Prezent na urodziny

– Żyjemy w takim świecie, na którym ludzie tylko patrzą i widzą kobietę przypominającą małego chłopca – mówi Agnieszka Malcherczyk. – A ja bym chciała, żeby ktoś mnie potraktował naprawdę poważnie.

Reklama

Kupuje ciuchy w sklepie dla dzieci. – Lubię ubierać się prosto, nie tam jakiś „szał ciał” – opowiada. – Żakiecik i spodnie musiałam sobie dać do uszycia, w końcu mam 30 lat. Nie lubię chodzić po sklepach i powtarzać: „Jakie to czy tamto jest piękne”. Moja mama i babcia uważają, że powinnam zostać chłopcem. Jako dziecko bawiłam się samochodzikami. – A kosmetyki kupuję tylko potrzebne – mydło, szampon, pastę do zębów. (śmiech) Kiedyś ktoś zabrał mnie na krótką przejażdżkę na motorze. To była większa przyjemność niż dostać setki sukien. Odlotowa jazda, 120 km na godzinę! Życie Agnieszki też przypomina ostrą jazdę.

– Kiedy przyszła na świat 16 października 1983 r., miała włoski, ale trzeba było zrobić tomografię, więc lekarz kazał je zgolić i już nie odrosły – mówi Hanna Brutsche, jej mama. – Teraz nosi perukę. Tak samo rzęsy zawinęły się do oczek i też ich nie ma. Brak owłosienia to cecha typowa dla bardzo rzadkiego zespołu Hallermanna-Streiffa, który rozpoznano u córki dopiero, gdy miała półtora roku. Wszystkie cierpiące na niego dzieci wyglądają podobnie. – Jak się uważnie przyjrzysz, to zobaczysz, że mam brodę wciśniętą do tyłu, za to czoło zbyt wysunięte, zniekształcony nos tak, że musiałam przejść operację – opisuje siebie Agnieszka. – Niektóre zęby zostały mi jeszcze mleczne. No i urodziłam się z wrodzoną zaćmą. Cud, że widzę bez operacji. To, co inni dostrzegają z odległości 100 m, ja widzę dopiero z 10. To też zależy od kontrastu – jakby ta biała świeczka stała na ciemniejszym talerzyku, to widziałabym ją lepiej. Ale dostrzegam jej płomień, tak samo jak słońce. Jeżeli nie poznamy ciemności, nie uda nam się zobaczyć światła. Może go aktualnie nie czuję, ale bardzo bym zgrzeszyła, gdybym powiedziała, że go nie widziałam. Moje światło to rodzina, przyjaciele, doświadczenie Pana Boga. – A jak ci się układa z Panem Bogiem? – pytam. – Zawsze był, tylko ja się od Niego odsunęłam. Dwa dni temu poszłam do spowiedzi, co mnie cieszy, bo nie byłam od ponad roku. Bardzo szukam do Niego dojścia. Wstydzę się przed Nim swoich myśli. Tego, że się nie lubię.

Nie wstydziłam się

Zaraz po urodzeniu w Szpitalu Kolejowym w Katowicach stwierdzono u niej trzy ciężkie choroby – obustronne zapalenie płuc, zapalenie opon mózgowych i zakażenie salmonellą. Przewieziono ją do szpitala specjalistycznego Tychach i nie dawano żadnych szans. – Któregoś dnia przyjechał ks. Jurczyga, misjonarz z Nowej Gwinei, i razem ze znajomymi księżmi zaczęli się nade mną modlić, bo nie dawałam rady – wspomina mama. – Tamtej nocy nastąpiła nagła poprawa zdrowia córki. Po trzech dniach odebrałam ją na własne żądanie. Wyjechały do Fryburga, kiedy mała miała pięć lat, żeby zapewnić jej jak najlepszą opiekę medyczną. W domu rozmawiały po polsku, a kiedy nauczyła się czytać, tylko prawym okiem z pomocą silnych okularów, pożerała polską klasykę – Sienkiewicza, Żeromskiego, Reymonta. To dało efekty – dziś jest znakomitą tłumaczką, ale szuka stałej pracy. Jej ulubiony bohater to doktor Judym z „Ludzi bezdomnych”. – Jak ja jest idealistą, który chce wiele zmienić, ale to mu się nie udaje – wyjaśnia. Jej na początku udawało się. Kilka miesięcy chodziła do przedszkola dla dzieci niepełnosprawnych, w większości upośledzonych umysłowo. Potem skierowali ją do podstawówki dla słabowidzących. Kiedy się okazało, że tak ma wyglądać jej cała edukacja, zbuntowała się. – Miałam dość chuchania i dmuchania w 6-osobowej klasie odosobnionej szkoły z internatem, 200 km od domu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • zazik
    27.04.2014 16:20
    Wspaniały temat, czułem nieustanne napięcie, energię i zagęszczanie się slotów/stosów pytań bez podpowiedzi. Najdonośniej jednak przemówiła surowość i uroda nadziei. Jak objąć w obrębie spójnej wypowiedzi wymykający się co i rusz ogół spraw, co uczynić, by wzmiankowany nie przeobraził się w lawinę nieodwracalnych, niechcianych, zniechęcających aktów? Oto pytania, których głębia i wzrost wydała owoc w postaci doskonałej konstrukcji, żywego i czułego języka, wielkiego, permanentnego napięcia. Znam go z wydania papierowego. Dwaj wielcy, dzisiaj kanonizowani, odnaleźliby w nim cechy artykułu wypełniającego posoborowe pragnienie docierania tam, gdzie Pan otwiera serca i pozwala cieszyć się sobą. Gratuluję Bohaterce i Autorce
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama