiciele m.in. służby zdrowia, oświaty czy pomocy społecznej. Tyle że te podmioty rzadko korzystają z tego uprawnienia. Ponad 90 proc. formularzy wciąż wypełnia policja.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja