Dzieci, strach i modlitwa

Mimo że programy informacyjne i publicystyczne w naszej rodzinie zasadniczo są tylko dla dorosłych, mimo że przy dzieciach nie rozmawia się na tematy najtrudniejsze, dzieci wszystko widzą i wszystko słyszą.

Reklama

Myślą, analizują, interesują się, przeżywają. I zadają pytania. – Mamo, będzie wojna? – zapytał syn poważnie przyciszonym głosem. Zapytał jako pierwszy, sam z siebie. Być może jakoś intuicyjnie, podświadomie, werbalizując straszne pytanie, które dorośli bali się głośno zadać. Tylko co i jak odpowiedzieć? By uspokoić i dziecko i… siebie. – Miejmy nadzieję, że Pan Bóg nie dopuści. Trzeba się modlić – padła niepewna odpowiedź. A syn pokiwał głową i postanowił ofiarować Mszę świętą w intencji pokoju. Czy się przestał bać, nie wiadomo.

Dzieci i strach. Przez całe lata, dziesiątki ostatnich lat, mimo napięć i różnorakich problemów, strach dziecięcy w naszej szerokości geograficznej bywał raczej krótki i dotyczył spraw niezbyt ważkich. Przez dziesięciolecia (wyłączając może okres stanu wojennego, a wcześniej zimnej wojny) całe pokolenia wyrastały w przeświadczeniu, że jest dobrze i bezpiecznie. I że tak będzie zawsze. Brak pokoju? To może gdzieś daleko, na innym kontynencie, w innym świecie. Brak pokoju to straszny czas, już za nami. Tak straszny, że aż niemożliwy. I przecież już go nie doświadczymy… Tymczasem dzieci, które przez cały ten nasz błogostan gdzieś za dalekimi granicami doświadczały tragedii konfliktów zbrojnych, wydawały się nierealne. Jakaś Afryka, jakieś Bałkany, jakaś Syria czy inne dalekie kraje.

Owszem, współczuło się tym dzieciakom, tak na odległość i bez większych emocji. Współczuło trochę bez… uczucia, bez zrozumienia, bez realnej empatii. A przecież całe pokolenia rosły (i rosną) w przerażeniu, braku poczucia bezpieczeństwa. W świecie walk, niesnasek, wojen, przemocy wychowywały się i wychowują pięcio-, siedmio-, dwunastolatki, dorastająca młodzież. Tysiące dzieciaków, które na co dzień żyją w zwierzęcym strachu. Strachu, który paraliżuje, który kształtuje i jest straszliwym towarzyszem młodzieńczego czasu. Czasu, który teoretycznie powinien być najlepszy w życiu… Modlitwa o pokój. W ustach i sercach dzieci brzmi szczególnie i ma być może wyjątkową moc. Modlitwa o pokój – tak dziś potrzebna. Modlitwa za nasze dzieci i dzieci na całym świecie. W poczuciu solidarności i współodczuwania.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maluczki
    09.03.2014 16:45
    Tak jest pani Agato!
    Dzieci się bawią, niby nie zwracają na nic uwagi, a wszystko do nich dociera. Wszystko czym matka żyje i jaki do czego ma stosunek. W tym mechanizmie tkwi też budowa autorytetu ojca. Jeżeli matka kocha swojego męża, to dziecko to widzi i też ojca szanuje, a jeżeli nie, to nie.
    A kiedy matka kocha swojego męża? Wtedy, gdy ma do niego miłość małżeńską, która pochodzi od miłości oblubieńczej, która jest czysta.
    Ta reszta, o której Pani pisze, to też następstwo braku miłości małżeńskiej pomiędzy mężem i żoną, bo dzieci poczęte i wychowywane bez miłości małżeńskiej nie są zdolne do miłości, są wychowane w egoizmie, a więc zdolne do najgorszego i wyrastają na różnych satrapów i bandziorów, albo zwykłych chamów.
  • precel
    22.03.2014 13:59
    poruszający, pisany sercem tekst
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama