W samych kapciach

Osoby starsze coraz częściej tracą dorobek swojego życia przez korzystanie z wysoko oprocentowanych kredytów dostępnych od ręki i bez żadnych zaświadczeń. Co należy zrobić, by nie paść ofiarą oszustwa?

Reklama

Pani Teresa ma 80 lat. Rok temu znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Potrzebowała kredytu na spłatę mieszkania. Pomocy szukała w jednym ze znanych banków. – Konsultantka powiedziała, że na kredyt nie mam żadnych szans, ale ona zna kogoś, kto może pożyczyć potrzebną kwotę – opowiada pani Teresa, która umówiła się z poleconym mężczyzną. U notariusza podpisała umowę na pożyczkę 40 tys. zł. Po powrocie do domu wrzuciła dokument do szuflady...

Skąd ta kwota?

– Po pół roku od podpisania dokumentów u mamy zjawił się pracownik mężczyzny, od którego pożyczyła pieniądze, i powiedział, że został jej tydzień na spłatę długu – opowiada Ewa Płońska, córka pani Teresy. Starsza kobieta najpierw oddała 30 tys. zł, a kiedy już chciała zwrócić całą kwotę, okazało się, że w akcie notarialnym zamiast sumy 40 tys. figuruje aż 77 tys. z odsetkami. Dodatkowo, umowa informowała, że w przypadku braku spłaty udzielonej pożyczki do określonego terminu, mieszkanie pani Teresy przejdzie na własność wierzyciela. – Moją czujność całkowicie uśpili pracownica banku oraz notariusz. Myślałam, że w ich obecności nie zostanę oszukana – podkreśla pani Teresa. Wierzyciel oficjalnie oświadczył, że pani Teresa zapoznała się z umową odczytaną na głos przez notariusza oraz otrzymała pożyczoną kwotę pieniędzy, jednakże nie spełniła swojego świadczenia w terminie. – Kiedy się o wszystkim dowiedziałam, byłam zrozpaczona, nie wiedziałam, co robić. Nie miałam pieniędzy na spłatę długu – mówi pani Teresa.

Wyrzucona z mieszkania

Pod koniec stycznia ktoś zapukał do drzwi mieszkania staruszki. Pani Teresa nieopatrznie otworzyła. Kilku silnie zbudowanych mężczyzn weszło do środka. Powiedzieli, że mieszkanie zostało sprzedane, a oni zaczynają remont. Zabrali klucze, wymienili zamki. Pani Teresa w samych kapciach i podomce, bez leków i dokumentów, z kilkoma sprzętami została wyrzucona na klatkę schodową. Zadzwoniła na policję. Według świadków, funkcjonariusze interweniowali, ale na korzyść eksmitującego ją wierzyciela. – Jeden z policjantów chciał, bym weszła do środka po akt notarialny. Mężczyzna po drugiej stronie powiedział, że mnie nie wpuści. Funkcjonariusz zapewnił go, że jeśli nie będę chciała wyjść z mieszkania sama, to mi pomoże siłą – opowiada pani Teresa. 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama