Od białego do czarnego pasa

– Dla mnie ogromnym sukcesem jest to, że gdy nasi wychowankowie przystępują do matury, mają już dawno jasno określone plany na przyszłość; kiedy nie muszą się rzucać jak ryba w sieci, nie mogąc podjąć decyzji – podkreśla Ryszard Kiper.

Reklama

Za sukces można także uznać ich powroty, ale już w towarzystwie swoich małych pociech. Karate to bowiem nie tylko sport, to także doskonała szkoła życia, którą potrafią docenić tylko ci, którzy przez nią przeszli, jak sensei Ryszard Kiper i sensei Grzegorz Uzar. Obaj doszli dzięki ciężkiej pracy i mnóstwu wyrzeczeń do czarnych pasów, osiągając odpowiednio czwarty i pierwszy dan.

– Czarny pas to było moje największe marzenie – wspomina Grzegorz Uzar, na co dzień pracujący w policji. – To był cel, jaki postawiłem sobie, rozpoczynając treningi karate. W Polsce najwyższym stopniem, czyli siódmym danem, może poszczycić się tylko jedna osoba, czwartym zaś zaledwie kilkanaście. – Egzamin na czwarty dan zdawałem w Mitsumine w Japonii, bo w Polsce nie można – wyjaśnia Ryszard Kiper, tarnobrzeski radny. – To był ogromny wysiłek i stres, w końcu egzamin trwał pięć godzin. Ale największym przeżyciem dla mnie było spotkanie w 1993 r. w katowickim Spodku z Masutatsu Oyamą, założycielem Kyokushin Karate. 

Obaj panowie szkolą obecnie swych młodych następców, prowadząc kluby karate. Kilkudziesięcioletnią historią, sięgającą lat 70. ubiegłego wieku, może poszczycić się Oyama Karate Tarnobrzeg, spadkobierca sekcji karate założonej przy Towarzystwie Krzewienia Kultury Fizycznej przez Leszka Staniszewskiego, wielkiego propagatora tego sportu walki. Nieco młodszy jest Tarnobrzeski Klub Kyokushin Karate, któremu prezesuje Ryszard Kiper.

– Oficjalną działalność TKKK rozpoczął w 2003 r. po zarejestrowaniu w wykazie stowarzyszeń prowadzonym przez tarnobrzeski magistrat – opowiada sensei Kiper. – Ale początki sięgają lat 90. Zajęcia w Tarnobrzegu prowadził wówczas Leszek Staniszewski. Mając wiele obowiązków, nie byłem w stanie dowozić moich małych synów na ćwiczenia, dlatego głównie z uwagi na nich zorganizowałem niewielką grupę dzieci przy Osiedlowym Klubie Serbinów. Stopniowo zespół zaczął się rozrastać, dołączyli starsi, przybywało też najmłodszych. I obecnie mamy siedem grup.

Arkana sztuki karate w obu klubach zgłębiają lub doskonalą osoby od przedszkolaka po emeryta. – Trafiają do nas dzieci już od piątego roku życia – mówi Grzegorz Uzar. – Jest to bowiem dobry moment, by nie tylko zadbać o ich prawidłowy rozwój fizyczny, ale także by zacząć wpajać im podstawowe wartości i zasady życiowe. – Karate jest bowiem doskonałym sposobem na kształtowanie osobowości, charakteru, ale również samej sylwetki. Zalecane jest z uwagi na symetrię ćwiczeń; ręce, nogi powtarzają dokładnie te same ruchy, są obciążone w tej samej mierze – wyjaśnia Ryszard Kiper. Zajęcia karate przynoszą młodym ludziom bardzo wymierne korzyści. Uczą dyscypliny, solidarności, współpracy w grupie, jedności i – co należy szczególnie podkreślić – wychowuje. – Wpajamy szacunek dla osób starszych, rodziców i dla nauczycieli, który obecnie wśród młodzieży jest niemal w zaniku. U nas każdy uczeń jest równy, nie ma epatowania nowymi komórkami, lepszymi ciuchami. Tu każdy startuje z tego samego miejsca, a jego pozycja zależy wyłącznie od chęci i wkładu pracy – podkreśla prezes TKKK. 

Sensei Uzar niezmiennie powtarza swoim uczniom, że pewne złe nawyki, jak choćby spóźnianie się, mogą im w przyszłości mocno utrudnić życie, zwłaszcza zawodowe. – Tłumaczę im, że jeśli teraz nad sobą nie popracują, nie wezmą się w ryzy, to za kilka lat będzie już za późno – mówi Grzegorz Uzar. – I że żaden pracodawca nie będzie patrzył obojętnie na zbyt późne przychodzenie do pracy. Poza tym karate to doskonała szkoła pokory, gdyż pokazuje, że nic nie przychodzi darmo i że nawet będąc doskonale przygotowanym, pewnym siebie, można doznać porażki, z którą zawsze trzeba się liczyć. Te nauki wypływają bezpośrednio z przysięgi Dojo, którą składają wszyscy adepci sztuki karate. Obaj trenerzy zwracają również uwagę, że uprawianie sportu, starty w zawodach dodają dzieciom, zwłaszcza niewierzącym w swoje możliwości, pewności siebie. 

Oba kluby doczekały się wielu sukcesów. – Ostatnich parę lat, a zwłaszcza ubiegły rok, ale jak dotychczas również obecny to pasmo zwycięstw naszych zawodników – z dumą mówi Grzegorz Uzar. – Zwłaszcza dwóch: Maćka Grabskiego i Sebastiana Uzara. Pamiętam, gdy po raz pierwszy zobaczyłem Maćka. Miał wtedy pięć lat i był małym, chudziutkim szkrabem. A teraz to chłop na schwał. W ubiegłym roku wygrał wszystko, co mógł, tryumfował w siedmiu zawodach, za co został uznany za najlepszego juniora w Polsce w rankingu Polskiej Federacji Oyama Karate. A przed kilkunastoma dniami zdobył srebrny medal na Mistrzostwach Polski Oyama Karate w Tychach.

Medalistami i to w skali europejskiej może pochwalić się TKKK – tylko z ubiegłorocznych XXVII Mistrzostw Europy Kyokushin Karate zawodnicy klubu przywieźli cztery medale, w tym aż dwa: srebrny (w kata) i brązowy (w kumie) Dagmara Lubera. Za kilkanaście dni czterech zawodników wyjedzie na mistrzostwa do Grecji, jest zatem nadzieja, że medali przybędzie.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Inka
    23.04.2014 10:07
    Czy Kościół nie uznaje karate za zagrożenie duchowe? Bo widziałam takie ostrzeżenia... i teraz to już sama nie wiem. Bezpiecznie wysyłać dzieci na karate czy nie?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama